wtorek, 25 lipca 2017

Relacja z wycieczki do Pragi 2017.

Widok na Hradczany z Mostu Karola. 
Jak już wspomniałem w poprzednim poście, w piątek wieczorem wybrałem się w podróż do Pragi. Początkowo trasa była spokojna, do czasu gdy na dworcu w Krakowie wsiedli nie zbyt ciekawi ludzie. Pili alkohol, śpiewali itd. Kierowca tracąc cierpliwość zagroził im, że wysadzi ich w Katowicach. Nie wiele to pomogło. Dopiero po 2 w nocy się uspokoili. W czeskiej stolicy byłem około 6:30. Autobus zatrzymał się na dworcu międzynarodowym Florenc. Gdy już się ogarnąłem poszedłem z siostrą kupić całodzienny bilet na komunikację miejską. W automatach można płacić tylko monetami. Nie mieliśmy drobnych, dlatego szukaliśmy kiosku. Nie było łatwo, ale daliśmy radę. Około 7:30 byliśmy już na Moście Karola. Z rana jest tam pusto, dlatego ma się wrażenie, że cały most należał do nas. Z mostu podziwiać można piękną panoramę miasta. Most zdobią pomniki ważnych czeskich osobistości i nie tylko. Popatrzyliśmy na rzekę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejnym punktem zwiedzania był ogród zoologiczny. Relacja dostępna jest w poście poniżej. Zwiedzanie ZOO zajęło nam około 6 godzin. Po południu pojechaliśmy na Hradczany. Szliśmy mało uczęszczanymi szlakami, gdzie podziwiać można przepiękne kamienice. Największe wrażenie zrobił na mnie parlament i otaczające go budynki. Przed wejściem trzeba przejść kontrolę policji. Stróże prawa świetnie mówią po polsku i zaznaczyli, że po angielsku w Czechach nie bardzo się dogadamy. Na Hradczanach mieści się ulica miniaturowych kamienic i pomnik sikającego mężczyzny. Robi on ogromną furorę wśród turystów. Minusem Hradczan są ceny. Za 0,5 l pepsi i innych popularnych napojów trzeba zapłacić 100 koron (17 zł). Ogólnie na starym mieście jest bardzo drogo. Najlepiej zaopatrzyć się w prowiant w centrum handlowym, a te są na obrzeżach centrum.  Zwiedzanie Hradczan zajęło nam o koło 2 godziny. Piękna dzielnica, musicie tutaj zajrzeć. Później przenieśliśmy się na Małą Stramę. Piękne kamienice, zadbane place, pomniki, mała architektura. Po prostu raj na ziemi. W tym miejscu pokochałem Pragę i obiecałem sobie, że jeszcze kiedyś tutaj przyjadę. Mam nadzieję, że w nie długim czasie. Na koniec dnia poszliśmy nad Wełtawę. Znajdziecie tam muzeum, gdzie przed wejściem stoją pomniki bobasów. Po rzecze pływają statki, rowerki wodne, kajaki. Wełtawa została wykorzystana w stu procentach. Tak naprawdę w Pradze nie ma niezagospodarowanych miejsc. Nawet na łąkach pomiędzy dzielnicami rosną winorośle, czy warzywa. Na koniec dnia pojechaliśmy do hotelu. Spaliśmy na obrzeżach centrum, ale dzięki sprawnej komunikacji miejskiej dojazd zajął nam zaledwie kilkanaście minut.

Drugiego dnia zaraz po śniadaniu wybraliśmy się metrem, a następnie tramwajem do tańczącego domu. Z rana niewielu tam turystów. Najlepiej zdjęcia robić sobie z mostu. Później poszliśmy na Wyszehrad.  Znajdziecie tam kościół, park, muzea, galerie sztuki i taras widokowy na miasto. Nie jest tutaj może rewelacyjnie, ale jak już się jest w Pradze to trzeba zajrzeć i tutaj. Przed 12:00 wybraliśmy się z powrotem na Małą Stramę. Tym razem kolejką Lanovka wjechaliśmy na szczyt góry Petrin. Znajduje się tam ogród, mury obronne i wieża widokowa. Wejście na nią to koszt 150 koron. Skusiliśmy się dla tych widoków. By dostać się na taras widokowy trzeba pokonać 349 schodów. Można się spocić (śmiech). Gdy już dotrzecie do mety nie panikujcie - wieża się kołysze. To normalne przy tego typu konstrukcjach. Na dole znajdziecie lokale gastronomiczne. Można zjeść tam kołacze węgierskie, które u nich nazywają się inaczej. Ciekawe skąd pochodzi przysmak, który tak lubię. Przejazd kolejką Lanovka odbywa się co 10 minut. Obowiązuje bilet komunikacji miejskiej. Później poszliśmy na lody. Za jedną gałkę trzeba było zapłacić 6 zł i 80 gr. Drogie i dobre. Po godzinie 14:00 byliśmy już na starym mieście. Błądziliśmy pięknymi uliczkami, zajrzeliśmy na Rynek, a na końcu pojechaliśmy na Plac Waclava. Po kilkugodzinnym zwiedzaniu udaliśmy się na zakupy do galerii Flora. Znajduje się ona przy stacji metra Flora. Kupicie tutaj produkty w dużo niższych cenach niż na starym mieście. Na koniec pojechaliśmy zobaczyć wieżę telewizyjną. W okolicy znajdują się liczne knajpki, gdzie miło spędzają czas mieszkańcy miasta. Prażanie rzadko zaglądają na starówkę. Ceny jakie tam obowiązują są nie do zaakceptowania przez mieszkańców czeskiej stolicy. Zdzierają z turystów ile się tylko da. Około 21:00 byliśmy z powrotem na dworcu Florenc. Tym razem pasażerowie byli spokojni. Mimo wszystko w drodze do domu nie udało mi się zasnąć. W Kielcach byłem o 6:40 w poniedziałek.

Praga jest piękna pod każdym względem. To miasto w mojej ocenie jest ideałem. Żadna polska metropolia nie równa się z czeską stolicą. Dziesiątki kilometrów pięknych kamienic robi wrażenie. Miasto jest czyste, na ulicach nie widać policji, a i ludzie są normalni. W miniony weekend do Pragi przyjechało dużo ludzi z Polski. Momentami miałem wrażenie, że nadal jestem w swoim kraju.  Nasi rodacy chętnie jeżdżą do Czech bo jest blisko i jest co oglądać.

Komunikacja miejska w Pradze jest na bardzo wysokim poziomie. Do dyspozycji są trzy linie metra, które kursują średnio co 5 minut i 30 sekund, kilkanaście linii tramwajowych i autobusowych. Łatwo i szybko dostaniecie się w każdy rejon miasta. Bilet dobowy kosztuje 110 koron.

Duże wrażenie zrobiło na mnie metro. Większość stacji zbudowano głęboko pod ziemią. Na każdej linii słyszymy inny głos osoby zapowiadającej stacje. Przy wejściu na perony wieje wiatr. Na samych stacjach już nie, chyba, że nadjeżdża pociąg to wtedy chce głowę urwać. Przy takim upale metro było zbawieniem.

Miasto zbudowane jest na kilku wzgórzach. Patrząc z góry miałem wrażenie, że stare miasto w Pradze jest wielkości całego mojego miasta, czyli 200 tysięcznych Kielc.

Polecam wam Pragę tutaj nie będziecie się nudzić.

Zdjęcia mojego i siostry autorstwa znajdziecie:
Album 1 kliknij TUTAJ.
Album 2 kliknij TUTAJ.
Album 3 kliknij TUTAJ.