niedziela, 27 sierpnia 2017

Relacja z wycieczki do Sandomierza i Ujazdu.

Sandomierski rynek. 
Wczoraj z rodzinką wybrałem się na wycieczkę typowo regionalną. Najpierw pojechaliśmy do Sandomierza, gdzie przywitał nas deszcz. Według prognoz miało nie padać. Opady deszczu trwały około dwóch godzin. Mimo wszystko nie byliśmy zniechęceni i ruszyliśmy zwiedzać miasto. Na początku poszliśmy na zamek, skąd podziwialiśmy panoramę na Wisłę. Jako dziecko miałem wrażenie, że rzeka jest zdecydowanie szersza niż w rzeczywistości. Mieliśmy iść na rejs statkiem, ale pogoda nie zachęcała do tego typu rozrywek. W jednym z kościołów oglądaliśmy obrazy. Nie dlatego, że były ładne, tylko przedstawiały śmierć. Każdy obraz to jeden miesiąc. Pozaznaczano na nim daty. Trzeba było szukać swojej i wtedy można było się dowiedzieć w jaki sposób straci się życie. Mnie ma ktoś zabić (śmiech). Później poszliśmy na rynek. Siedzieliśmy w podcieniach, a następnie udaliśmy się do Galerii Ojca Mateusza. Bilet wstępu kosztuje 13 zł. Możecie zobaczyć serialowy ołtarz, kuchnię Natalii, posterunek policji, więzienie, gabinet Ojca Mateusza. Dodatkową atrakcją są figury woskowe komendanta, policjanta, Natalii i Mateusza. Eksponatów nie wolno dotykać. Zainteresowanie wystawą jest spore, ale jak dla mnie jest przereklamowana. Zwiedzanie zajmuje 5 minut, gdyż wszystkiego jest mało. Co prawda my byliśmy z 30/40 minut bo często wracaliśmy się do danych eksponatów, by zrobić fajne zdjęcia.

Gdy wyszliśmy z galerii deszcz przestał padać. Poszliśmy na Mały Rynek, gdzie głównie handlują chińskimi badziewiami. Następnie udaliśmy się z siostrą do Bramy Opatowskiej. Wejście na jej szczyt kosztuje 4 zł. Obejrzeliśmy panoramę miasta i zeszliśmy na dół. W tym czasie pozostali uczestnicy wycieczki szukali restauracji. Zaprowadzili nas na rynek do Bazylii (Rynek 16-17). Jedzenie tam było okropne. Ziemniaki podano nam z przed tygodnia, sałatkę ze słoika, a mięso było polane sosem z proszku. Poza tym obsługa była niemiła, a ich strój firmowy nadawał się do prania. Nie polecam wam tej knajpy. Takiego świństwa już dawno nikt mi nie podał. Około godziny 16:00 mieliśmy dylemat co robić dalej. W zasadzie nic ciekawego nie było już w Sandomierzu do oglądania. Po chwili namysłu poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Ujazdu.

Ujazd to wieś położona w powiecie opatowskim. Z Sandomierza jest tutaj około 50 km. Znajdują się tu ruiny ogromnego zamku. Jego zwiedzanie zajęło nam ponad godzinę. Zwiedzającym wyznaczono kilka tras. Jedna z nich jest dla odważnych, gdyż prowadzi do najgłębiej położonych piwnic, gdzie nie ma oświetlenia. Zamek zrobił na nas ogromne wrażenie. Tak blisko Kielc, a my go odkryliśmy dopiero wczoraj. Jeśli będziecie w okolicach to przyjedźcie tutaj. Bilet wstępu kosztuje 10 zł. Wokół zamku znajdują się stragany i  łąki. W domu byliśmy przed 22:00.

Sandomierz jako miasto nie bardzo mi się podoba. Starówka nie jest tak urokliwa jak ta w Kazimierzu Dolnym. Turystów było sporo, ale wszyscy byli przejazdem. Sandomierz jest nudny i nie ma zbyt wielu atrakcji do zaoferowania turystom. Jedynie można jeszcze zobaczyć podziemną trasę turystyczną, o której sami zapomnieliśmy. Na sandomierskiej starówce byłem jakieś 20 lat temu. Dziś już wiem, że w przyszłości nie widzę sensu, by tam jechać. Miasto zostało rozsławione tylko dzięki serialowi. To za mało. Dodam, że w Sandomierzu kręcone są tylko sceny na mieście. Wszystkie te w pomieszczeniach grane są w hali produkcyjnej pod Warszawą.

Zdjęcia mojego autorstwa z Sandomierza dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia mojego autorstwa z zamku Krzyżtopór z Ujazdu dostępne są TUTAJ.