01 grudnia 2018

Relacja z wycieczki do Krakowa - listopad 2018.

Kościół Mariacki 
Ostatni dzień listopada spędziłem w Krakowie. Skorzystałem z okazji, że znajomi jechali i postanowiłem się z nimi zabrać. Większość czasu spędziłem na samotnej wędrówce po mieście. Poszedłem ulicami, które dotychczas widziałem tylko przejazdem. Podczas tej wycieczki miałem dwa cele. Pierwszy to zobaczyć Tatry z Wawelu, drugi zrobić zakupy na Jarmarku Świątecznym. Niestety zachmurzenie na odcinku Kraków - Zakopane było spore i nie udało mi się wypatrzeć najwyższych polskich szczytów. Szkoda, bo liczyłem na powtórkę z września. Jeżeli chodzi o Jarmark to byłem tutaj aż trzy razy. Najfajniej wygląda on nocą. Największym zainteresowaniem cieszą się stragany z jedzeniem. Na  Jarmarku kupicie wyroby z porcelany, ciepłe ubrania, ozdoby świąteczne, słodycze, dania na gorąco, zabawki, magnesy i wiele innych. Siostra na tyle zainspirowała się tym miejscem, że postanowiła tutaj jeszcze wrócić. Szczerze mówiąc to pierwszy raz byłem na jarmarku. W ubiegłym roku takowy miał miejsce w Kielcach, ale nie miał takiego rozmachu jak ten krakowski. Jeżeli wybieracie się przed świętami do Krakowa, to koniecznie tutaj zajrzyjcie - najlepiej po zmroku.

Będąc na Wawelu po raz pierwszy zajrzałem do grobowca, gdzie spoczywają ciała Marii i Lecha Kaczyńskich oraz Józefa Piłsudskiego. Wstęp jest bezpłatny, nie trzeba mieć rezerwacji.

Mój spacer po mieście rozpoczął się na Rynku i na nim skończył. Podczas kilkugodzinnego marszu zobaczyłem Mały Rynek, Planty, Klasztor na Plantach, Gmach Poczty Głównej, ulicę Starowiślaną, Grodzką, Floriańską, Plac Szczepański i inne. Byłem również nad Wisłą. Przeszedłem się szlakiem, prowadzącym od Mostu Powstańców Śląskich do Wawelu.

Turystów w Krakowie nie było już tak wielu jak latem, czy na początku jesieni. Na ulicach nie widziałem Chińczyków i Anglików. Większość wycieczkowiczów przyjechała z Węgier, Czech i Słowacji. Minąłem też jedną angielską grupę i kilku Rosjan, którzy do Krakowa przybyli we własnym zakresie. Tłoczno nie było, ale mimo wszystko miasto cały czas przyciąga uwagę Europejczyków.

Obiad zjadłem w Bistro Kwadrans na Grodzkiej. Codziennie serwują tutaj inne dania. Tym razem skosztowałem schabu w sosie musztardowym z papryką zieloną, czerwoną i żółtą oraz gorczycą. Danie godne polecenia. Na herbatę poszedłem w towarzystwie siostry i naszego kolegi Roberta. W miłej atmosferze wypiliśmy ją przy ulicy Kanonicznej, w kawiarni Bon Ami. Lokal ma fajnie zaprojektowane wnętrze. Nie obyło się również bez krakowskich obwarzanków. Kupowaliśmy je na Rynku.

Pogoda dopisała, wycieczkę zaliczam do udanych.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

07 listopada 2018

Podsumowanie sezonu 2018.

Zdjęcie zrobione w Zamościu. 
Dziś nadszedł czas podsumowań tegorocznego sezonu. Przez 8 miesięcy przemierzaliśmy Polskę, Czechy, Słowację i Węgry w poszukiwaniu wyjątkowych miejsc, pięknych spektakli oraz interesujących ogrodów zoologicznych. Łącznie zrobiliśmy setki tysięcy kilometrów. Wszystkie nasze wyprawy zostały opisane na tym Blogu. Dodatkowo uzupełnialiśmy je bogatą fotogalerią, która na zawsze będzie przywoływać chwilę spędzone w danym miejscu. Ten rok był dla nas rekordowy. Łącznie napisaliśmy 68 relacji, stworzyliśmy aż 110 albumów ze zdjęciami. Wszystko co było zaplanowane na ten sezon zostało zrealizowane. Dzięki pięknej pogodzie udało nam się odwiedzić miasta, które planowaliśmy dopiero w przyszłym roku. Ten fakt nas cieszy, gdyż umożliwi to nam w kolejnym sezonie organizację wycieczek do miejsc, których jeszcze nie widzieliśmy lub nie byliśmy od kilku lat. Plan przyszłorocznych wyjazdów jest już gotowy. Teraz zostało nam odliczać czas do wiosny. Oby była ona dla nas łaskawa jak w tym roku. Poniżej przedstawiam szczegółowe podsumowanie sezonu.

Sezon 2018 - Cyrk.
W tym roku byliśmy w 15 cyrkach, obejrzeliśmy 16 spektakli. Dzięki uprzejmości Tomasa Kuruca na Blogu zamieściliśmy galerię cyrku Metropol, który stacjonował w Koszycach. Dla porównania w ubiegłym sezonie byliśmy w 11 cyrkach, obejrzeliśmy 12 spektakli, stworzyliśmy 14 galerii, w tym jedna dzięki uprzejmości Tomasa. 

W tym roku obejrzeliśmy spektakle polskich, czeskich i węgierskich cyrków. 
Polska - Arena, Wictoria, Zalewski x2, Królewski i Safari 
Czechy - Humberto, Andres, Berousek Sultan, Jo Joo, Berousek Oryginal, Bernes, Bob Navarro King.
Słowacja - Ales 
Węgry - Florian Richter, Magyar Nemzeti Cirkusz Jozef Richter. 

Sezon 2018 - ZOO
W tym roku odwiedziliśmy 12 ogrodów zoologicznych tworząc 22 galerie zdjęć. Łącznie do ZOO wybraliśmy się 19 razy. Dla porównania w sezonie 2017 byliśmy w 11 tego typu placówkach, gdzie liczba ogólna wizyt w ZOO wyniosła 13. 

W tym roku odwiedziliśmy ogrody zoologiczne w Polsce, Czechach i na Węgrzech. 
Polska: Wrocław, Opole, Chorzów, Wilkowice, Pszczyna, Kraków x2, Lisów x6, Zamość
Czechy: Ostrawa x2, Ołomuniec, Zlin, Praga 
Węgry: Budapeszt 

Sezon 2018 - Lunaparki
W tym roku odwiedziliśmy 7 lunaparków, tworząc 8 galerii. Dla porównania w 2017 roku byliśmy w 8 tego typu miejscach. 

W tym roku odwiedziliśmy lunaparki:
Polska:  Kielce, Wrocław, Strawczynek
Słowacja: Preszów 

Sezon 2018 - Turystyka (wycieczki)
W tym roku wybraliśmy się na wycieczki do 34 miast, stworzyliśmy łącznie 45 galerii, z czego 9 należy do mojej siostry. Dla porównania w ubiegłym sezonie byliśmy w 19 miastach plus 20 Kielce, w których mieszkamy. Ostatecznie zrobiliśmy 31 galerii w tym 4 należą do mojej siostry. 

W tym roku odwiedziliśmy Polskie, Czeskie, Słowackie i Węgierskie miasta takie jak:
Polska: Wrocław, Opole, Tarnowskie Góry, Wilkowice, Sosnowiec, Czeladź, Będzin, Katowice, Chorzów, Bielsko Biała, Pszczyna, Goczałkowice Zdrój, Kraków x3, Zalipie, Tarnów, Zamość, Szczebrzeszyn, Szydłów, Kurozwęki, Staszów, Wąchock, Starachowice, Kałków, Nowa Słupia
Czechy: Praga, Ołomuniec, Ostrawa x3, Opawa, Hradec nad Moravici, Hawierzów, Nowy Jiczyn, Koprivnice, Stramberk, Pribor, Kromieryż, Zlin
Słowacja: Preszów 
Węgry: Budapeszt i okolice. 

Sezon 2018 - Skanseny, Zamki, Miejsca Sakralne, Parki Rozrywki. 
W tym roku odwiedziliśmy wiele interesujących miejsc. Łącznie było ich 15 z czego galerii ukazało się 16. Dla porównania w ubiegłym sezonie byliśmy w 11 różnych miejscach tworząc 12 galerii. 

W tym roku odwiedziliśmy:
Skanseny: Tokarnia, Zalipie, Opole, Pszczyna, Chorzów, Tarnów 
Parki Narodowe: Ojcowski Park Narodowy, Jaskinia Raj
Zamki: Pieskowa Skała, Ojców
Pałace: Kurozwęki, Pszczyna, Oblęgorek
Zbiornik wodny: Golejów 
Stadniny: Oblęgorek
Kolejki: kolej linowa Elka w Chorzowie
Miejsca Sakralne: Klasztor na Świętym Krzyżu, Opactwo w Wąchocku i Golgota Świętokrzyska w Kałkowie

W tym roku stworzyliśmy łącznie 110 galerii, w ubiegłym sezonie było ich 91. 
W tym roku napisaliśmy 68 relacji z wycieczek, w ubiegłym sezonie było ich 58. 

Dziękujemy wszystkim naszym czytelnikom za to, że jesteście z nami. Cieszymy się, że obdarzyliście nas sporym zaufaniem i chętnie odwiedzacie ten Blog. Tworzenie tego miejsca to nasza pasja, która narodziła się lata temu i z pewnością pozostanie z nami do końca naszych dni. Obecnie udajemy się na przerwę zimową by ładować akumulatory do dalszych podróży. Nie wykluczamy, że w między czasie gdzieś się może wybierzemy. Co prawda co roku wspominam o tym samym i nic z tego nie wychodzi. Ciekawe jak będzie tym razem. Póki co do zobaczenia wiosną przyszłego roku.  

28 października 2018

Relacja ze spektaklu cyrku Safari w Jędrzejowie - październik 2018.

Cyrk Safari w Jędrzejowie .
Sobotnie popołudnie spędziliśmy z Łukaszem w cyrku Safari. Cyrkowcy rozbili swój namiot przy ulicy Pińczowskiej w Jędrzejowie. Na mieście nie widzieliśmy żadnych plakatów, natomiast w sklepach nie było ulotek. Dwa papierowe plakaty zauważyłem jedynie we wsi Mnichów. Przed programem zrobiliśmy sobie spacer wokół cyrku. Zajrzeliśmy m.in. do stajni gdzie mieszkały konie, kuce, osły, alpaka i wielbłądy. Pod namiotem byliśmy jakieś 15 minut przed rozpoczęciem się przedstawienia. Frekwencja była na poziomie 85 procent. Ogólnie prawie pełne były sektory, natomiast loża zapełniona była w 3 procentach. Gdy zgasły światła i zagrała muzyka część ludzi z sektorów przeniosło się do loży. Obsługa techniczna nie zareagowała na ten fakt. Za bilet ze zniżką zapłaciliśmy 20 zł.  Program w Jędrzejowie wyglądał następująco: 

Część 1
Przywitanie gości - Szymon Słowik 
Pokaz psów - Paweł i Tina 
Akrobacje na masztach - Kenia Boys 
Repryza komiczna motyl - Paweł i Tina 
Pokaz duży i mały (koń i kuc), oraz dwóch kucyków - Szymon Słowik 
Repryza komiczna piłka - Paweł i Tina 
Mała iluzja - Wiesław Jaśkowski 

Podczas przerwy można było przejechać się na kucyku lub wielbłądzie. Toalety były płatne. 

Część 2
Pokaz alpaki osłów i wielbłądów - Marek Sikora 
Repryza iluzja - Paweł i Tina 
Skakanki - Kenia Boys 
Repryza duże piłki - Paweł i Tina 
Mała iluzja - Wiesław Jaśkowski 
Repryza sprzątacz - Paweł i Tina 
Pokaz koni - Szymon Słowik 
Repryza fotograf - Paweł i Tina 
Piramidy akrobatyczne - Kenia Boys
Finał 

Pierwsza część programu trwała 35 minut, przerwa 20 minut, druga część mniej niż 50 minut. 

W programie zabrakło występów znanego nam dobrze Duetu Turk. Artyści z przyczyn osobistych musieli opuścić cyrk. Muszę przyznać, że bez nich program wyglądał słabo. Brakowało tego "wow". 

Program, który obejrzeliśmy w Jędrzejowie był najsłabszym w historii cyrku Safari jaki widzieliśmy. Po grupie Kenia Boys spodziewaliśmy się czegoś lepszego. Owszem artyści wykonują ładne triki, ale brak w nich energii na arenie. Nie są tak żywiołowi jak Zuma Zuma. Najbardziej podobał nam się ich pokaz piramid akrobatycznych. Tutaj artyści dali z siebie wszystko. W naszej ocenie to był najlepszy numer całego spektaklu. Najsłabiej oceniamy repryzy komiczne i iluzję. W przypadku klaunów ludzie się nie śmiali, a jeśli chodzi o iluzję to publika była znudzona. Pokazy z udziałem zwierząt były w porządku. 

Niestety mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych (niskie temperatury), dyrekcja nie zdecydowała się na ogrzewanie namiotu. Efektem tego byli niezadowoleni goście, którzy zamarzli. Przyznam, że i nam było zimno. 

Po zakończonym spektaklu ludzie gwałtownie ruszyli do wyjścia. Sporo osób komentowało, że program im się nie podobał. Jednak najwięcej uwag było właśnie do braku ogrzewania. 

Od strony logistycznej nie zauważyłem jakiś zmian. Cyrk wygląda na zadbany, w namiocie nie widziałem dziur, tabor był czysty.

Dziś Cyrk Safari zagra ostatni spektakl tegorocznego sezonu. Zobaczą go mieszkańcy Buska Zdroju. Program odbędzie się o godzinie 14:00. Po jego zakończeniu cyrkowcy udadzą się do swoich domów. 

Wczorajszą wizytą w cyrku Safari zakończyliśmy sezon 2018. Niebawem na Blogu pojawi się podsumowanie naszych tegorocznych wycieczek do cyrków, zoo, lunaparków, parków rozrywki, miast, muzeów itd. 

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

21 października 2018

Relacja z wycieczki do ZOO Leśne Zacisze - październik 2018.

Bawół afrykański leśny. 
W miniony czwartek wybraliśmy się na spacer do Leśnego Zacisza. Wszystko wskazuje na to, że była to nasza ostatnia wizyta w tym roku. Teraz dni są coraz krótsze, a temperatury coraz niższe. Jednym słowem mamy jesień. Teraz kiedy liście są kolorowe, a niektóre kwiaty dopiero zakwitły miejsce to wygląda jeszcze bardziej zjawiskowo. Zwiedzających tego dnia było niewielu. Od mojej ostatniej wizyty praktycznie nic się nie zmieniło. Cały czas postępują prace przy budowie wielkiego wybiegu dla zwierząt drapieżnych. Nasza koleżanka Magda już wzięła się za malowanie ścian. Efekt końcowy jej pracy zobaczymy dopiero wiosną. Znając Magdę możemy z czystym sumieniem napisać, że jej praca to arcydzieło. Dziewczyna ma talent, który pozwolił jej udekorować całe ZOO. Taki pracownik jak ona to dla ogrodu prawdziwy skarb. Magda - pozdrawiamy :)

W przeciągu ostatniego miesiąca w Zaciszu sporo się działo. Na świat przyszło młode pekari obrożnego i bawół indyjski. Byliśmy zdziwieni gdy się okazało, że na świat przyszło tylko jedno pekari. Sami właściciele nie mają pojęcia dlaczego tak się dzieje. Na razie nie znamy płci ani pekari, ani bawoła. Przyznam, że jak zobaczyłem młode pekari to miałem wrażenie, że po wybiegu chodzi jakiś szczurek. Maluch niczym nie przypomina swoich rodziców. Młody bawół wygląda zjawiskowo - prawdziwy słodziak. Teraz stado bawołów w Leśnym Zaciszu liczy 5 osobników, z czego 3 dorosłe, jedno roczne młode i jedno niespełna miesięczne młode. Warto wspomnieć, że w ubiegłym roku o tej samej porze również na świat przyszedł przedstawiciel tego gatunku.

W ogrodzie nie zobaczymy już wyrośniętego potomstwa dzików. Te dzikie świnie pojechały do innych placówek.. ZOO zaprzestało hodowli świń mangalica. Teraz ich wybieg stoi pusty.

Tym razem nie udało nam się zobaczyć szopów, serwali, żenety, czy skunksów. Za to na wybieg wyszła samica bawoła afrykańskiego leśnego.
q
Spacer po ogrodzie zajął nam 2 godziny.

Co prawda mamy jesień, to mimo wszystko zachęcam was do rodzinnych spacerów w tym o to miejscu. Każdy z Was z najdzie tutaj coś dla siebie. W jesiennej scenerii ogród wygląda jeszcze piękniej.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

20 października 2018

Relacja z wycieczki do Pragi - październik 2018.

Narodni Muzeum Plac Wacława 
W dniach 11-14 października zorganizowaliśmy sobie z Łukaszem wycieczkę do czeskiej Pragi. Podróż rozpoczęliśmy 10 października. Najpierw FlixBusem musieliśmy dojechać do Warszawy, a następnie po kilkugodzinnym oczekiwaniu na właściwy autobus ruszyliśmy w dalszą podróż. Do Pragi dojechaliśmy na 5 rano (11.10). Podróż była taka sobie. FlixBus zatrudnia chamskich kierowców, którzy na postojach kłócą się z pasażerami o korzystanie z toalety. Na postoju za załatwienie swoich potrzeb trzeba zapłacić 100 euro. Ludzie zaczęli pyskówkę z kierowcą. Powiedzieliśmy z Łukaszem, że więcej z tym przewoźnikiem nigdzie nie pojedziemy.

Dzień 1. 

Do wschodu słońca mieliśmy jeszcze dwie godziny. Postanowiliśmy ten czas poświęcić na kupno biletu komunikacji miejskiej. Wybraliśmy opcję jeden bilet dobowy (110 koron czeskich) i jeden bilet trzy dniowy (310 koron czeskich). Zrobiliśmy sobie przejażdżkę metrem do Starego Miasta, a dalej tramwajem dojechaliśmy na Petriny. Przesiadka na metro i znowu podróż na Stare Miasto. Gdy zaczęło się rozwidniać udaliśmy się na Most Karola. Kilka minut po godzinie 7 było już sporo turystów. Głównie Chińczycy. Zrobiliśmy sobie spacer, a następnie poszliśmy na Małą Stranę. Najpierw obejrzeliśmy pomnik siusiających panów, potem Muzeum z figurami bobasów, a następnie udaliśmy się w kierunku wzgórza Petrin. Po drodze mijaliśmy uliczki pełne pięknych kamienic. Gdy doszliśmy na miejsce okazało się, że mamy niecałą godzinę do pierwszego kursu kolejki Lanovka. Postanowiliśmy odpocząć na Skwerze. Tutaj zjedliśmy śniadanie na świeżym powietrzu. Punkt 9 pojechaliśmy kolejką na szczyt Wzgórza Petrin. Bilet nas nic nie kosztował, ponieważ w wagoniku obowiązują bilety komunikacji miejskiej. Na szczycie zobaczyliśmy ogród, wieżę widokową, kościół. Następnie zjechaliśmy na dół i poszliśmy w kierunku Malostranske Namiesti (Plac Malostranski). Dalej udaliśmy się w górę w stronę Hradczan. Widzieliśmy m.in. klasztor. Dotarliśmy też do Parlamentu (Praski Hrad). Jednak jego zwiedzanie przełożyliśmy na niedzielę. Z okolic Hradczan odjechaliśmy tramwajem w kierunku Starego Miasta. Wysiedliśmy na przystanku Narodni Divadlo. Stąd blisko jest do Tańczącego Domu. Kilka zdjęć i dalej kontynuowaliśmy podróż. Tym razem na Wyszehrad. Zwiedzaliśmy kościół i podziwialiśmy panoramę miasta. Kilka minut po 15:00 pojechaliśmy zameldować się w hotelu. Po dokonaniu formalności wsiedliśmy w metro oraz autobus i dojechaliśmy do cyrku Andres. (więcej o cyrku czytaj w postach poniżej). Przed powrotem do hotelu zahaczyliśmy o centrum handlowe Chodov. Zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do hotelu. Padnięci niemal od razu poszliśmy spać.

Dzień 2. 

Rozpoczęliśmy od zwiedzania Starego Miasta. Zajęło nam to kilka godzin. Widzieliśmy Rynek, Plac Wacława, bramę Praską i wiele innych atrakcji. Turystów było od groma. Momentami na starówce zrobiło się tłoczno. Głównie przyjechali ludzie z Chin, Japonii, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Rosji. Wszystkie kamienice na starówce bardzo nam się podobały. Miasto ma swój niepowtarzalny urok i klimat. Zajrzeliśmy też do centrum handlowego Palladium. Jest to najczęściej odwiedzana galeria przez turystów. Tutaj zjedliśmy tez obiad. Byliśmy również na jednej z wież widokowych skąd podziwialiśmy panoramę miasta. Około 16:00 udaliśmy się na stację metra i pojechaliśmy do dzielnicy Rzepy. To tam swój namiot rozbił Cyrk Bernes. (więcej o spektaklu czytaj w postach poniżej). Wieczorem zrobiliśmy zakupy w Billi i pojechaliśmy do hotelu.

Dzień 3. 

Po śniadaniu pojechaliśmy do ogrodu zoologicznego. Podróż autobusem będziemy wspominać do dziś. Jak nigdy czułem się jak prawdziwy śledź ściśnięty w małej puszce. Ludzi jechało od groma - głównie turyści. Więcej o ogrodzie przeczytacie w poście poniżej. Zwiedzanie ZOO zajęło nam kilka godzin. Zjedliśmy tutaj obiad w restauracji obok wybiegu goryli. Ogród opuściliśmy przed 18:00. Mając wolny czas postanowiliśmy pojechać na Pankrac. Jest to dzielnica wieżowców i biznesu. Odwiedziliśmy też centrum handlowe Pankrac. Jest to jedna z lepszych galerii handlowych w Pradze. Wcześniej wróciliśmy do hotelu by odpocząć przed kolejnym dniem pełnym wrażeń.

Dzień 4. 

Po wymeldowaniu się z hotelu udaliśmy się na dworzec główny gdzie w przechowali bagażu zostawiliśmy walizkę. Koszt takiego przywileju to 100 koron czeskich za dobę (100 koron równa się 17 zł). Później pojechaliśmy metrem na Prosek, gdzie swój namiot rozbił Cyrk Bob Navarro King. Spektakl bardzo nam się podobał (więcej o cyrku przeczytasz w poniższych postach). Kilka minut po 14:00 byliśmy już na Małej Stranie. Pokazałem Łukaszowi ścianę Johna Lenona. Za każdym razem można zobaczyć inne rysunki. Później błądziliśmy ulicami Małej Stramy, gdzie znajduje się większość ambasad. Gdy doszliśmy na Hradczany poszliśmy do Parlamentu. Tam mieliśmy przeszukanie co jest standardową procedurą dla wszystkich. Zwiedziliśmy kościół i liczne uliczki. Złotą Uliczkę bezpłatnie zwiedza się od godziny 17:00. Na innych Blogach czytałem, że od 16:00. Prawdopodobnie zmienili zasady. Złota Uliczka jest wizytówką Pragi. Udaliśmy się też do Ambasady Polski. Mieści się ona w ładnej kamienicy przy stacji metra Malostranska. Następnie zrobiliśmy sobie spacer na Stare Miasto. Na rynku było jeszcze więcej ludzi niż w piątek. Błądziliśmy uliczkami i doszliśmy na Plac Wacława, gdzie zjedliśmy kolację. Potem spacer na dworzec i obmyślenie planu co dalej. Wieczorem pojechaliśmy metrem na stację Opatov. Obok niej stał lunapark. Myślałem, że coś lepszego, a tu badziew dla dzieci. W dodatku był nieczynny. Wróciliśmy na dworzec i czekaliśmy na nasz autobus. Z Pragi wyjechaliśmy przed północą i do Krakowa dotarliśmy na 7:20. Potem kilka godzin czekania na bus do Kielc. W domu byliśmy przed 14:00.

Hotel:

Mieszkaliśmy w Globusie przy ulicy Gregorovej. Za jedną noc w trzygwiazdkowym hotelu ze śniadaniem zapłaciliśmy nieco ponad 100 zł. W sumie daliśmy 645 zł za trzy noce. Doba hotelowa rozpoczyna się o godzinie 15:00 i kończy o 10:00. Bardzo ładne pokoje, miła obsługa, piękne otoczenie. Dla dzieci jest plac zabaw. Miejsce stroi fontanna. Jedzenie jak na czeskie warunki bardzo dobre. Jak będziecie jechać do Pragi to przenocujcie właśnie tutaj. Nam się podobało. Mieliśmy blisko do stacji metra Roztyly na linii C, która dowoziła nas do ścisłego centrum.

Komunikacja Miejska:

Po Pradze podróżowaliśmy metrem (3 linie), autobusami i tramwajami. Bilet dobowy kosztuje 110 koron, trzy dniowy 310 koron. Należy go skasować raz i zachować do kontroli. Bilety można kupić w automatach (niektóre nie sprzedają biletów trzydniowych), lub w kiosku na stacji metra. Wszystkie linie obsługuje Dopravni Podnik Hlavniho Mesta Prahy. Komunikacja miejska jest bezpieczna, wszelkie pojazdy jeżdżą średnio co 5 minut na każdej linii w godzinach szczytu. Warto właśnie DPHMP podróżować po mieście. Nie bierzcie taksówek, bo was oszukają. W miescie jest pełno informacji o oszustach taksówkarskich.

Gastronomia:

Ceny obiadów są zależne od miejsca gdzie chcemy zjeść. Im bliżej ważnych atrakcji tym drożej. Ceny za drugie danie zaczynają się od 200 koron i niekiedy kończą na 1000. Taniej zjecie w barach szybkiej obsługi typu Mc Donald's. Za zestaw średnio trzeba zapłacić od 120 do 150 koron. Praga jest droga, a jedzenie w knajpach nie zawsze smaczne. Czeska kuchnia jest dla nas za ciężka. Na próżno szukać wieprzowiny, którą my Polacy jemy tonami. Czesi wolą wołowinę, która jest twarda. My jedliśmy codziennie gdzie indziej. Najlepszy obiad zjadłem w galerii handlowej i w ZOO.

Pogoda:

Przez wszystkie dni naszego pobytu niebo było bezchmurne, a temperatury sięgały ponad 30 stopni Celsjusza w słońcu. Słońce wschodzi o godzinie 7:00, a zachodzi o 19:00. Tutaj dzień jest dłuższy niż w Polsce. Również drzewa są jeszcze zielone. Jesień również przychodzi tu później.

Praga jest pięknym miastem, do którego z wielką przyjemnością będziemy wracać. Zanim ponownie tu dotrzemy musimy po drodze zwiedzić wiele innych miast, których jeszcze nie widzieliśmy. Wycieczka do Pragi była pięknym zakończeniem sezonu 2018.

Gdybym mógł to zabrałbym Pragę do Polski i w niej zamieszkał. Kocham to miasto, świetnie się tutaj czuję. Łukasz ma takie samo zdanie co ja. Polecamy wam czeską stolicę. Tutaj nie będziecie się nudzić.

Najlepszą pamiątką z Pragi będzie maskotka Krecik, którą kupicie dosłownie wszędzie. Ten zwierz jest symbolem kraju i popularną postacią z bajki.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są:
Praga Album 1 kliknij TUTAJ.
Praga Album 2 kliknij TUTAJ.
Praga Album 3 kliknij TUTAJ.

19 października 2018

Relacja z wycieczki do praskiego ZOO - październik 2018.

Flamingi. 
Trzeci dzień w Pradze spędziliśmy w ogrodzie zoologicznym. Podróż do ZOO do najprzyjemniejszych nie należała. Już na pierwszym przystanku autobus był cały załadowany. Ludzie jechali jak śledzie. Głównie byli to turyści. To dzięki nim praskie ZOO jest dziś numerem jeden w Czechach jeżeli chodzi o ilość sprzedanych biletów. Rocznie placówkę ta odwiedza około półtora miliona gości. Po przyjeździe na miejsce udaliśmy się prosto do kasy. Stanęliśmy w gigantycznej kolejce i po 15 minutach udało nam się kupić wejściówki. Za bilet dla osoby dorosłej zapłaciliśmy 200 koron czeskich. Dodatkowo kupiliśmy sobie mapki w cenie 5 koron czeskich. Zwiedzanie tradycyjnie rozpoczęliśmy od pawilonu Indonezji.

W praskim ogrodzie zoologicznym po raz pierwszy byłem w lipcu ubiegłego roku. W spacerze towarzyszyła mi siostra. W tym roku ZOO pokazałem Łukaszowi. Jemu również podobało się w ogrodzie. Spacer zajął nam kilka godzin. Wyszliśmy przed zamknięciem. Nie planowaliśmy całego dnia spędzić w ZOO, ale jakoś tak nas ono wciągnęło, że nie chciało nam się w pośpiechu oglądać zwierząt. Nie tylko my pozwoliliśmy sobie na taki luksus. Po drodze do wyjścia zauważyłem osoby, które mijałem z rana. Oznacza to, że tak jak my, tak i oni spędzili w ZOO cały dzień. Takich osób było bardzo dużo. Przed wejściem do ogrodu jest licznik frekwencyjny. W sobotę 13 października ogród sprzedał prawie 11 tysięcy biletów. Dokładnie tego dnia do ZOO wybrało się 10 883 osoby. Taka liczba robi naprawdę duże wrażenie. W Polsce taki wynik jest w stanie zrobić jedynie ZOO we Wrocławiu.

Od mojej ostatniej wizyty niewiele się zmieniło. Nie ma już wieży widokowej, która stała blisko wybiegu dla żubrów. Do ogrodu przyjechały antylopy kob nilowy. Na ukończeniu jest już pawilon papug. Rozpoczęto również budowę krainy Australijskiej.

Tradycyjnie skorzystaliśmy z przejazdu kolejką Lanovka. Taka atrakcja kosztowała nas 25 koron czeskich. Obiad jedliśmy obok wybiegu dla goryli. Kuchnia wyszukana, nieco ciężka, ale jadalna. Za obiad zapłaciłem nieco ponad 200 koron.

Tym razem nie udało nam się zobaczyć tapirów malajskich, łosi, gepardów, małych kotów, hien pręgowanych, małych małp.

Praskie ZOO zajmuje powierzchnię 58 ha i znajduje się w dzielnicy Troja. Dojazd z centrum jest prosty. Z dworca kolejowego czy Haj można dojechać metrem  - linia C. Trzeba wysiąść na stacji Nadrazi Holesovice i dalej kontynuować podróż autobusem linii numer 112.

W drodze powrotnej do stacji metra autobus był załadowany.

Praskie ZOO bardzo nam się podoba. Jest dla nas wzorem do naśladowania. Zwierzęta mają do swojej dyspozycji duże wybiegi. W ogrodzie jest wiele gatunków zwierząt ze wszystkich stron świata. Tylko tutaj widziałem tak wiele zwierząt, w tym takie, których w Polsce nie zobaczymy. Mowa o cyjonach rudych, ratelach, antylopach szablorogich i innych.

Podczas spaceru widzieliśmy m.in. słonie, żyrafy, hipopotama nilowego, lwy, tygrysy, jaguara, pantery mgliste, cyjony rude, wiele gatunków antylop i jeleni, bizony, żubry, gwanako, wikunie, wielbłądy, kangury, uchatki, kułany, goryle, orangutany, wydry, niedźwiedzie polarne i wiele innych.

Zwierzęta mają tutaj odpowiednie warunki do życia. Wybiegi jak i woliery są duże. Do niektórych wolier można wejść nie obawiając się o swoje bezpieczeństwo. My zajrzeliśmy praktycznie do każdej.

W tym roku trafiłem do Mini ZOO. Mieszkają tutaj kozy, owce, alpaki, drób, byk zebu i inne. Na ich wybiegi nie wolno wejść.

Warto zwrócić również uwagę na to, że część zwierząt posiada wybiegi zbliżone do ich naturalnego środowiska. Mowa tutaj o zwierzętach górskich takich jak arui, koziorożce, czy magoty.

Będąc w Pradze koniecznie tutaj zajrzyjcie. Na pewno będziecie zadowoleni!!!

Do ZOO warto wybrać się tuż przed otwarciem. Wtedy unikniecie kolejki do kasy i tłoku w pawilonach.

Na teren ZOO za dodatkową opłatą można wprowadzić psy. U nas takie zwyczaje są niedopuszczalne, a w czeskich placówkach jest to standard.

Toalety na terenie ZOO są bezpłatne. Do dyspozycji gości są sklepiki z pamiątkami, gastronomia, plac zabaw i inne. Po ogrodzie jeździ kolejka turystyczna. Nie brakuje tutaj również elementów małej architektury. Ogólnie ZOO jest bardzo zadbane.

Z wyższych partii ZOO podziwiać można panoramę Pragi.

Praskie ZOO pozwala poznać nie tylko zwierzęta, ale otaczający je świat. To namiastka ich naturalnych siedlisk. Ogród może pochwalić się licznymi sukcesami hodowlanymi Tutaj po prostu trzeba być :)

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są https://innaformarozrywki.blogspot.com/p/zoo-praga-2018.html

18 października 2018

Relacja ze spektaklu cyrku Bob Navarro King - Praga Prosek - październik 2018.

Zdjęcie zostało zrobione w cyrkowym zwierzyńcu. 
Czwartego dnia pobytu w Pradze odwiedziłem z Łukaszem Cyrk Bob Navarro King. Była to nasza pierwsza wizyta w tym cyrku. Już wcześniej byliśmy nim zainteresowani, ale cyrkowcy nie zbliżali się w stronę śląska morawskiego. Wycieczka do Pragi była idealną okazją do tego by zobaczyć Kinga. Tak naprawdę termin naszej wizyty w czeskiej stolicy był uzależniony właśnie od tego cyrku. Plansze promujące cyrk były rozstawione wokół placu i na dzielnicy. W miniony weekend w Pradze stacjonowało aż 6 cyrków. Każdy w innej dzielnicy. Jedynie reklama Andresa i Humberto się ze sobą pokrywała. Pozostałe cyrki nie wchodziły ze swoimi plakatami na nie swój rewir.

Do tej wizyty byliśmy dobrze przygotowani. Wcześniej wydrukowaliśmy sobie kupon promocyjny dzięki, któremu zaoszczędzaliśmy 50 koron. Pan w kasie doskonale rozumiał nasz język. Ogólnie atmosfera wokół cyrku była pozytywna. Na program o godzinie 11:00 przybyło zaledwie 50 osób. Mimo niskiej frekwencji spektakl doszedł do skutku. Dyrekcja pomimo małego zainteresowania nie skróciła programu. Widowisko trwało 2 godziny i 20 minut. 

Namiot Kinga jest już mocno wysłużony. W niektórych miejscach jest dziurawy. Kurtyna była specyficzna, ale wcale nie szpeciła wnętrza cyrku. Amfiteatr mają stary i przydałby im się nowy. Mimo tych niedogodności we wnętrz cyrku nie jest źle. Pod namiotem ustawiono bufet i trampolinę dla dzieci. Podczas przerwy byliśmy  cyrkowym ZOO. Za wstęp zapłaciliśmy 30 koron. Widzieliśmy niedawno urodzone lwy, konie, kuce, lamy, gęsi, wielbłądy, świnki, kozy, kury i inne. 

Tegoroczny program dla Pragi został wzbogacony o dwa wyjątkowe numery. Pierwszy to lina pozioma w wykonaniu duetu z Węgier, a drugi to akrobacje na karuzeli w wykonaniu czterech artystek w Węgier. Oba pokazy bardzo nam się podobały. 

Tegoroczny spektakl prezentuje się następująco: 

Część 1
Pokaz koni 
Pokaz wyższej szkoły jazdy na koniu 
Repryza komiczna balon
Ekwilibrystyka na niskiej linie poziomej 
Akrobacje na trapezie 
Repryza komiczna 
Pokaz wielbłądów, lam i osła 
Pokaz kucyków 
Repryza komiczna tu grać nie wolno 
Persze 
Pokaz konia i kucyka
Pokaz miłosny z udziałem koni 

Podczas przerwy można przejechać się na koniu lub kucyku, zwiedzić ZOO, kupić sobie słodycze lub napoje. 

Część 2 
Pokaz lwów somalijskich 
Repryza komiczna 
Śmieszny pokaz zwierząt domowych - kozy, owca, gęsi, świnie 
Repryza komiczna rekin 
Pokaz żonglerki 
Repryza komiczna 
Ekwilibrystka na karuzeli 
Wielki finał. 

Po zakończonym programie na arenie były przejażdżki na koniu lub kucyku. Chętnych było brak. 

Poza klaunem cały program bardzo nam się podobał. Zwłaszcza numer finałowy. Widzieliśmy go po raz pierwszy w życiu. Naprawdę robi wrażenie. Z czystym sumieniem polecamy wam ten cyrk. Warto choć raz go zobaczyć. Ogólnie jest on na styl Humberto. Oba cyrki są ze sobą spokrewnieni. Muzyka jest głośna i tradycyjna. Bardzo miło się jej słucha. Choreografia też była ok. 

Bob Navarro King tak jak Andres narzeka na brak ludzi do pracy. Ponadto widać i tutaj, że dyrekcji się nie przelewa. Jednak trzeba zaznaczyć, że mimo przeciwności losu cyrk ma do zaoferowania widzom program na naprawdę wysokim poziomie artystycznym. Jakby im się udało kupić nowy namiot to już ten efekt spektaklu były jeszcze lepszy. Na pewno do Kinga będziemy jeszcze wracać. 

Cyrkowcy będą stacjonować w Pradze do 25 listopada. Dojazd z centrum jest łatwy. Wystarczy na dworcu wsiąść w linię metra "C", i wysiąść na stacji Struzkov. Pamiętajcie o wydrukowaniu sobie ulotki promocyjnej, która dostępna jest na oficjalnej stronie cyrku. Dzięki niej zaoszczędzicie sobie 50 koron. 

Po obejrzeniu wszystkich zaplanowanych spektakli doszliśmy do wniosku, że nie widzimy żadnego uzasadnionego sensu, by w jednym czasie w czeskiej stolicy grało aż 6 cyrków. Przez to, że jest ich tak dużo to żaden na siebie nie zarabia. Niska frekwencja mówi sama za siebie. Dla fanów taka oferta jest bardzo atrakcyjna. Każdego dnia można być w końcu w różnych cyrkach. 

Przedstawienia w dni powszednie odbywają się o godzinie 17:30, w soboty o 16:00, natomiast w niedzielę o 11:00 i 15:00.

Obsługa cyrku jest miła i bardzo pomocna. 

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

Relacja ze spektaklu cyrku Bernes - Praga Repy - październik 2018.

Cirkus Bernes Praga Repy 
Drugiego dnia pobytu w Pradze postanowiliśmy z Łukaszem odwiedzić Cyrk Bernes. Cyrkowe miasteczko rozbiło się w dzielnicy Repy przy ulicy Slanskiej. Dojazd z centrum nie był trudny. My wybraliśmy metro, a następnie autobus. Na miejscu byliśmy godzinę przed programem. Wolny czas wykorzystaliśmy na zakupy w markecie. Na 50 minut przed przedstawieniem z namiotu dochodziła głośna muzyka. Celem takiej akcji było nawoływanie mieszkańców dzielnicy do przyjścia na program. Kasa została otwarta jakieś 40 minut przed spektaklem. Kupiliśmy bilety w cenie 200 koron czeskich - każdy. Wybraliśmy tańszą opcję (ławki niebieskie są najwyżej amfiteatru), gdyż jest opłacalna. Zawsze w cyrku siadamy najwyżej. Ławki żółte kosztowały 260 koron. Nie opłaca się przepłacać gdyż namiot nie jest duży i z każdego miejsca doskonale widać arenę.

Ostatecznie program obejrzało 35 procent widzów. Na oko to jakieś 120/150 osób. Widowisko trwało nieco ponad dwie godziny. Podczas przerwy nie byliśmy w cyrkowym ZOO gdyż zwierzęta widzieliśmy przed programem. Logistycznie cyrk nic się nie zmienił od naszej ubiegłorocznej wizyty. Co prawda dzięki nowym artystom pojawiło się więcej ciężarówek. Plansze promujące widowisko były w całej dzielnicy Repy.

Tegoroczny program w Pradze prezentował się następująco:

Część 1 
Przywitanie gości - klaun
Pokaz psów 
Pokaz żonglerki 
Repryza komiczna 
Ekwilibrystyka na niskiej linie poziomej 
Repryza komiczna 
Akrobacje na ruchomym maszcie 
Repryza komiczna 
Pokaz wielbłądów jedno i dwugarbnych 
Pokaz kucyka i małpy 
Pokaz konia i kuca 
Pokaz koni 

Podczas przerwy można zobaczyć zwierzyniec, przejechać się na kucyku lub kupić popcorn, watę cukrową. Dodatkowo w bufecie są słodycze, słone przekąski, napoje i pamiątki. 

Część 2 
Pokaz białego lwa, białych tygrysów i tygrysów bengalskich 
Pokaz czarnej pantery 
Repryza komiczna 
Pokaz napowietrzny na szarfach 
Repryza komiczna 
Ekwilibrystyka na wałkach 
Pokaz chartów i lam 
Gimnastyka na trapezie waszyngtońskim
Wielki finał 

Po zakończeniu programu na arenie organizowane są przejażdżki na koniu lub wielbłądzie.

W programie udział bierze artysta areny polskiej - Cezary Mikulski. Ponadto do obsady dołączyła Julia Tchakanova. Artystka występowała m.in. na objazdowym festiwalu sztuki cyrkowej rodziny Zalewskich.

Widowisko bardzo nam się podobało. Poza klaunem wszystkie numery są mocne. Muzyka była głośna i tradycyjna. Choreografia w naszej ocenie jest w porządku. Ogólnie Bernes utrzymał poziom typowego tradycyjnego cyrku. To fajnie, bo taki cyrk jest najlepszy. Nowości w taborze nie zauważyłem. Klimat cyrku nadają stare wagony, które dziś są już rzadkością w cyrkach. Wszystko jest schludne i zadbane.

Nam się tutaj bardzo podobało i z czystym sumieniem polecamy wam ten cyrk.

Obecnie cyrkowcy zakończyli spektakle w praskiej dzielnicy Repy. Do końca tego tygodnia widowisko będzie można obejrzeć w niewielkim mieście Roztoky. Jest to miejscowość granicząca z czeską stolicą.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

17 października 2018

Relacja ze spektaklu cyrku Andres - Praga Libus - październik 2018.

Cirkus Andres Praga 2018
W czwartek 11 października wraz z Łukaszem wybraliśmy się na spektakl do cyrku Andres. Cyrkowcy rozbili swój namiot w praskiej dzielnicy Libus. W dni powszednie spektakle odbywają się o godzinie 17:30, w weekend o 15:00. Każdy kto przyjdzie do cyrku w czwartek lub piątek kupi bilet w cenie 150 koron czeskich. To o połowę mniej niż w weekend, gdzie za dorosłego pobiera się opłatę w wysokości 300 koron. Bilet kupiony w promocyjnej cenie jest ważny w loży jak i w amfiteatrze. Także kto pierwszy trafi do loży i zajmie najlepsze miejsce może mówić o szczęściu. Mimo wolnych miejsc w loży my usiedliśmy na ławeczkach. Z góry lepiej ogląda się widowisko.

Oprócz nas spektakl obejrzało około 100/120 osób. To jakieś 5 procent całego namiotu. Miasteczko cyrkowe jest skromne. Widać, że cyrk nie inwestował w tabor od wielu lat. Jednak nie wyglądał on na zniszczony. Wewnątrz namiotu jest schludnie. Szapito mimo swoich lat nie jest dziurawe. Nawet jeśli się jakaś pojawi to dyrekcja robi wszystko by ją załatać. Amfiteatr jest już mocno wysłużony.

Na pierwszy rzut oka widać, że cyrk jest biedny. Jednak tworzą go ludzie z pasją, którzy robią wszystko by poprawić jakość swoich usług.  Program nie jest rewelacyjny, ale jak na taki cyrk nie jest źle. Żeby wszystkie słabe cyrki były takie jak Andres to byłoby już dobrze.

W cyrku ewidentnie brakuje ludzi do pracy. Program obsługuje dwóch technicznych (kobieta i mężczyzna), oraz artyści i dyrekcja. Bilety w kasie sprzedawała dyrektorka cyrku pani Anna Ales. Powspominaliśmy sobie czasy kiedy Andres podróżował po Polsce. W najbliższym czasie właściciele nie planują powrotu do naszego kraju.

Tegoroczny program wygląda następująco:

Część 1
Pokaz lwów 
Repryza komiczna piłka 
Taniec hula hoop 
Gimnastyka na szarfach 
Pokaz psa i kóz 
Laser man, taniec Derwisza i pokaz węża 
Repryza Lajkonik 
Pokaz wielbłądów 

Podczas przerwy można zwiedzić cyrkowe ZOO, przejechać się na wielbłądzie lub zrobić sobie z nim zdjęcie. Ponadto jest bufet, popcorn, wata cukrowa. 

Część 2 
Pokaz koni 
Repryza komiczna piłka 
Ekwilibrystyka na wałkach 
Pokaz lam i krowy szkockiej 
Repryza komiczna odkurzacz 
Antypody - żonglerka nogami 
Repryza komiczna balon 
Pokaz jeżozwierzy 
Repryza komiczna strzelba 
Balans ze szkłem 
Wielki finał 
Po zakończonym programie na arenie są  przejażdżki na wielbłądzie. 

Program trwał dwie godziny.

Jak widzicie nie ma tutaj mocnych numerów, ale nie ma też i słabych. Bardzo dobra choreografia, muzyka jest głośna i tradycyjna co powoduje, że program ogląda się bardzo przyjemnie. Andres to typowo tradycyjny cyrk jaki pamiętam z lat 90.

W spektaklu udział bierze artysta znany z polskich aren. Mowa tutaj o Tomasie Ringelu. Treser oprócz lwów prezentuje również jeżozwierze. Jego numer nic się nie zmienił. Również muzyka jak i choreografia pozostały bez zmian.

W cyrkowym ZOO nie byliśmy ponieważ zwierzęta wiedzieliśmy przed programem.

Cirkus Andres pozostanie w Pradze do 28 października. Dojazd z centrum jest łatwy. Wystarczy na dworcu wsiąść w metro linię C i dojechać do stacji Kacerov. Tutaj przesiadacie się na autobus, który dowiezie was na miejsce. Patrzcie na wszystkie linie zatrzymujące się na przystanku (zastavce) Pavlikova.

W drodze do Andresa widzieliśmy Cirkus Humberto. Cyrkowcy stacjonują w dzielnicy czwartej KRC. Wracając zauważyliśmy, że cyrk był już zamknięty. Zdziwiło nas to gdyż Humberto grał o tej samej godzinie co Andres, a jego program trwa prawie trzy godziny. Nawet jakby skończyli w tym samym czasie co Andres to świeciłaby się kasa, namiot itd, a tu nic. Wszystko pogaszone. Stwierdziliśmy, że Humberto albo miał mało gości i odwołał program, albo miał mało gości i skrócił program. Która wersja jest poprawna tego nie wiemy.

Plakaty Andresa wiszą w całym mieście. To jest jedyny cyrk, który reklamuje się w całej Pradze. Pozostałe cyrki skupiają się tylko na dzielnicach gdzie stoją. Andres w dzielnicy KRC jak i Lubus postawił plansze obok plansz Humberto. Żaden cyrk nie zwalczał swojej reklamy.

Na pewno jeszcze kiedyś tutaj wrócimy. Po opiniach innych byłem przekonany, że zobaczę słabe show, a tu taka niespodzianka. Rewelacji nie ma, ale porażki też nie. Będziecie kiedyś mieli okazję zobaczyć spektakl Andresa to skorzystajcie z okazji.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

01 października 2018

Relacja z wycieczki do Ojcowskiego Parku Narodowego, Tyńca i Krakowa - wrzesień 2018.

Zamek Pieskowa Skała. 
Korzystając z pięknej pogody wybrałem się wczoraj z Łukaszem na wycieczkę do Ojcowskiego Parku Narodowego, Tyńca i Krakowa. Podróż z Kielc zajęła nam około półtorej godziny. Z naszego miasta do Ojcowa jest zaledwie 108 km. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Pieskowej Skały. Tutaj widzieliśmy przepiękny Zamek. Jego zwiedzanie to koszt 18 zł. Wjazd na taras widokowy jest bezpłatny. Wewnątrz Zamku można zobaczyć meble, zbiory i inne ciekawe eksponaty. Muzeum na Zamku jest filią Muzeum na Wawelu. Obok Zamku znajduje się Maczuga Herkulesa. Ponadto oba te miejsca otoczone są niewielkimi górami, lasami i skałami. Naprawdę piękny widok. Wokół Zamku jest niewiele miejsc parkingowych. Za samochód osobowy zapłaciliśmy 8 zł za dobę.

Po dwóch godzinach zwiedzania Pieskowej Skały pojechaliśmy do Ojcowa. Parking główny przy Zamku to wydatek 15 zł za dobę. Autokary płacą 70 zł. Jednak większość turystów zostawia swoje pojazdy na ulicy. Przez to tworzą się zatory i korki. My również staliśmy na drodze obok kościoła na wodzie. Pod względem infrastruktury parkingowej Ojców i jego okolice nie wypadają najlepiej. Na początku poszliśmy na Zamek. Wstęp kosztował nas 4 zł. Po przekroczeniu kasy okazało się, że poza studnią, makietą i kawałkiem muru nie ma co tutaj oglądać. Baszta była nieczynna z powodu remontu. Przesadzili z tą opłatą. Rozumiałbym gdyby było co oglądać, a tak daliśmy pieniądze po to by pochodzić po miejscu, gdzie kiedyś stał Zamek. Ojców przed wieloma laty uznawany był za wieś uzdrowiskową. Obecnie ten tytuł utracił na rzecz Ojcowskiego Parku Narodowego. Gdziekolwiek byśmy nie spojrzeli tam wszędzie skały. Ciekawą architekturą charakteryzują się domy mieszkalne. Zazwyczaj są drewniane i pomalowane na czarno. Przypominały mi nieco zabudowę słowacką. Każdy z mieszkańców oferuje w swoich rezydencjach pokoje gościnne. Gastronomia jest słaba, ale na pewno głodni nie będziecie. Na końcu miasteczka wspinałem się na skałki. Później kamienistym szlakiem doszliśmy do Bramy Krakowskiej. Myślałem, że to będzie jakaś budowla, a to są skały, które natura wyrzeźbiła w formie bramy. Na koniec udaliśmy się do kościoła na wodzie. Jest to niewielki drewniany obiekt o ciekawej architekturze. Od pozostałych domów wyróżnia go kolor pomalowanego drewna. Kościół jest żółty, a nie jak większość domostw czarny. Ojcowski Park Narodowy jest piękny i zrobił na nas ogromne wrażenie. Turystów jest tutaj od groma. Jednak jak ktoś tak jak my nastawiony jest na zwiedzanie to całego dnia w tym miejscu nie spędzi. Około godziny 13:00 wyruszyliśmy do Tyńca.

Tyniec 

W drodze do Tyńca na wysokości gminy Wielka Wieś zauważyłem szczyty gór. Wśród nich przepięknie prezentowały się Wysokie Tatry na Słowacji. Widziałem też Tatry Zachodnie, które są niższe. Ten widok sprawił, że się rozmarzyłem. Góry to moja ogromna miłość i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Do Tyńca dojechaliśmy po koło 40 minutach. Z parkowaniem samochodu nie ma problemu i co najważniejsze parking jest darmowy. Zwiedzanie Opactwa Benedyktynów zajęło nam 15 minut. Sama budowla jest naprawdę piękna, jednak nie udostępnia się turyście wnętrz Opactwa. Nie widzieliśmy także przewodnika. Udało nam się jedynie zobaczyć wnętrza kościoła. Wyglądają na skromne. Jedynie organy są eleganckie. Fajne miejsce, ale na krótki wypad. Później poszliśmy nad Wisłę, po czym udaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy do centrum Krakowa.

Kraków. 

W niedzielę za parkowanie samochodu w centrum miasta się nie płaci. Jednak nie jest łatwe znalezienie wolnego miejsca. Nam się udało dopiero na Błoniach. I właśnie od tego miejsca rozpoczęliśmy spacer po królewskim mieście. Na Błoniach widziałem w oddali cyrkowe miasteczko rodziny Zalewskich oraz Kopiec Kościuszki. Później poszliśmy na małe zakupy do sklepu spożywczego Jubilat, a następnie na Wawel. Najpierw był spacer nad rzeką, a potem rejs po Wiśle. Następnie ja poszedłem na Wawel, a Łukasz po ładowarkę do samochodu. Korzystając z czasu wolnego udałem się na Wawel. Przed schodkami spotkałem pewną kobietę, która chyba od lat zajmuje się śpiewaniem. Emerytka fałszuje, ale nic sobie z tego nie robi. I słusznie. Jeżeli czuje się dobrą śpiewaczką (a nią nie jest), to chwała jej za to. Widuję ją w tych okolicach od kilku lat. Z tarasu widokowego na Wawelu dostrzegłem Tatry. Miałem wrażenie, że są tak blisko mnie. Przepięknie zaprezentowały mi się Tatry Wysokie, Tatry Bielskie i Tatry Zachodnie. Najwyższe szczyty Tatr należą do Słowaków. I pomyśleć, że z Krakowa gołym okiem można wyraźnie dostrzec góry, które należą do innej republiki. Odległość między Krakowem, a Zakopanem wynosi 107 km. Doliczmy kilka km do Tatr i wyjdzie nam ze 115 km. Taki widok z Wawelu widziałem po raz pierwszy. Na zawsze pozostanie w mych wspomnieniach. Muszę zacząć je wypatrywać ze swoich okolic. Kilka razy w roku można je dostrzec z Zamku w Chęcinach, ze Świętego Krzyża lub ze szpitala w Busku Zdroju. Zrobiłem sobie również spacer po Wawelu, a następnie spotkałem się na Grodzkiej z Łukaszem. Poszliśmy na obiad do Bistro Kwadrans, gdzie jedliśmy poprzednim razem. Jak zawsze jedzenie było smaczne. Przed zachodem słońca zdążyliśmy jeszcze wpaść na Rynek, gdzie odbywał się festyn folklorystyczny. Na koniec dnia pojechaliśmy na zakupy do centrum handlowego Bonarka. Jest to jedno z największych tego typu miejsc na mapie stolicy Małopolski. Ogólnie zrobiliśmy małe zakupy, choć planowaliśmy większe. Więcej do tej galerii nie przyjedziemy, gdyż jej oferta jest dla nas za słaba.

Kraków to miasto, które kochamy, dlatego tak często tutaj wracamy. Z całej tej wyprawy najbardziej ucieszył mnie widok na Tatry. Jak obejrzycie zdjęcia to starajcie się je wypatrzeć. Na fotografiach wyszły mi zdecydowanie gorzej niż widziałem je na żywo.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są:
Ojcowski Park Narodowy kliknij TUTAJ.
Tyniec Opactwo kliknij TUTAJ.
Kraków Album 3 kliknij TUTAJ.

28 września 2018

Relacja ze spektaklu cyrku Zalewski Kielce - wrzesień 2018.

Cyrk Zalewski na Kongresowej
Czwartkowe popołudnie spędziliśmy z Łukaszem w cyrku Zalewski. Artyści przyjechali do Kielc po raz drugi w tym roku. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, by w całej historii tego cyrku dyrekcja zdecydowała się dwa razy w przeciągu sezonu wjechać do stolicy świętokrzyskiego. Miasteczko cyrkowe stanęło na placu przy ulicy Kongresowej. Znajduje się on obok znanych Targów Kielce. Na pewno teren ten jest zdecydowanie lepszy od tego przy ulicy Zagnańskiej. Tutaj nie ma betonu, tylko jest ziemia pokryta trawą. Minusem tego miejsca jest lokalizacja. Plac ten znajduje się na obrzeżach miastach. Plusem natomiast są miejsca parkingowe, dogodny dojazd i bliskość przystanku autobusowego. Zalewski jest pierwszym cyrkiem, który przyjechał na ulicę Kongresową. Myślę, że działka ta jest idealna dla cyrków, dlatego na stałe będą tutaj przyjeżdżać. Przy Zagnańskiej trwa budowa osiedla i galerii handlowej. Plac się skurczył gdyż powstaje drugi budynek centrum handlowego.

Spektakl rozpoczął się o godzinie 17:00. Frekwencja była niższa niż w lipcu i wyniosła 35 procent. Przed dwoma miesiącami Zalewscy uzbierali połowę namiotu. W programie zaszły niewielkie zmiany. Nie zobaczyliśmy już Duetu Wolf prezentującego persz i żonglerkę. Ich miejsce zajęła Zuzanna Smaha i Maciej Najmowicz. Zuzanna prezentowała pokaz psów, natomiast Maciej wykonał gimnastykę napowietrzną na sztrabatach. W widowisku nie brały udziału wielbłądy. Program przedstawia się następująco:

Część 1 
Koło śmierci - Los Ortis 
Repryza dyrygent - Rico 
Pokaz iluzji - Kamil Zalewski i jego asystentki 
Repryza komiczna z udziałem psów - Rico 
Ekwilibrystyka na krzesłach - Maciej Sokołowski 
Pokaz kóz - Rico 
Dinozaur 
Pokaz psów - Zuzanna Smaha 
Repryza komiczna amor - Rico

Podczas 20 minutowej przerwy można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z dinozaurem. Przed namiotem odbywały się przejażdżki na kucyku i wielbłądach. 

Część 2 
Sztrabaty - Maciej Najmowicz 
Repryza komiczna - Rico 
Pokaz koni palomino - Kamil Zalewski 
Repryza komiczna woda - Rico 
Duet na szarfach - Maciej Sokołowski i Żaneta Adamczyk 
Linoskoczkowie - Los Ortis
Wielki finał 

Program prowadził Kamil Zalewski i Maciej Najmowicz. 

Spektakl trwał dwie godziny i dziesięć minut.

Po zakończonym spektaklu artyści udali się pod bufet, gdzie rozdawali autografy. Można je było zdobyć kupując specjalne programki.

Najbardziej podobały nam się pokazy gimnastyki napowietrznej. Mowa tutaj o sztrabatach, szarfach, krzesłach i linie poziomej.

Tym razem muzyka była głośna co sprawiło, że spektakl oglądało się z jeszcze większym zaciekawieniem. Choreografia jest bez zmian, natomiast tak jak poprzednio nie robiliśmy zdjęć na programie gdyż jest zakaz.

Reklama na mieście była słaba. Nigdzie nie widziałem plakatów, natomiast w jednym sklepie znalazłem ulotki.

Za bilet oboje zapłaciliśmy po 30 zł.

Relacja z lipca dostępna jest TUTAJ.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

21 września 2018

Relacja z wycieczki do ZOO Leśne Zacisze - wrzesień 2018.

Antylopy eland 
Korzystając z ładnej pogody pojechałem na spacer do ogrodu zoologicznego Leśne Zacisze. Idąc lasem w kierunku ZOO zauważyłem wiele śmieci. Ludzie naprawdę nie szanują przyrody. Przykry był to widok. Powinniśmy szanować zieleń bo to nasz cenny dar. Mam nadzieję, że leśnicy niebawem posprzątają wszelkie nieczystości. Spacer po lesie był całkiem przyjemny. Wdychałem świeże powietrze, relaksowałem się ciszą i wdychałem zapach drzew. Po 20 minutowym spacerze dotarłem do bram swojego ulubionego ZOO. Zwiedzanie rozpocząłem tradycyjnie tą samą drogą. Jak zawsze właściciele ZOO zadbali o to by czymś mnie zaskoczyć. Jak już wspomniałem w poprzedniej relacji z sierpnia idąc do Zacisza za każdym razem pojawia się coś nowego. Nie mogło być inaczej i tym razem. Do ZOO przyjechały długo wyczekiwane lemury katta. 4 przesympatyczne małpiatki zamieszkały w wolierze obok surykatek. Przed wejściem do ZOO zobaczyłem kolorowe papugi. W wolierach obok sitatung pojawiły się perlice sępie i gołębie ozdobne. Ostatnie dni to także czas kiedy na świecie pojawiły się młode. Na wybiegu sitatung zobaczyłem dwa maleństwa,  natomiast u gnu brunatnych pojawił się jeden maluch. Kolejną wizytę planuję za miesiąc. Na pewno w ZOO pojawi się coś nowego.

Budowa wybiegu dla tajemniczego dużego zwierza idzie pełną parą. Wykonano już ponad połowę robót. Wybieg gwanako został pomniejszony o kilka metrów. Odebrany teren posłuży jako wybieg dla wyjątkowych stworzeń. Jakich? Na razie pozostawię tą informację dla siebie. Państwo z pewnością będą mieć dużą niespodziankę.

Chciałbym również pochwalić swoją koleżankę Magdę, która pracuje w ZOO. Dziewczyna przepięknie zdobi budowle ogrodu malując je w piękne krajobrazy. Magda ma ogromny talent plastyczny i z pewnością jest dumą ogrodu. Cieszę się, że tak wyjątkowi ludzie tworzą Leśne Zacisze.

Pod koniec spaceru spotkałem się z właścicielami. Państwem Aleksandrą i Pawłem Zawadzkimi. Porozmawialiśmy sobie o zwierzętach, planach na przyszłość i wycieczkach do innych ogrodów zoologicznych. Dziękuję za miłą gościnę i jeszcze raz wyrazy szacunku za prowadzenie tak pięknego miejsca jakim jest Leśne Zacisze.

Jeżeli nie macie jeszcze planów na jesień to serdecznie zapraszam do Zacisza. Spędzicie tutaj wyjątkowe chwile na łonie natury w otoczeniu pięknych roślin, kwiatów i zwierząt. Wizyta tutaj to czysta przyjemność i relaks dla ciała. Dziś nawdychałem się tak dużej dawki świeżego powietrza, że chyba zaraz zasnę i obudzę się w południe.

ZOO jest czynne codziennie od godziny 10 do 18. W tym roku właściciele planują otworzyć ZOO do późnej jesieni. Nie wykluczone, że i zimą zostanie ono udostępnione publiczności. Fajnie by było. Swoją następną wizytę planuje na październik kiedy to liście będą mienić się rożnymi kolorami. Wtedy w Zaciszu jest wyjątkowo. Klimat tego miejsca musicie poczuć sami więc do zobaczenia w Lisowie.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.