23 kwietnia 2017

Relacja z wycieczki do Trzyńca - 2017.

W dniu wczorajszym wybraliśmy się na wycieczkę do czeskiego miasta Trzyniec. Głównym celem tej wyprawy była wizyta w stacjonującym w mieście cyrku Bernes. Zanim jednak poszliśmy na spektakl postanowiliśmy zwiedzić najbliższą okolicę.

Około godziny 10:00 przyjechaliśmy do Cieszyna. Pierwsze co, to udaliśmy się do jednego z marketów na zakupy. Co drugi klient pochodził z Czech. Nasi sąsiedzi z za Olzy kupują u nas produkty spożywcze, warzywa, owoce, mięso, czy wędliny. Dla nich ceny są u nas korzystniejsze, a produkty smaczniejsze od ich rodzimych. Następnym punktem na naszej trasie był kantor. Warto kupować walutę przy samej granicy, gdyż jest ona tańsza. Za 100 koron w kieleckich kantorach wołano 17 zł, natomiast w Cieszynie 16 zł i 10 gr.

Kilkanaście minut po godzinie 11:00 byliśmy już w Trzyńcu. Na wstępie przywitała nas wielka dymiąca huta. Musi ona nieźle zanieczyszczać środowisko. Pierwszym punktem był tamtejszy hipermarket Tesco. Zatrzymaliśmy się po to, by dokładnie sprawdzić miejsce postoju cyrku. W markecie nikt nie rozumiał naszego języka. Podejrzewam, że pracownicy jak i klienci marketu doskonale nas rozumieli, ale przez nasze złe stosunki polityczne Czesi z regionu Morawsko - Śląskiego nie bardzo chcą rozmawiać w naszym języku. Szczerze mówiąc, to tylko w cyrku płynnie mówiono po polsku.

Następnie poszukaliśmy parkingu, by spokojnie pójść na spacer po centrum miasta. Auto zostawiliśmy pod Penny Marketem. Stamtąd do śródmieścia jest zaledwie kilka metrów. Tak naprawdę w centrum Trzyńca nie ma co oglądać. Jedynie kilka starych kamienic, które tak naprawdę nie przykuwają niczyjej uwagi. Sklepy o godzinie 12:00 były zamykane przez co na ulicach nie było praktycznie nikogo. Po chwili zastanowienia stwierdziliśmy, że mimo niesprzyjającej pogody pojedziemy w okolice Góry Jaworowej. W planach mieliśmy wjazd kolejką krzesełkową na jej szczyt. Niestety była nieczynna, natomiast sam wyciąg nie wzbudzał mojego zaufania. Krzesełka były jednoosobowe. Okolice góry to doskonały punkt widokowy na całą okolicę. Zobaczyliśmy inne beskidzkie szczyty, panoramę Trzyńca, Cieszyna i pobliskich wiosek. Krajobraz niszczy wielka huta, która zadymiła całą okolicę. Wielkie kłęby dymu tworzyły grube warstwy chmur.

Po godzinie 13:00 pojechaliśmy na obiad. W centrum miasta wszystko było już zamknięte, dlatego zjedliśmy w okolicach Jaworowej góry. Kelnerka nie była uprzejma i mimo bliskości granicy nie rozumiała ani języka polskiego, ani angielskiego. Sama restauracja była czysta, zadbana, a jedzenie było smaczne.

Po obiedzie pojechaliśmy do cyrku, ale relacje z przedstawienia opiszę w następnym poście.

Po spektaklu pojechaliśmy jeszcze raz do Tesco na zakupy. Słodycze, czy inne produkty nie mają zbytnio smaku, ale lody już tak. Wybór był niewielki, ale udało nam się znaleźć czeskie rożki. Były smaczne.

Po godzinie 18:00 udaliśmy się do Cieszyna, a następnie do bielskiego marketu na zakupy. Wycieczka mimo przelotnego deszczu była udana. Do domu wróciliśmy po 22:00. Trasa była spokojna, ruch niewielki.

Czy warto pojechać do Trzyńca? Jeśli kochacie góry tak jak ja, to jak najbardziej, jeśli szukacie zabytków, to omińcie to miasto, bo tutaj ich nie znajdziecie.

Trzyniec to 35 tysięczne miasto w powiecie Frydek Mistek, zaledwie 7 km od Czeskiego Cieszyna w kierunku słowackiej granicy.

Zdjęcia dostępne są TUTAJ.