22 kwietnia 2018

Relacja z wycieczki na Święty Krzyż i do Nowej Słupi - kwiecień 2018.

Klasztor od strony Huty Szklanej
Korzystając z ładnej pogody wybrałem się dzisiaj w Góry Świętokrzyskie. O godzinie 13:30 miałem busa do Huty Podłysicy. Wysiadłem w Hucie Szklanej skąd jest 400 metrów do bram Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Koszt przejazdu wyniósł mnie 6 zł. Gdy doszedłem na miejsce, usiadłem na pierwszej ławce przy wejściu do parku. Obok mnie siedziała kobieta. Jak się okazało była turystką ze Śląska. Bardzo jej się podobało w moich stronach. Przyjeżdża tutaj regularnie co kilka lat i nie może się nadziwić, jak na lepsze zmienia się nasz region. Żałowała, że w planie wycieczki nie było zwiedzania Kielc. Widziała miasto przejazdem i była nim zachwycona. Trochę sobie porozmawialiśmy. To miłe słyszeć pozytywne opinie o miejscu, w którym się mieszka. Kobieta zdecydowała się iść do klasztoru pieszo, natomiast ja skorzystałem z elektrycznego meleksa. Przejazd w jedną stronę kosztuje 5 zł. Jak dla mnie było zbyt gorąco, by wspinać się pod górę. Meleksów jeździ sporo i są kolorowe. Fajnie, że je wprowadzili. Na szczyt Łyśca dojedziecie też konno. Im więcej chętnych tym taniej.

Będąc już na szczycie góry Łysiec (drugi najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich), rozpocząłem zwiedzanie klasztoru. Na początek obszedłem go od zewnątrz, posiedziałem na ławce, a następnie poszedłem na wieżę widokową. Podziwiać z niej można najbliższą okolice. W oddali widać miasta Starachowice i Ostrowiec Świętokrzyski. Kielc niestety nie dostrzeżemy. Czasem z klasztoru można podziwiać panoramę Tatr. Jednak by je zobaczyć, muszą być zachowane pewne czynniki. Tatry najczęściej pojawiają się nad ranem lub wieczorem. Mnie niestety nie udało się ich zauważyć. Wejście na wieżę kosztuje 5 zł. Ostatnia para schodów jest bardzo stroma. Dziś tak wiało, że nie siedziałem na niej zbyt długo. Później poszedłem zobaczyć klasztor od wewnątrz. W głównym kościele szykowano się do ślubu - dekorowano ławki i ołtarz.

Gdy wyszedłem z klasztoru poszedłem kupić sobie loda. Nie polecam wam tych z budki obok wejścia głównego. Zamiast śmietany czułem wodę. Lepiej było poczekać i kupić sobie na rynku w Nowej Słupi. Dzień był tak leniwy, że znowu sobie usiadłem na ławce i tak przynajmniej się leniłem przez godzinę. O 17:00 poszedłem jeszcze raz wokół klasztoru, a następie udałem się na szlak pieszy, który prowadził do Nowej Słupi. Wieczorem tylko stąd jest możliwy dojazd do Kielc. Przed drewnianą kaplicą zauważyłem znak kierujący do miejsca pamięci narodowej. Po przejściu 100 metrów zobaczyłem pomnik i cmentarz pomordowanych w czasie II wojny światowej. Szczerze mówiąc, to pierwszy raz tam trafiłem. Zrobiłem zdjęcia i wróciłem się na główny szlak. Przejście zajęło mi 50 minut. Po drodze mijałem stacje drogi krzyżowej, wsłuchiwałem się w śpiew ptaków, podziwiałem rośliny. Naprawdę świetny klimat, zwłaszcza, że praktycznie byłem cały czas sam.

Kilka minut po godzinie 18:00 byłem już w Nowej Słupi. Przy wejściu do parku od tej strony znajduje się karczma Mnicha, stragany z pamiątkami oraz pomnik Emeryka. Legenda mówi, że kamienny posąg co roku posuwa się do przodu o jedno ziarenko piasku. Gdy dojdzie na szczyt Łysej Góry, nastąpi koniec świata. Przed nim jeszcze długa droga, dlatego nie mamy się czym martwić. W drodze na rynek minąłem dom Mnicha. Ogólnie Nowa Słupia poza Klasztorem na Świętym Krzyżu nie ma nic do zaoferowania turyście. Poszedłem główną drogą, doszedłem na rynek, kupiłem domowego pączka i usiadłem na przystanku czekając na autobus. Ten przyjechał punktualnie o 19:20. Podróż z Nowej Słupi. kosztowała mnie 5,50 zł. Przejazd trwał 54 minuty. Według mnie za długo jak na 40 kilometrowy odcinek. O tej porze kurs wykonuje PKS Ostrowiec Świętokrzyski.

O dziwo na rynku w Nowej Słupi ruch był jak na Marszałkowskiej. Lokalni mieszkańcy przyjeżdżali kupić sobie piwo, papierosy, napoje, czy słodycze. Nie brakowało też fanów taniego wina. Życie miasteczka toczy się powoli i sennie. Z przejeżdżających samochodów słuchać było głośną muzykę disco polo. Taki typowy małomiasteczkowy szpan.

Jeżeli wybieracie się na Święty Krzyż to najlepiej wycieczkę rozpocznijcie w Hucie Szklanej. Na szczyt jeździcie meleksem. Z powrotem kierujcie się na szlak do Nowej Słupi. Przy obu wejściach znajdują się parkingi i restauracje. Dodatkowo od strony Huty Szklanej macie możliwość odwiedzenia Osady Średniowiecznej i zrobienia zakupów u lokalnych producentów. Najwięcej noclegów znajdziecie w Nowej Słupi. Polecam korzystanie z pokoi w gospodarstwach agroturystycznych.

Na terenie Klasztoru znajduje się Muzeum Przyrodnicze, Krypta z ciałami mnichów oraz Jeremiego Wiśniowieckiego, kawiarnia, restauracja, muzeum kościelne, kaplica, punkt informacji turystycznej. Warto zajrzeć też na Gołoborze, które mieści się kilkaset metrów za klasztorem w stronę Huty Szklanej. W sezonie pobierana jest opłata w wysokości 8 zł. Wstęp na teren Parku Narodowego wynosi 7 zł. Jednak na dole nikt nie stoi, by pobierać opłatę. Jeszcze nigdy mnie się nie zdarzyło, bym musiał płacić za wejście do lasu.

Święty Krzyż to idealne miejsce na spędzenie majówki :) W jednym miejscu macie piękne zabytki, cudowne widoki i wspaniałą przyrodę.

Sporo było turystów. Nie spodziewałem się ich tylu o tej porze roku. Zazwyczaj ruch zaczyna się od maja.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

Na Świętym Krzyżu byłem w sobotę 21 kwietnia 2018 roku.