17 czerwca 2018

Relacja z wizyty w ZOO Wilkowice - czerwiec 2018.

Antylopa nilgau 
Wczorajszy dzień wraz z rodziną spędziłem w prywatnym ogrodzie zoologicznym w Wilkowicach, koło Tarnowskich Gór. Byłem ciekaw co się zmieniło od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu. Przy okazji chciałem rodzince pokazać ciekawy punkt na mapie województwa śląskiego. Do ZOO przyjechaliśmy kilka minut po godzinie 11:00. Kupiliśmy kilka torebek kukurydzy i marchewek, by móc nimi nakarmić zwierzęta. Park już na samym wstępie zrobił ogromne wrażenie na rodzicach, siostrze i ciotce. Bardzo im się podobało. Na początek poszliśmy zobaczyć papugi, a następnie karmić daniele. Później udaliśmy się nad staw, by popatrzeć na czarne łabędzie. Wokół stawu były krzesełka, miejsce na ognisko, grill i toalety. Te ostatnie w ogóle nie szpecą krajobrazu. Otoczone są piękną zielenią. Chwila odpoczynku i ruszyliśmy dalej. Zwiedzanie głównego zwierzyńca zajęło nam sporo czasu. Rodzinka miała wielką frajdę z tytułu karmienia zwierząt. Najwięcej radości dał nam osioł, który śmiesznie jęczał z prośba o marchewkę. Jak ją dostał to był tak zadowolony, że czasami mieliśmy wrażenie, że ten zwierzak zachowuje się jak typowe ludzkie dziecko. Osły to jednak niesamowite zwierzęta. Przed wyjściem zrobiliśmy sobie piknik przy stawie. 

Od mojej wrześniowej wizyty z Łukaszem, w zwierzyńcu zaszły spore zmiany. Niektóre zwierzęta zmieniły lokalizacje, część wyjechała, pojawiły się nowe. Idąc zgodnie z kierunkiem zwiedzania po kolei zobaczycie następujące gatunki zwierząt: 
owce grzywiaste arui, antylopy sitatungi, nutrie, strusie emu i pekari obrożne, osła domowego, antylopy kob liczi, wielbłąda dwugarbnego, jelenie, daniele, antylopy eland, mundżaki chińskie, króliki, mary patagońskie, antylopy gnu pręgowane, antylopy nilgau, pieski preriowe, lemury katta, lamy, kucyki, antylopy garna, alpaki, strusie nandu, owce kameruńskie, osły, owce domowe, kozy domowe i owce somalijskie. Na stawach pływają czarne łabędzie. 
W drugiej części zoo widzieliśmy papugę arę, indyki, kury, kaczki, świnie maskowe, świnkę, króliki, świnki morskie, gołębie, papugi, bażanty, marmozety, tamaryny, jeżozwierze, szopy pracze, wiewiórki. 

W ZOO nie zobaczymy już walabi Benetta. Ich wybieg zamieszkują mundżaki chińskie, króliki i mary patagońskie. Odchudzone zostało stado antylop kob liczi. Rok temu było ich ponad 10, a teraz są 4. Nie ma też drugiego wielbłąda dwugarbnego, samca sitatungi, dwóch dorosłych pekari obrożnych, młodych elandów. Ogród zyskał dwie alpaki, dwa lemury katta i dwie świnki maskowe, gdzie locha wydała już na świat 3 młodych. Potomstwa doczekały się także antylopy garna. Na wybiegu sitatung zobaczycie matkę i jej młode. Przy wejściu do ZOO stoi woliera z papużkami falistymi. 

Wychodząc z ZOO zauważyłem krowy szkockie, które swój wybieg mają poza ogrodem. 

ZOO Wilkowice to także rozrywka i botanika. W strefie rekreacyjnej znajduje się sztuczna plaża nad stawem, ścieżka do chodzenia boso, boisko do siatkówki i nie tylko, plac zabaw, siłownia, gastronomia. W barze kupiliśmy sobie frytki, steki, placki ziemniaczane. Na terenie całego parku rosną kwiaty i krzewy ozdobne. Trawa wygolona jest do minimum. Dopełnieniem jest stojąca na środku parku wielka fontanna. 

Wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Można wręcz powiedzieć, że jest ono idealne.Obsługa z uśmiechem podchodzi do gości, obiekt jest bardzo czysty, starannie zagospodarowany, zadbany i niechaotyczny. Tu jest po prostu pięknie. 

ZOO Wilkowice to niewątpliwie jedno z najpiękniejszych miejsc na Górnym Śląsku. Jest to idealne miejsce dla rodzin i ludzi kochających przyrodę, zwierzęta, dobrą zabawę i ciszę. Tutaj trzeba być :) 

Bilet wstępu kosztuje 15 zł (dorośli), dzieci płacą mniej. Bilet wydawany jest w formie pieczątki na rękę. Dzięki niemu można spokojnie wejść do ZOO i wyjść w dowolnym momencie i znowu wrócić. Duża torebka kukurydzy kosztuje 3 zł, dwie dorodne marchewki 1 zł. Za obiad zapłacicie mniej niż 20 zł za porcję. 

Przy wejściu do ZOO znajduje się kilka zabytkowych budowli. Odrestaurowane wyglądają pięknie. Mieści się tam sala zabaw "Alelele" dla dzieci i restauracja. W tej ostatniej organizowane są również wesela i przyjęcia okolicznościowe. Wczoraj natrafiliśmy na gości weselnych. 

Park Przygód i Atrakcji w Wilkowicach to świetnie miejsce na spotkania rodzinne, z przyjaciółmi i współpracownikami. Polecamy to miejsce podpisując się obiema rękoma. Za rok znów tutaj wrócimy - bo warto :) 

Dziękuję w imieniu swoim i rodziny za miłą gościnę :) 

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

Relacja z wycieczki do Wilkowic, Tarnowskich Gór, Sosnowca, Będzina i Czeladzi - czerwiec 2018.

Zamek w Będzinie. 
Wczoraj wraz z rodziną wybrałem się na Górny Śląsk. Pierwszym punktem naszej wycieczki było prywatne ZOO Wilkowice, koło Zbrosławic. Byliśmy tutaj kilka godzin miło spędzając czas. Więcej na ten temat przeczytacie w kolejnym poście. Po południu udaliśmy się na spacer do Tarnowskich Gór. Zajrzeliśmy na deptak i rynek. W drodze powrotnej do samochodu zobaczyliśmy kilka prawie w ogóle nieuczęszczanych ulic. Miasto wyglądało na zaspane. Na ulicach ludzi było tyle co kot napłakał. Miałem wrażenie, że jestem na Słowacji, gdzie w sobotę trudno wypatrzyć człowieka na mieście. Ludzie albo siedzieli w domach, albo wyjechali za miasto. W ubiegłym roku gdy byłem z Łukaszem na tygodniu to Tarnowskie Góry żyły. Ludzie kręcili się po sklepach, a i rozstawiano stragany na święto miasta. Wczoraj miasto zobaczyłem w zupełnie innej odsłonie. I tak prawdopodobnie wygląda każdy weekend w Tarnowskich Górach. Ludzie jak chcą się pobawić to jadą do Gliwic lub Katowic. Jeżeli chodzi o zabytki to tych za wiele nie było. Kilka kamienic w tym ratusz zasługiwały na chwilę uwagi. To wszystko.

Kolejnym miastem na naszej trasie był Sosnowiec. Wybrałem to miejsce ponieważ byłem ciekawy dlaczego Ślązacy tak go nie lubią. Miejscowi się śmiali, że bez wizy tam nie wjadę. Na szczęście obyło się bez zbędnych formalności (śmiech). Samochód zaparkowaliśmy blisko deptaka, tuż obok Sosnowiec Plaza. Poszliśmy na deptak, a tam spotkaliśmy głównie ludzi z marginesu społecznego lub skrajną biedotę. Oprócz lodziarni i małych sklepów spożywczych wszystko było zamknięte. Większość kamienic była brzydka. Niekiedy obok nich stały bloki z wielkiej płyty. Zjedliśmy lody z lokalnej lodziarni. Nawet były dobre. Spotkaliśmy też nawiedzoną kobietę, która się darła, że Sosnowiec to miasto pełne Rosjan i Ukraińców. Rodzina poszła do Plazy, a ja jeszcze poszedłem się po mieście. Doszedłem na tak zwany rynek, obok dworca kolejowego. Na ławkach spali bezdomni. Szczerze mówiąc to strach tam był się zapuszczać. Wróciłem więc do Plazy. Na mieście było pełno śmieci, zdechłych gołębi, biegających kotów. Cały czas czuliśmy smród kanalizacji. Wstyd, by tak blisko Katowic było tak zapyziałe miasto. Teraz rozumiem, dlaczego nikt nie lubi Sosnowca. Już więcej do tego miasta nie przyjadę. Szkoda było mojego czasu. Żałuję, że nie zatrzymałem się w Chorzowie.

Następnie udaliśmy się do Będzina. Pojechaliśmy zobaczyć zamek. Niestety od godziny był już nieczynny. Na dziedzińcu odbywała się ślubna sesja zdjęciowa. Zamek jest jedyną atrakcją tego miasta. Miejscowi byli zdziwieni gdy zapytaliśmy o rynek, czy deptak. Podobno deptak był, ale same banki tam są. Ludzie mówili, że Będzin, Sosnowiec to jedna cholera. Nic ciekawego tutaj nie ma, ludzie emigrują. Pozostali już tylko ci co pracują jeszcze w kopalniach i rdzenni mieszkańcy tych miast. Ludzie dostają tutaj depresji, nie mają co ze sobą zrobić, powszechna brzydota odstrasza turystów. Również miejscowi nie mają ochoty na spacery po swoich miastach. Życie toczy się tak naprawdę tylko i wyłącznie w Katowicach, Chorzowie i Gliwicach. O pozostałych już dawno zapomniano. Zamek jak zamek. Niewielka budowla, mieści się tam muzeum. Szału nie było. Kobieta, która z nami rozmawiała poleciła nam czeladzki rynek. Mówiła, że tam jest ładniej niż w Będzinie.

Zanim dojechaliśmy do rynku w Czeladzi zajrzeliśmy do centrum handlowego M1. Byłem ciekaw jak wygląda hipermarket Bi1. Jak się okazało to jest to samo co Auchan, tylko pod innym szyldem. Galeria oferowała sklepy z różnych branż. Było ich około 100. Zjedliśmy tutaj kolację i ruszyliśmy w miasto. Spacer po Czeladzi zajął nam jakieś 20 minut. Nigdzie się nie spieszyliśmy. Na rynku było pełno kwiatów, ludzie w knajpkach. Kilka kamienic zasługiwało na chwilę uwagi, niektóe odstraszały. Życie tego miasta skupia się tylko i wyłącznie na rynku. Poszedłem jeszcze w dół od rynku by zobaczyć co tam ciekawego jest. Poza katedrą i fontanną nie było nic. O 21 wyjechaliśmy do Kielc.

Wycieczka była udana, pogoda dopisała. Pozostał tylko żal, że Tarnowskie Góry, Sosnowiec, Będzin i Czeladź nie miały nam nic ciekawego do zaoferowania. Myślę, że więcej już tu nie wrócimy.
P.S
Oczywiście nie dotyczy to Wilkowic. Tutaj będziemy wracać z uśmiechem na twarzy.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

04 czerwca 2018

Relacja z wycieczki do ZOO Leśne Zacisze Lisów - czerwiec 2018.

Daniel. 
Niedzielne popołudnie spędziliśmy w podkieleckim ogrodzie zoologicznym "Leśne Zacisze". Lubimy spędzać tutaj czas, dlatego w miarę często staramy się tu zaglądać. Jest to wyjątkowe miejsce na mapie naszego regionu. Można tutaj nie tylko podziwiać przepiękne zwierzęta, ale i cieszyć się ciszą i pięknem przyrody. Podczas tej wizyty byliśmy ciekawi jak postępują prace przy budowie nowych wolier i wybiegów. Ponadto naszym celem były antylopy blesbok. Nasze ZOO jako jedyne w Polsce postanowiło rozpocząć hodowlę tych zwierząt. Niestety dla widzów wciąż są one niedostępne, ale dzięki uprzejmości dyrektora ZOO udało nam się je zobaczyć z bliska. Wyglądają naprawdę pięknie. Niebawem będą one dostępne szerszej publiczności. Pewnie jesteście ciekawi dlaczego zwierzęta wciąż są izolowane? Otóż najpierw przyjechała parka tych zwierząt, która potrzebowała czasu na aklimatyzację. Gdy się przyzwyczaiły do nowego domu, to do ZOO przyjechała kolejna para. I teraz dwie nowo przybyłe samice muszą się zaaklimatyzować nie tylko w nowym domu, ale i z nowymi członkami stada. Obecnie ZOO posiada cztery sztuki tych antylop.

Po raz pierwszy usłyszeliśmy wyjątkowy koncert bawolej rodziny. Zwierzaki swoim rykiem tak się rozśpiewały, że zakłócały spokój pozostałym mieszkańcom ogrodu. Każdy gość nie mógł wczoraj oderwać od nich wzroku. My też byliśmy pod ogromnym wrażeniem ich talentu. 

Jeżeli chodzi o inwestycje to te postępują z każdym dniem. Prawie gotowa jest już nowa woliera na przeciwko wybiegu dla surykatek. Będą mieszkać w niej małpy. Przed wejściem do ZOO wylano fundamenty pod nowy dom dla jakiegoś małego zwierzęcia. Będzie ono miało do swojej dyspozycji także wolierę, która jest w budowie. W kilku miejscach stanęły nowe mapki, które ułatwiają zwiedzanie ogrodu. Niebawem ruszą kolejne inwestycje. 

Spacer po ZOO zajął nam ponad dwie godziny. Gdy już obeszliśmy cały park udaliśmy się na spotkanie z dyrektorem ZOO, Panem Pawłem Zawadzkim. Rozmawialiśmy na różne tematy związane z ogrodem i nie tylko. Chcielibyśmy podziękować za gościnę i mile spędzony czas w Leśnym Zaciszu :) 

Niebawem będziemy mieć dla was kolejną niespodziankę. Podczas wizyty Łukasz wcielił się w rolę kamerzysty. Specjalnie dla was nakręciliśmy filmik przedstawiający mieszkańców ogrodu. Postaramy się regularnie coś dla was filmować. Jak tylko filmik będzie gotowy to wrzucimy na YouTube i Blog. 

To nie koniec niespodzianek jakie dla was mamy. Niebawem stworzymy nowy Blog pod tytułem Fan Klub ZOO Leśne Zacisze. Dzięki niemu chcemy przybliżyć Państwu to fantastyczne miejsce. Zarys Bloga już jest, teraz trzeba usiąść i go zrealizować. Myślę, że w przeciągu tygodnia, góra dwóch powinien być gotowy. 

Mimo upałów zwierzęta były aktywne. W sumie to widzieliśmy wszystkie, ale nie każde udało nam się uchwycić na fotografiach. 

ZOO Leśne Zacisze w Lisowie koło Kielc to idealne miejsce nie tylko dla miłośników zwierząt, ale i całych rodzin. Tutaj warto być. Polecamy wam to miejsce i gwarantujemy, że będziecie tutaj wracać. 

Na koniec chciałbym wspomnieć o ważnej roli jaką pełnią dzisiejsze ogrody zoologiczne. Spacerując po ZOO doszliśmy do strefy zamkniętej, gdzie były blesboki. Za nami szła pewna rodzina ze starszą Panią. Pokazaliśmy im z daleka blesboki i wspomnieliśmy, że jest to jedyne stado w Polsce. Seniorka rodu powiedziała, że pierwszy raz w życiu widzi takie zwierzęta. Później dodała, że w ogóle nie miała pojęcia o tym, że na ziemi żyje tyle niesamowitych stworzeń. Gdy jej powiedziałem, że to tylko ćwierć procenta tego co żyje na ziemi to była w szoku, że świat jest taki różnorodny. To dzięki powstającym w całym kraju prywatnym ogrodom zoologicznym ludzie zaczynają poznawać zwierzęta. I tak było w tym przypadku. Prawdopodobnie rodzina nigdy nie była w ZOO i dopiero dzięki Leśnemu Zaciszu poznała różnorodne gatunki ptaków i ssaków. Takie ZOO jak to w Lisowie jest potrzebne. Dzięki niemu mieszkańcy Kielecczyzny nie tylko nie muszą jechać do ZOO do sąsiednich regionów, ale mogą poznać zwierzęta, których do tej pory nie znali i nie mają inne tego typu placówki. 

ZOO Leśne Zacisze uczy, wychowuje, edukuje. 

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

02 czerwca 2018

Relacja z wizyty w czeskim lunaparku - Kielce 2018.

Dmuchana ślizgawka. 
W ramach akcji "Budzenie Sienkiewki", do Kielc przyjechał czeski lunapark. Spodziewałem się czegoś lepszego, a tu klapa. Objazdowe wesołe miasteczko nie za bardzo ma czym przyciągnąć ludzi. W swojej ofercie mają Autodrom, karuzelę Myszka Miki (inaczej łabędzie), samochodziki dla dzieci, dmuchaną ślizgawkę i bungee. Ogólnie atrakcje skierowane są do dzieci. Frekwencja była taka sobie. Młodzież jeździła na Autodromie, jedno dziecko z ojcem na Myszce Miki, kolejne dziecko skakało na bungee. Raz przejechały się także mini samochodziki. Szału nie ma. Być może ludzie nie wiedzą, że na Placu Wolności stoi lunapark, albo pogoda ich odstraszyła. Niby jest ciepło, ale na niebie pełno deszczowych chmur. Jutro ma być stabilniej i nie zapowiadają opadów. Zrobiłem kilka zdjęć i poszedłem dalej. Jakoś nie byłem zainteresowany wyżej wymienionymi urządzeniami. Poczekam  na inny lunapark. Może wtedy znajdę coś interesującego dla siebie.

"Budzenie Sienkiewki" - to czterodniowa impreza, której celem jest ożywienie kieleckiego deptaka. Na co dzień ulica Sienkiewicza służy jako trakt pomiędzy dworcem, a resztą miasta. W weekendy oblegane są kawiarnie i restauracje. Wiele sklepów niestety upadło. Lokalni kupcy co roku organizują festyn, by zachęcić kielczan do częstszych wizyt na mieście. Ulica Sienkiewicza nie raz została okrzyknięta najpiękniejszym deptakiem w Polsce.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

31 maja 2018

Relacja ze spektaklu cyrku Ales - Preszów 2018.

Cirkus Ales w Preszowie. 
Ostatnim punktem naszej wycieczki do Preszowa była wizyta w cyrku Ales. Miasteczko cyrkowe rozbiło się na placu przy ulicy Soliwarskiej, obok Tesco. Przed 17:00 byliśmy już na miejscu. Po przekroczeniu kasy odpoczywaliśmy na krzesełkach, które rozstawione były przed wejściem do namiotu. 20 minut przed spektaklem byliśmy już w namiocie. Niektórzy widzowie z gorąca zdjęli swoje podkoszulki. Według nas nie było tak źle. Namiot był odsłonięty więc powietrze jakie przechodziło powodowało lekki wiatr. Nie było duszno. Program rozpoczął się punktualnie o 17:30 i skończył po ponad dwóch godzinach. Tegoroczne widowisko prezentuje się następująco:

Część 1
Pokaz tygrysów bengalskich i białego tygrysa - Antonin Ales Junior
Repryza komiczna piłka - Mario 
Pokaz 5 osobowej żonglerki - grupa Lanikovi 
Repryza piłka do kosza - Mario 
Sztrabaty - Duo Paraizo 
Pokaz kucyków  i osiołka- Hanicka Alesova 
Pokaz kaczek - Vojta
Pokaz piesków - Hanicka Alesova
Repryza krzesełka z udziałem dzieci - Mario 
Taniec hula hoop - Denisa
Repryza Prima Balerina - Mario
Persze - 4 osoba grupa Lanikovi 
Wyższa szkoła jazdy na koniu - Hanicka Alesiova 

Podczas przerwy można zwiedzać cyrkowe ZOO w cenie 2 euro, przejechać się na kucyku w cenie 2 euro, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie na wielbłądzie, przejechać się na karuzeli. Bufet oferuje dania zimne i gorące, słodycze, napoje. W sklepiku z pamiątkami kupicie m.in. magnesy. 

Część 2 
Latające trapezy - Flying Trapeze 
Repryza komiczna klaskanie i tupanie - Mario 
Fakir z wężami - rodzina Lanikovi 
Repryza komiczna z udziałem widza - Mario
Pokaz wielbłądów dwugarbnych i strusi afrykańskich - Antonin Ales Junior
Repryza fakir - Mario
Slinky - Hanicka Alesiova
Pokaz koni - Antonin Ales 
Repryza muzyczna z udziałem publiczności - Mario
Akrobaci na odskoczniach - rodzina Lanikovi
Wielki finał 

Powtórzę się po raz czwarty. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem całego widowiska. W tym cyrku nie ma mocnych, ani słabszych numerów. Zresztą jak zawsze. Wszystkie są na takim samym poziomie, czyli bardzo dobre. Jednak chcielibyśmy wyróżnić latające trapezy. Ostatni raz numer ten widzieliśmy w 2009 roku. Wczoraj artyści dali z siebie wszystko. Były brawa, piski, okrzyki radości. Tego nie da się opisać, musicie sami to zobaczyć.

Rodzina Lanikovi to uznane gwiazdy czeskiej i słowackiej areny. Ich numery mogę oglądać bez końca i nigdy mnie się nie znudzą. Myślę, że Łukasz jest tego samego zdania. Alesiowie także dają z siebie wszystko. Ich pokazy zwierząt jak zawsze prezentowane są z klasą.

Muzyka i choreografia były na najwyższym poziomie. Również wnętrze namiotu jest staranie zaprojektowane i wykonane. Jednym słowem ładny cyrk.

Podczas przerwy byliśmy w cyrkowym ZOO. Widzieliśmy konie, kuce, kozy, psy, wielbłądy, lamy, krowy, osła, strusie afrykańskie, małpy, kaczki, gęsi i tygrysy.

Po programie mieliśmy okazję porozmawiać z dyrekcją cyrku jak i artystami. Dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy z życia czeskich i słowackich cyrków. W pewnym momencie przeszkodziła nam pewna kobieta, która była zachwycona cyrkiem. Powiedziała, że w sobotę wybierze się z całą rodziną i przyjaciółmi. Jak się później okazało Pani była Słowaczką, jej mąż Czechem o polskich korzeniach.

Od roku mówi się, że Słowacja ma wprowadzić zakaz występów dzikich zwierząt w cyrkach. Chodzi o lwy, tygrysy, pantery, słonie, niedźwiedzie, żyrafy, hipopotamy, małpy itp. Początkowo zakaz miał obowiązywać od tego roku, później, że od 1 maja, potem od wakacji, a teraz mówi się, że ustawa zacznie obowiązywać od 1 września. Jednak nikt z cyrku nie został poinformowany o tym czy taki zakaz wejdzie w życie czy też nie. Na razie pozostaje nam czekać i obserwować sytuację mówił dyrektor cyrku, Pan Antonin Ales. W Czechach sytuacja jest inna. Tutaj na razie nikt nie planuje wprowadzenia tego typu ustawy. Rosyjska władza z góry powiedziała ekologom, że cyrk ze zwierzętami to tradycja i żadnego zakazu w ich kraju nie będzie. Miejmy nadzieję, że tak samo będzie w przypadku Słowacji i Polski.

Ales to pierwszy cyrk jaki widzieliśmy poza granicami kraju. Był to rok 2014. Cyrkowcy rozbili swój namiot właśnie w Preszowie, przy ulicy Mukaczewskiej. Jak los da to za rok będziemy świętować pierwszy jubileusz - wówczas będzie to nasza 5 wizyta w tym cyrku.

Od 6 do 10 czerwca spektakle cyrku Ales odbywać się będą w Bardejowie. To zaledwie 15 km od polskiej granicy. Warto tutaj przyjechać, na pewno będziecie zadowoleni.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

Relacja z wizyty w lunaparku na Słowacji - Preszów 2018.

Autodrom
Drugim punktem naszej wycieczki do Preszowa była wizyta w niewielkim lunaparku. Kilka karuzel stało na parkingu centrum handlowego. Nie widzieliśmy kempingów, ani innych pojazdów do przewozu osób. Szczerze mówiąc to te urządzenia były pozostawione same sobie. W ofercie lunaparku była karuzela łabędzie, Autodrom, Showtime, kolejka dla dzieci, Calyspo, karuzela wenecka. Dodatkowo były budki z popcornem, czy watą cukrową. Zrobiliśmy kilka zdjęć i poszliśmy na zakupy do Kauflandu. Ogólnie to lunapark nie miał niczego, czego nie mieliby inni. W wesołym miasteczku byliśmy tylko my. W sumie to chyba zrozumiałe, bo tego typu atrakcje otwiera się dopiero po południu. Jednak gry wracaliśmy z cyrku zauważyliśmy, że lunapark był nieczynny. Wszystkie urządzenia były w takiej samej pozycji jak w południe. Nie wyglądało na to, by lunapark się składał lub rozkładał. Może czynny jest tylko w weekendy? Nie będzie nam dane to sprawdzić, ale na pamiątkę mamy fotografie. Link do zdjęć dostępny jest poniżej.

Link do zdjęć mojego autorstwa dostępny jest TUTAJ.

Relacja z wycieczki do Preszowa - maj 2018.

ulica Hlavna
Nasz długi weekend rozpoczął się wczoraj wycieczką na Słowację. Odwiedziliśmy trzecie pod względem mieszkańców miasto Preszów. Z Kielc wyjechaliśmy o godzinie 6 rano. Na miejscu byliśmy przed 11:00. Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od wizyty w cyrku Ales. Chcieliśmy zobaczyć jak daleko stoi od centrum. Zrobiliśmy sobie pierwsze zdjęcia i pojechaliśmy do pobliskiej galerii, gdzie stał lunapark. Stwierdziliśmy, że na deptak jest za daleko, więc pojechaliśmy do centrum. Ostatecznie stanęliśmy na parkingu przy hipermarkecie Kaulfand. Na główną ulicę mieliśmy zaledwie 500 metrów. Zwiedzanie ulicy Hlavnej zajęło nam godzinę. Jest to jedyna reprezentacyjna ulica Preszowa. Zobaczycie tutaj jedno lub dwu piętrowe kamienice. Każda zachwyca czymś innym. Głównie zwracaliśmy uwagę na kolory elewacji, malowidła i rzeźby. Pod numerem 26 mieści się restauracja Baltic. To tutaj zjedliśmy obiad. Lokal znajduje się na pierwszym piętrze. Widać, że ktoś przerobił mieszkanie na jadłodajnie. Zjedliśmy zupę warzywną, knedle z kapustą i mięsem. Za to danie obiadowe zapłaciliśmy 3,60 euro. Pani, która nas obsługiwała nie znała języka polskiego, ale stanęła na wysokości zadania, by nas miło obsłużyć. Chętnie pytała jak po polsku mówi się np. na zupę warzywną. Jak przyjedziecie do tego miasta, to zajrzyjcie właśnie do Balticu. Zjecie tutaj tanio i dobrze.

Po obiedzie przeszliśmy się chwilę i usiedliśmy na ławce. Na niebie nie było ani jednej chmury, natomiast temperatura w słońcu przekroczyła 40 stopni Celsjusza. Jednym słowem żar lał nam się z nieba. Po godzinie słodkiego lenistwa poszliśmy po samochód. Przystanęliśmy nad rzeką by zobaczyć ryby walczące z nurtem i bociana na nie polującego. Przy okazji zajrzeliśmy do Kauflandu. Około godziny 16:30 byliśmy już na ulicy Koszyckiej. Zaparkowaliśmy samochód na parkingu hipermarketu Tesco. Zrobiliśmy zakupy i poszliśmy do cyrku. Po spektaklu wróciliśmy do Tesco na większe zakupy. Kupiliśmy piwo, słodycze, bułki, parówki. Ceny były zróżnicowane. Ogólnie na półkach były produkty ogólnodostępne w Polsce jak i w Czechach. Z Preszowa wyjechaliśmy o godzinie 21:20. W Kielcach byliśmy przed 2 w nocy.

Preszów to miasto ze wszystkich stron otoczone górami. Nadają one urok temu miejscu. Samo miasto jest niespecjalne. Poza ulicą Hlavną i Florianową to nie wiele tutaj zobaczycie. Zwiedzając miasto ma się wrażenie, że wróciliśmy się do czasów komuny, gdzie wszystko było stare i obrypane. Preszów jest zapomniany, niewiele tu inwestycji, a o nowoczesności to możemy tylko pomarzyć. Gdyby nie cyrk, to zapewne byśmy się tutaj nie wybrali. To była nasza trzecia wizyta tutaj.

Po mieście można poruszać się pieszo jak i komunikacją miejską. Trolejbusy jeżdżą na liniach od 1 do 9, natomiast autobusy powyżej 10. Częstotliwość jest dobra. Średnio co 5 minut autobus lub trolejbus pojawia się na przystanku. Minusem jest to, że często jeżdżą stadnie, czyli kilka pojazdów na raz, a potem cisza. To tak jak w Kielcach.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

14 maja 2018

Relacja ze spektaklu cyrku Humberto - Hawierzów - maj 2018.

Cirkus Humberto w Hawierzowie
Ostatnim punktem sobotniej wycieczki była wizyta w cyrku Humberto. Podróż z ZOO Ostrawa do Hawierzowa zajęła nam 20 minut. Miasteczko cyrkowe rozstawiło się na placu przy ulicy Astronautów, teren przy stadionie. Nie było problemu z zaparkowaniem samochodu, gdyż dookoła cyrku było mnóstwo miejsc parkingowych. Po przyjeździe na miejsce od razu udaliśmy się do kasy, gdzie kupiliśmy bilety w cenie 260 koron. Przed programem rozpętała się burza, ale na szczęście była sucha i szybko przeszła. Program rozpoczął się punktualnie o godzinie 16:00 i skończył o 18:45. Pierwsza część trwała około półtorej godziny, druga godzinę. Przerwa nie była długa, bo około 20 minutowa. Frekwencja była na poziomie 35 procent. Widzowie nagrodzili artystów owacjami na stojąco. Podczas przerwy wybrałem się do cyrkowego ZOO. Łukasz tym razem sobie odpuścił. W zwierzyńcu widziałem słonie, małpy, kozy, kuce, konie, zebry, lamy, wielbłądy, psy, lwy i niedźwiedzie. Bilet do ZOO kosztował 40 koron. To o 10 koron więcej niż przed rokiem. Tegoroczny program wygląda następująco:

Część 1 
Pokaz lwów 
Śpiewający klaun 
Żonglerka piłeczkami 
Gimnastyka napowietrzna na sztrabatach 
Ekwilibrystyka
Repryza komiczna 
Pokaz wielbłądów i lam
Pokaz konia i kucyka
Pokaz zebr
Pokaz kóz i kucy
Repryza komiczna
Pokaz słoni 

Podczas przerwy można było zwiedzić cyrkowe zoo, zrobić sobie zdjęcie ze słoniem lub na wielbłądzie. Do dyspozycji gości był dobrze zaopatrzony bufet, stoisko z zabawkami, popcorn i wata cukrowa. Toalety są bezpłatne.

Część 2 
Pokaz pudli 
Gimnastyka na linie pionowej 
Antypody - żonglerka nogami
Żonglerka kapeluszami 
Repryza komiczna 
Pokaz niedźwiedzi 
Gimnastyka na trapezie kołowym
Linoskoczkowie
Wielki finał 

Najsłabszym punktem programu był klaun i artystka prezentująca żonglerkę piłeczkami. Pozostałe numery bardzo nam się podobały. Jak już pisałem w poprzednich postach na temat cyrku Humberto, warto wracać do tego cyrku chociażby dla sztrabatów jak i numeru ekwilibrystycznego w wykonaniu braci Navratil. Ci młodzi ludzie są naprawdę genialni. Również pokazy zwierząt są na najwyższym poziomie. W tym roku show jest na bogato. Widzowie jak i my byli zadowoleni z widowiska. Goście bili głośne brawa, piszczeli, a na koniec nagrodzili artystów owacjami na stojąco. To był gorący finał. U nas nie docenia się pracy artystów cyrkowych tak jak w Czechach, czy na Słowacji. Tutaj ludzie nie wychodzą przed finałem, bawią się, podziwiają artystów. Szkoda, że u nas nie ma takiej atmosfery.

W tym roku da się zauważyć kryzys w czeskich cyrkach. Rok temu oglądaliśmy spektakle przy prawie stuprocentowej frekwencji, a w tym sezonie liczba gości spadła o kilkanaście procent. Mimo wszystko Humberto przy 35 procentowej frekwencji dobrze wypadł na tle cyrków stacjonujących w tym samym czasie w Ostrawie. Z tego co wiem tam widzów było zdecydowanie mniej.

W przyszłym roku będziemy obchodzić mały jubileusz związany z cyrkiem Humberto. W tym sezonie odwiedziliśmy cyrk już po raz 4. Za każdym razem oglądamy spektakle w innych miastach.

Po zakończonym spektaklu udałem się na mały spacer wokół cyrku. Niestety nie dało się zrobić kółeczka, ale z parkingu doskonale było widać tą część cyrku, która z bliska nie była dostępna.

Lubimy Humberto i z wielką przyjemnością tutaj wracamy. Przez najbliższe 2 tygodnie cyrkowcy stacjonować będą w Opawie. Miasto to położone jest zaledwie kilka kilometrów od polskiej granicy. Najbliżej stąd jest do Raciborza.

Zdjęcia mojego i Łukasza J. autorstwa dostępne są TUTAJ.

Po programie udaliśmy się na zakupy do hipermarketów Kaufland i Globus, gdzie kupiliśmy słodycze, lody i piwa. Do Kielc dotarliśmy około północy. 

Relacja z wycieczki do ZOO Ostrawa - maj 2018.

Zebra Grevy'ego
Kolejnym punktem na trasie naszej sobotniej wycieczki było ZOO Ostrawa. Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że wszystkie miejsca parkingowe były już zajęte. Na szczęście udało nam się zaparkować samochód tuż obok wyższej uczelni. Dzięki takiemu rozwiązaniu zaoszczędziliśmy 50 koron, bowiem tyle wynosi opłata za parking przy ZOO. O dziwo kolejki do kasy nie było. Kupiliśmy bilet w cenie 110 koron za osobę. Tego dnia tłok w ogrodzie był ogromny. Mieliśmy wrażenie, że większość zwiedzających to Polacy. Nasi rodacy od lat upodobali sobie to miejsce. W sumie nie ma co się dziwić, gdyż ZOO wygląda naprawdę imponująco. W wiosennej szacie wygląda ono jeszcze piękniej niż latem. Kolorowe kwiaty rosną na każdym kroku, ciesząc oczy zwiedzających. Ogród znamy na pamięć dlatego zrezygnowaliśmy z kupna mapki. Dodatkowo płaciliśmy 30 koron za osobę za przejazd kolejką Safari Express. Dzięki niej można zobaczyć zwierzęta, które nie są dostępne na szlaku pieszym. Przejazd trwał około 20 minut.

Zapewne czytaliście naszą ubiegłoroczną relację z wizyty w tym ZOO. Dlatego nie będziemy się powtarzać, tylko w skrócie napiszę co i jak. Jak wam wiadomo na terenie ZOO nie brakuje licznych placów zabaw, gastronomii, terenów botanicznych, ławek ze stolikami itd. W tym roku na przeciwko mini - zoo pojawiła się nowa atrakcja dla dzieci. Dzięki niej zabawa będzie jeszcze fajniejsza. Obiekt został wyposażony w rurę, która pełni rolę ślizgawki. Obiad zjedliśmy w restauracji Soala, która znajduje się obok wybiegu dla jeleni aksis. Za tradycyjne czeskie knedle, z kapustą i mięsem zapłaciliśmy 98 koron. Muszę przyznać, że jedzenie w tym miejscu jest smaczne.

Zwiedzanie ogrodu zajęło nam 3 godziny. Na więcej nie mieliśmy czasu, dlatego pominęliśmy akwarium, pawilon małych ssaków i wybieg dla świń. Jest nadzieja, że niebawem to nadrobimy.

Zwiedzając ZOO widzieliśmy m.in. słonie indyjskie, żyrafy, hipopotamy nilowe, antylopy eland, antylopy oryks południowy, antylopy kob nilowy, antylopy nilgau, antylopy garna, jelenie milu, jelenie syberyjskie, jelenie aksis, daniele mezopotamskie, siki wietnamskie, alpaki, wielbłądy dwugarbne, mandryle, gibbony, makaki wanderu, lemury katta, lemury wari, zebry Grevy'ego, lwicę, pantery cejlońskie, pantery mgliste, rysie, niedźwiedzie himalajskie, taraje, jeżozwierze, pandy małe, szympansy i wiele innych.
Tym razem nie udało nam się zobaczyć bawołów indyjskich, gazeli, jelonków bengalskich, świń rzecznych.

Na początku maja mieliśmy okazję zobaczyć ZOO w Ołomuńcu. Szkoda, że nie było ono namiastką Ostrawy. Jeżeli wybieracie się na Śląsk Morawski to koniecznie odwiedźcie tamtejsze ZOO. My zwiedzaliśmy je już 3 raz i niebawem ponownie tutaj wrócimy. Dla nas spacer po tym ogrodzie to relaks i czysta przyjemność.

ZOO Ostrawa to zwierzęta, kwiaty, mini zoo, gdzie można karmić i bawić się ze zwierzętami domowymi, restauracja i punkty gastronomiczne, liczne place zabaw, edukacja.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza J.dostępne są TUTAJ.

Relacja z wizyty w cyrkach Andres i Berousek Sultan - Ostrawa - maj 2018.

Cirkus Andres Ostrawa Poruba. 
W minioną sobotę ponownie wybraliśmy się do Czech. Tym razem naszym celem była Ostrawa i Hawierzów. Z Kielc wyjechaliśmy kilka minut po godzinie 7. Na miejscu byliśmy przed 11. Pierwszym punktem naszej wycieczki był stacjonujący w dzielnicy Poruba Cyrk Andres. Na program się nie wybieraliśmy ze względu na wizytę w innym cyrku. Godziny spektakli nie były na tyle dopasowane by jednego dnia zobaczyć dwa widowiska. Musieliśmy wybierać, dlatego postawiliśmy na najlepszych. Zresztą naszym celem i tak był Cyrk Humberto, który stacjonował w sąsiednim Hawierzowie. Do Andresa wybraliśmy się na sesję zdjęciową. Byliśmy ciekawi jak na żywo wygląda ten cyrk. Miasteczko cyrkowe rozbiło się na placu przy ulicy Opawskiej, obok stacji paliw. Tradycyjnie zrobiliśmy sobie kółko wokół namiotu. Widzieliśmy konie, lamy, wielbłądy, kozy i papugę. W między czasie zaczepił nas pracownik cyrku. Jak się okazało był Polakiem. Chwilę pogadaliśmy i poszliśmy dalej. Andres jako cyrk nie jest duży. Program jest tutaj przeciętny. W tym roku największą atrakcją jest pokaz lwów i jeżozwierzy w wykonaniu Tomasa Ringela. Artysta ten w ubiegłym roku pracował w naszej polskiej Arenie. Miasteczko cyrkowe wyglądało w porządku. Nie było błota, wszystkie samochody zostały starannie zaparkowane w odpowiednich dla siebie miejscach. Plansze PCV zostały powieszone niemalże na każdym słupie w dzielnicy Poruba oraz Pustkovec, gdzie stał Berousek Sultan. Plakaty wisiały tuż przed namiotem konkurencji. Natomiast plansze Berouska Sultana były na co drugim słupie w centrum miasta i na Michalkovicach, gdzie znajduje się ZOO. Na Porubie jak i Pustkowcu na próżno było ich szukać.

Zaledwie kilometr od Andresa stał Cyrk Berousek Sultan. Jego spektakl widzieliśmy jakiś miesiąc temu w Nowym Jiczynie. Dlaczego więc ponownie ich odwiedziliśmy? Przede wszystkim chcieliśmy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia. Na programie nie byliśmy, gdyż tak jak wspomniałem czekał na nas inny cyrk. Cyrkowe miasteczko rozbiło się na placu przy ulicy Pustkoveckiej. Nie jest to duży teren, ale dla cyrku w sam raz. Nie da się go obejść dookoła. Od kasy do namiotu było zaledwie kilka kroków. Więcej na temat tegorocznego spektaklu przeczytacie TUTAJ. Przez najbliższe dwa tygodnie przedstawienia Berouska Sultana zobaczą mieszkańcy Ostrawy. Tym razem cyrk rozbił się na placu przy centrum handlowym Karolina. Zaledwie kilkaset metrów od dworca kolejowego i ścisłego centrum miasta. Andres pozostanie w Ostrawie do 20 maja. Później cyrkowcy przemieszczą się do Krnova. Jest to niewielkie miasto tuż przy polskiej granicy.

Nie da się porównać Andresa do Berouska Sultana. Patrząc na tego pierwszego widzimy skromność, biedę, brak inwestycji. Berousek wygląda okazale. Zdecydowanie lepiej prezentuje się wizualnie. Programowo też spora przepaść. Berouski dbają o każdy szczegół swojego widowiska. Spektaklu Andresa co prawda nie widziałem, ale sądząc po fotografiach zamieszczonych w internecie, to show nie jest za bogate. Może kiedyś wybierzemy się pod namiot cyrku Andres. Wszystko jeszcze przed nami.

Zdjęcia cyrku Andres dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia cyrku Berousek Sultan dostępne są TUTAJ.

Cirkus Berousek Sultan Ostrava Pustkovec

03 maja 2018

Relacja ze spektaklu Narodni Cirkus Oryginal Berousek - Olomouc 2018.

Narodni Cirkus Oryginal Berousek - Olomouc 2018
Środowe popołudnie spędziliśmy wraz z artystami Narodni Cirkus Oryginal Berousek. O godzinie 17:00 byliśmy już pod cyrkiem. Zrobiliśmy sobie spacer wokół namiotu. Nie kupując biletu do cyrkowego zwierzyńca udało nam się zobaczyć aż 90 procent zwierząt. Nie są one w żaden sposób zasłonięte przed gapiami. Miasteczko cyrkowe wyglądało ładnie, było czysto, wszystko starannie rozlokowane. Kolejka do kasy nie była duża. Kupiliśmy bilety w cenie 280 koron. Pani z kasy poinformowała nas, że robienie zdjęć nie jest zabronione, jedynie nie wolno kamerować. Przed wejściem do namiotu członkowie grupy Zuma, Zuma na siłę zachęcają gości do kupna programku lub słodyczy. Frekwencja wyniosła jakieś 25 procent. Program rozpoczął się punktualnie o 17:30 i skończył o 20:00. 

Tegoroczne widowisko wygląda następująco: 

Część 1 
Przywitanie gości przez dyrektora cyrku
Pokaz zebr, wielbłądów, bawoła, krowy szkockiej i zebu - Jiri Berousek Junior 
Pokaz gimnastyczny - grupa Zuma Zuma 
Repryza komiczna - Jonny Bogino 
Pokaz papug - Renata Berouskova 
Repryza komiczna - Jonny Bogino 
Polo dance - Tatiana Zheglova 
Żonglerka - Jiry Berousek Junior
Repryza komiczna - Jonny Bogino 
Pokaz osiołków - Renata Berouskova 

Podczas przerwy można zrobić sobie zdjęcie na wielbłądzie, odwiedzić cyrkowe ZOO, kupić pamiątki lub słodycze. Do dyspozycji jest także karuzela. 

Część 2 
Gimnastyka na szarfach - Tatiana Zheglova 
Repryza komiczna - Jonny Bogino
Wyższa szkoła jazdy na koniach oraz pokaz koni - rodzina Berousek
Pokaz akrobatyczny - grupa Zuma Zuma
Repryza komiczna - Jonny Bogino 
Pokaz niedźwiedzi - Jiri i Renata Berousek 
Wielki finał. 

Według programu zamieszczonego na oficjalnej stronie cyrku, w spektaklu powinny znaleźć się także dwa pokazy akrobatyczne artystów z Ukrainy i Mołdawii. Wczoraj ich nie było. 

W cyrkowym ZOO mieszkają także krowy watusii, słoń indyjski i kucyki. Słonica jest już schorowana dlatego nie bierze udziału w przedstawieniu. 

Najsłabszym punktem spektaklu był klaun. Nie udało mu się nas rozśmieszyć. Pozostałe pokazy były wykonane na najwyższym poziomie artystycznym. 

Ciekawie prezentowano zwierzęta, jednak ich występy były celowo przedłużane, by spektakl mógł trwać 2 godziny i 30 minut. 

Muzyka była typowo cyrkowa, choreografia też niczego sobie. Jednak gdzieś w powietrzu było czuć sztuczną atmosferę ze strony załogi cyrku. Ludzie dobrze się bawili, bili brawa, piszczeli. Siedzieli do samego końca. Namiot opuścili dopiero wtedy jak artyści zeszli po finale z areny.  

Po programie można było przejechać się na kucykach lub osiołkach. 

Cyrk pilnie zatrudni pracowników technicznych i kierowców. 

Ogólnie jesteśmy zadowoleni ze spektaklu. 

Zdjęcia mojego i Łukasza autorstwa dostępne są TUTAJ.

Relacja z wycieczki do ZOO Olomouc - maj 2018.

Żyrafy zajmują wspólny wybieg z zebrami. Można je podziwiać tylko z tarasu widokowego. Żyraf w ZOO jest aż 12. 
Jak już wspomniałem w poprzednim poście, zwiedzanie Ołomuńca rozpoczęliśmy od ogrodu zoologicznego. Parking przy ZOO jest bezpłatny. Bilet wstępu kosztował nas 110 koron. W kasie można płacić gotówką lub kartą. Dodatkowo każdy z nas na pamiątkę kupił sobie mapkę ogrodu w cenie 8 koron. Przydała nam się podczas spaceru. Po przekroczeniu kasy już wiedzieliśmy, że to ZOO nie przypadnie nam do gustu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od małpiarni. Nie wyglądała najlepiej. Naczelne mają małe klatki, słabo wyposażone, spacerowały po betonie lub płytkach. Jedynie makaki miały spory wybieg do swojej dyspozycji. Obok małp mieszka niedźwiedź malajski i hipopotam karłowaty. Zajmują ciasne wybiegi. Przykro na to było patrzeć. Dalej już było lepiej, ale mimo wszystko coś było nie tak. Gdy doszliśmy do żyrafiarni okazało się, że zwierzęta można zobaczyć tylko z tarasu. Dobrze, że nie było tłoku, bo byśmy musieli czekać w kolejce. Punkt widokowy po prostu jest ciasny. Ogólnie wybiegi nie są małe. Jedynie część wolier jest w złym stanie. ZOO nie jest nowoczesne. Znajduje się na szczycie góry. Zwiedzanie nie jest proste, bo ciągle trzeba się wspinać pod górę lub schodzić na dół. Cały teren ZOO to jeden wielki las. Można by rzec, że zwierzaki mają iście naturalne warunki. Niestety ogrodzenia wyglądały fatalnie. Niektóre to były nawet zardzewiałe. To one szpeciły całe ZOO. Sporo zwierząt nie udało nam się zobaczyć. Dla uatrakcyjnienia przejechaliśmy się kolejką w cenie 40 koron. Dzięki niej można wjechać na wybrane wybiegi. Tylko podczas jazdy zobaczycie żubry. Nam się nie udało. Na wybieg zwierząt Australii można wejść pieszo i przebywać sam na sam z tymi torbaczami. Niektóre gatunki zwierząt są naniesione na mapkę, ale nie ma do nich bezpośredniej alejki. W ten sposób nie udało nam się zobaczyć gnu. To już była dla nas lekka przesada.

Teoretycznie ogród zwiedza się łatwo. Nie ma jakieś plątaniny alejek. Dodatkowo w cenie biletu można wejść na ponad 30 metrową wieżę widokową. Podziwiać z niej można panoramę ZOO i okolicy. Na jej szczycie trochę trzęsie.

Jeżeli chodzi o zwierzęta to w ZOO jest ich sporo jeżeli chodzi o ilość. Samych gatunków za wiele to tam nie ma. Najmniej jest gadów, ptaków i ryb. Jeżeli chodzi o ssaki to przeważają małe drapieżniki i dzikie kozy.

Obecnie przy wejściu do ZOO trwa budowa wielkiej woliery dla ptaków. Przy samej kasie jest wybieg lemurów. Można je zobaczyć nie wchodząc na teren ZOO. Nie mając mapki też się nie zgubicie. Zresztą rozstawione są co kilkanaście metrów.

Większość lokali gastronomicznych była nieczynna. Placów zabaw jest mało. Nie brakuje ławek. Toalety są bezpłatne.

ZOO jest w lesie i taki ma też charakter. Na próżno szukać tutaj zadbanych terenów zielonych i pięknych kwietników.

W ZOO widzieliśmy m.in. makaki, gibbony, lemury katta, lemury wari rude, sajmiri, tamaryny, miko czarne, wilki Hudsona, niedźwiedzia malajskiego, niedźwiedzie baribal, szopa pracza, mangusty, surykatki, taraje, serwale, żbiki, koty amurskie, binturongi, mrówkojada małego, leniwca, mrówkojada olbrzymiego, żyrafy, zebry Chapmana, antylopy oryks południowy, wikunie, alpaki, wielbłądy dwugarbne, muflony, koziorożce, kozice, kozy domowe, renifery, siki wietnamskie, daniele mezopotamskie, świnie rzeczne, lwy, jaguara czarnego, geparda, jaguara cętkowanego, hipopotama karłowatego, ostronosy rude, kangury olbrzymie, kangury parma, pieski preriowe, żółwie olbrzymie, pytony zielone, sowy, papugi, nandu szare, emu, żurawie rajskie, rekiny i inne.

Nie udało nam się zobaczyć addaków, gnu, łosia, tygrysa, woła piżmowego, żubra, wilków, lamparta, kilku małych ssaków.

Na pewno w najbliższym czasie nie mamy zamiaru tutaj wracać. ZOO jak wspomniałem nam się nie podobało. Jeżeli jesteście zainteresowani zwiedzaniem tego miejsca to my wam nie odradzamy. Musicie sami się przekonać czy nasza opinia jest słuszna.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.