sobota, 14 października 2017

Relacja z wizyty w ZOO Leśne Zacisza - październik 2017.

Ibisy czczone
Korzystając z ładnej pogody wybraliśmy się wczoraj na spacer do ZOO w Leśnym Zaciszu. Byliśmy ciekawi jak ogród prezentuje się o tej porze roku. Tradycyjnie szliśmy tą samą trasą, dlatego nie będziemy się powtarzać i przejdziemy do konkretów. Od naszej sierpniowej wizyty sporo się zmieniło. Na terenie ZOO trwają prace budowlane, przyjechały nowe zwierzęta, sporo też przyszło ich na świat. Rośliny przepięknie mieniły się kolorami co dodało uroku temu miejscu. W chwili zwiedzania byliśmy jedynymi gośćmi ogrodu. Czuliśmy się wyjątkowo, gdyż gdziekolwiek byśmy nie spojrzeli wszędzie byliśmy obserwowani przez zwierzęta. Przyglądały się nam z każdej strony. Niektóre prosiły się, by je pogłaskać. Miło będziemy wspominać tą wizytę. Zresztą jak każdą, bo Leśne Zacisze to naprawdę piękne miejsce, które warto zobaczyć.

Nowe zwierzęta.
Jak już wspomniałem od sierpnia sporo się zmieniło. Do ZOO przyjechał drugi wielbłąd dwugarbny oraz druga walabia Benetta. Na wybiegu bawołów pojawiły się kazarki egipskie. Niestety nie udało nam się ich zobaczyć. Zwierzaki ze względu na porę roku szukają ciepła, a te znajdują w specjalnie wybudowanych dla nich domkach. Również powiększyło się stado muflonów. 

Narodziny.
Byliśmy zdziwieni, że od naszej ostatniej wizyty na świat przyszło tak dużo zwierząt. Widać, że w Zaciszu czują się świetnie, dlatego tak licznie się rozmnażają. Potomstwa doczekały się bawoły indyjskie, osiołki domowe, osiołki nubijskie, krowy szkockie, owce grzywiaste arui. 

Inwestycje.
Na ten moment na ukończeniu jest aż 6 wybiegów dla zwierząt kopytnych. Ponadto obok woliery koczkodanów trwa budowa prawdopodobnie kolejnej woliery dla innego gatunku małp. Również na wybiegu kazarki rdzawej trwa budowa dużej woliery. Sądząc po rozmiarach wywnioskowaliśmy, że zamieszkana będzie ona przez jakiegoś drapieżnika. Jakie zwierzęta konkretnie zamieszkają na wymienionych przez nas wybiegach i wolierach? O tym dowiemy się wiosną przyszłego roku kiedy to ZOO zostanie ponownie otwarte dla zwiedzających. 

Jakich zwierząt nie widzieliśmy? 
Tradycyjnie nie udało nam się wypatrzeć mar patagońskich. Niestety wielbłądy też nie chciały wyjść na swój wybieg. Nie widzieliśmy też drugiego oryksa szablorogiego, kazarek egipskich, ostronosów rudych, ibisów szkarłatnych, drugiej zebry. 

Godziny otwarcia. 
Obecnie ogród czynny jest do godziny 17:00 natomiast na dniach zostanie on zamknięty dla zwiedzających i ponownie otwarty wiosną przyszłego roku. O tej porze roku gości jest mało a i zwierzęta szukając ciepła chowają się w swoich domkach, dlatego goście niewiele by w tym czasie zobaczyli. Jeśli zima będzie łagodna to z pewnością przyspieszą prace budowlane związane z nowymi wolierami i wybiegami. Już teraz nie możemy się doczekać kolejnego sezonu i listy nowych zwierząt, które przyjadą do Zacisza. 

Szczegółowa lista mieszkańców ZOO w Zaciszu dostępna jest TUTAJ.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są  TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.

niedziela, 1 października 2017

Relacja z wizyty na XVIII Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Cyrkowej Cyrk Zalewski Warszawa 2017.

Namiot katedra cyrku Zalewski
Jak już wspomniałem w poprzednim poście wieczorem byliśmy na spektaklu cyrku Zalewski w ramach XVIII Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Cyrkowej Warszawa 2017. Przed programem kupiliśmy bilet w cenie 40 zł. Zrobiliśmy kilka zdjęć i zajęliśmy swoje miejsca. Cyrkowe miasteczko udekorowane jest klombami pełnych kolorowych kwiatów. Wewnątrz namiotu znajduje się bufet oraz wielka armata, która służy do pokazu podczas przerwy. Tegoroczny festiwal prezentuje się następująco.

Część 1 
Parada powitalna z udziałem wszystkich artystów. 
Skoki na trampolinie -Adrenaline Team - Ukraina
Pokaz iluzji - Kamil Zalewski z zespołem - Polska
Pokaz psów - Duet Szeibe - Polska
Pokaz ekwilibrystyczny - Bazan Sisters - (na programie zapowiadane są jako artystki z Peru, na stronie internetowej podpisano je jako goście z Włoch)
Ekwilibrystyka na trapezie - Elizabeth Axt - Węgry 
Pokaz wielbłądów, lam i byków ze stajni szwedzkiego cyrku Olimpia - Kamil Zalewski - Polska

Podczas przerwy można było zobaczyć człowieka armatę z Brazylii, który swój numer zaprezentował przy bufecie cyrkowym. Ponadto można kupić popcorn, watę cukrową, napoje, słodycze. Przerwa trwała ponad 30 minut. 

Część 2 
Russian swing - Adrenaline Team - Ukraina
Pokaz koni ze stajni szwedzkiego cyrku Olimpia - Kamil Zalewski
Kobieta guma - Elizabeth Axt - Węgry 
Akrobaci na odskoczniach - Cretu Brohers - Rumunia 
Motory w kuli śmierci - Diorios - Brazylia
Finał z udziałem artystów. 
Gości bawi klaun - Don Christian - Austria
Gospodarzami programu są Kamil Zalewski i Patryk Gąsior 

Spektakl rozpoczął się o godzinie 18:00, natomiast skończył o 20:55.

Nam najbardziej podobały się skoki na trampolinie, akrobaci na odskoczniach oraz gimnastyka na trapezie.

Po programie wszyscy artyści udają się do bufetu gdzie rozdają autografy. Wcześniej musicie kupić specjalny plakat gdzie złożone zostaną podpisy cyrkowców. Karta do głosowania oraz petycja cyrk ze zwierzętami znajduje się w bufecie. W tym roku nie głosowaliśmy.

Miasteczko festiwalowe mieści się na placu przy centrum handlowym Wola Park. Z centrum dojedziecie autobusami linii 154 i 190. Bilet dla osoby dorosłej na sektor kosztuje 40 zł, do loży amfiteatr 50 zł, do loży 100 zł. Dzieci za bilet na sektor i do loży amfiteatr płacą 30 zł, do loży 40 zł. Bilet rodzinny 2 plus 2 na sektor kosztuje 130 zł, do loży amfiteatr 140 zł. Bilety można kupić przez internet lub w kasie cyrku.

Tym razem nie skupiliśmy się na robieniu zdjęć, tylko oglądaniu programu dlatego nasza galeria nie będzie zbyt bogata. Powoli się do tego przyzwyczajajcie, gdyż w cyrku chcielibyśmy się skupić na tym co widzimy, a nie fotografowaniu. Ważne, by to co najpiękniejsze zostało w naszej pamięci.

Zdjęcia naszego autorstwa dostępne są TUTAJ.

Relacja z wycieczki do Warszawy 2017.

Warszawskie drapacze chmur. 
Korzystając z ładnej pogody wczoraj pojechałem z Łukaszem do Warszawy. Podróż z Kielc zajęła nam równe dwie godziny. Samochód zaparkowaliśmy na parkingu Parkuj i Jedź i dalej ruszyliśmy w podróż komunikacją miejską. Pierwszym punktem naszej wycieczki był Pałac Kultury i Nauki. Kolejka do kupna biletu na taras widokowy była za duża, dlatego postanowiliśmy kupić wejściówki przez internet. Później odstaliśmy kilka minut w kolejce do windy, ale na szczęście sprawnie szła obsługa klientów. Za bilet zapłaciliśmy 20 zł za osobę. Z 30 piętra podziwialiśmy panoramę miasta. Od strony zachodniej widok jest ograniczony ze względu na wieżowce, które są wyższe od tarasu widokowego, który znajduje się na wysokości 114 metrów. U góry bardzo wiało, dlatego po podziwianiu panoramy miasta udaliśmy się do kawiarni na pyszne gofry. Jeśli tutaj będziecie to koniecznie odwiedźcie SoCoffee. Kolejka do zjazdu na dół była spora. Na szczęście po kilku minutach dostaliśmy się do windy i po 20 sekundach byliśmy już na dole. Toalety dla gości są bezpłatne.

Przed Pałacem zobaczyliśmy stare samochody w tym popularnego żółtego fiata, który w komedii Zmiennicy służył jako taksówka słynnej korporacji WPT. Później pojechaliśmy metrem do Wierzbna gdzie znajduje się gmach TVP. Łukasz nigdy tam nie był dlatego pokazałem mu telewizję z bliska. Kilka chwil na zdjęcia i wracamy do centrum by przesiąść się na drugą linię metra. Wysiedliśmy na stacji Stadion Narodowy. Pokazałem Łukaszowi stadion z bliska, który nie wygląda najlepiej. Biało czerwony materiał jest brudny i to od kilku lat. Miasto jakby zapomniało o tym stadionie, a szkoda, bo podobno jest dumą narodową. Około 14:00 pojechaliśmy do centrum na obiad. Tradycyjnie odwiedziliśmy Mc Donald's na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. W restauracji panował chaos gdyż nieczynne były kasy. Zamówienia i zapłatę było trzeba złożyć w specjalnych multimedialnych kioskach.

Po obiedzie pojechaliśmy do centrum handlowego Arkadia. Zrobiliśmy zakupy i udaliśmy się do metra. Z przystanku Ratusz Arsenał pojechaliśmy autobusem linii numer 190 w kierunku os. Górczewska. Trasa ze względu na budowę kolejnych stacji drugiej linii metra została zmieniona. Na szczęście przystanek Góralska, gdzie wysiadaliśmy pozostał na trasie autobusu. Wieczorem obejrzeliśmy spektakl cyrku Zalewski w ramach XVIII Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Cyrkowej. Widowisko skończyło się o 21:00. Kilka minut potem mieliśmy już autobus na parking P+R. W domu byliśmy o północy. Podróż w drugą stronę wraz postojem na CPN zajęła nam tylko dwie godziny. Jak dokończą drogę krajową numer 7 to czas przejazdu z Kielc do Warszawy będzie jeszcze krótszy.

Zdjęcia mojego i Łukasza autorstwa dostępne są TUTAJ.

sobota, 16 września 2017

Relacja z wizyty w cyrku Wictoria Kielce 2017

Cyrk Wictoria w Kielcach. 
Po południu wybrałem się na spektakl do Cyrku Wictoria, który do jutra stacjonuje w Kielcach. Najpierw zrobiłem zdjęcia po czym udałem się na miasto. Ponownie do cyrku wróciłem 20 minut przed programem. Po raz pierwszy kupując bilet otrzymałem paragon fiskalny. Byłem w szoku i pod wrażeniem. Takie zachowanie oczywiście się chwali. Spektakl rozpoczął się kilka minut po godzinie 17:00 i trwał niecałe dwie godziny. Od mojej marcowej wizyty w Chmielniku w programie zaszły pewne zmiany.

W pierwszej części zobaczyłem następujące pokazy:
Parada bajkowych postaci - taniec hula-hoop Lena - Pokaz ekwilibrystyczny młode artystki kieleckiego domu kultury - repryza komiczna Robson - pokaz stójkarski Artur Wojtyniak - repryza komiczna Robson - Pokaz gadów Stanisław Łowicki - repryza komiczna Robson - iluzja z lwem Ando - gimnastyka na trapezie Galina.

Podczas przerwy dzieci mogły przejechać się na kucyku wokół areny. W bufecie sprzedawano m.in. popcorn i watę cukrową w cenie 5 zł.

W drugiej części zobaczyłem:
Ekwilibrystykę na wałkach Duo Robson - gimnastykę w sieciach Spider Man,  repryza komiczna Robson - duet żonglerski artystki z Kielc - repryza komiczna Robson - gimnastyka na linie pionowej Galina - repryza komiczna Robson - pokaz konia i kucyka Stanisław Łowicki.

Program prowadził Stanisław Łowicki.

Pierwsze plakaty zobaczyłem w miniony poniedziałek. Nie mieście nie widziałem plansz. Ulotki były tylko w wybranych sklepach. Jak nigdy nie znalazłem ich w Tesco.

Cyrk wzbogacił się o nowe napisy przed namiotem i kolorowe oświetlenie.

Bilet dla osoby dorosłej kosztował 30 zł (sektor) i 40 zł loża, dla dziecka 20 zł (sektor) i 25 zł (loża).

Program był w porządku, nie ma się tutaj do czego przyczepić.

Plac, na którym stanęła Wictoria należy w połowie do miasta, w połowie do prywatnego właściciela. Miasto cały czas reguluje status prawny tej działki, tak by można ją jak najszybciej wystawić na sprzedaż. Deweloperzy są chętni wybudować tutaj biura. Zanim jednak tak się stanie plac z pewnością będzie służył nie tylko lunaparkom, ale i cyrkom. Miasto innego atrakcyjnego terenu dla tego typu rozrywek nie posiada.

Jeżeli chodzi o zdjecia to podczas programu robiłem tylko wtedy, gdy na arenie prezentowano pokazy, których nie widziałem w Chmielniku. Reszta bez zmian, dlatego chętnych odsyłam do archiwum galerii.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

czwartek, 14 września 2017

Relacja z wizyty w cyrku Królewski Strawczynek 2017.

Cyrk Królewski Strawczynek 2017. 
Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy w cyrku Królewski. Cyrkowcy rozbili swój namiot w Strawczynku koło Kielc. Spektakl odbył się o godzinie 17:00.  Zanim jednak udaliśmy się pod namiot zrobiliśmy sobie małą sesję zdjęciową. Pod namiotem fotki nam nie wyszły, a to dlatego, że żaden z nas nie zabrał ze sobą lepszego aparatu. Miasteczko cyrkowe wygląda schludnie. Wnętrze namiotu jak na mały cyrk było bardzo ładne. Uważamy, że Królewski pod względem estetyki prezentuje się najlepiej ze wszystkich dwumasztowych cyrków w Polsce. Wnętrze namiotu wyposażone jest w amfiteatr po lewej jak i prawej stronie. Oświetlenie jest ledowe co dodaje uroku całemu widowisku. Arena wzbogacona jest o duże lampy. Ogólnie pod szapitem jest czysto, wszystko na swoim miejscu. Obsługa cyrku należycie zajmuje się gośćmi co sprawia, że do Królewskiego z pewnością będzie się chciało wracać.

Tegoroczny program przedstawia się następująco: 

Część 1 - piosenka firmowa cyrku Królewski, przywitanie gości, repryza komiczna, balans ze szkłem, repryza komiczna, żonglerka nogami, repryza komiczna, żonglerka i ekwilibrystyka. 

W czasie przerwy na arenie odbywają się przejażdżki na kucyku w cenie 10 zł. Popcorn i wata cukrowa kosztują 5 zł. Ponadto sprzedawane są napoje, słodycze i zabawki. 

Część 2 - żonglerka, repryza komiczna, pokaz gołębi i węża, repryza komiczna, pokaz ekwilibrystyczny na wałku. Na koniec odtworzono piosenkę firmową. 

Po raz drugi Tuptuś chciał nas zaprosić na arenę. Tym razem udało nam się wywinąć. 

Uważamy, że spektakl jest godny polecenia. Jak na mały cyrk i to początkujący, nie jest źle. Widzowie nie wychodzili podczas programu, a to o czymś już świadczy. Na tle innych małych cyrków - Królewski wypada w porządku. Muzyka do poszczególnych numerów jest tradycyjna i głośna, dobrze dobrano oświetlenie do danego pokazu. Ogólnie nie ma się do czego przyczepić. Uważamy, że cyrk ma potencjał. Czy zostanie on wykorzystany dowiemy się za kilka lat. 

Cyrk jest także w posiadaniu kucyka i osiołka. 

Chcielibyśmy również podziękować za miłe przyjęcie nas w cyrku jak i za zagrany spektakl. 

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

sobota, 9 września 2017

Relacja z wycieczki do Tarnowskich Gór, Gliwic i Zabrza 2017.

Rynek w Gliwicach. 
Jak już wspomniałem wczoraj wybraliśmy się na wycieczkę do Tarnowskich Gór, Wilkowic, Gliwic i Zabrza. Z Kielc wyjechaliśmy o godzinie 7:00. W Tarnowskich Górach byliśmy na 9:30. Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od marketu Aldi. Potem pojechaliśmy na parking obok dworca komunikacji miejskiej. Stamtąd udaliśmy się w kierunku rynku, gdzie po drodze zbaczaliśmy z trasą spacerując uliczkami miasta. Zabudowa Tarnowskich Gór jest typowa dla województwa śląskiego. Jedne kamienice są godne uwagi, drugie nie. Gdy doszliśmy w okolice rynku zobaczyliśmy Lunapark Kamienicki. Obok niego stał drugi Jiryj Novy. Oba przedsiębiorstwa miały podobne urządzenia. Rozstawili je w ramach święta miasta. Wieczorem miały się odbyć koncerty. Impreza potrwa do niedzieli wieczora. Na Rynku zobaczyliśmy ratusz, jakiś kościół. Ogólnie pełno było straganów, budowano scenę. Nie było łatwo poruszać się po głównym miejskim placu. Później wybraliśmy się na spacer ulicą Krakowską, która pełni funkcję deptaka. Pełno było tutaj straganów, gdzie sprzedawano zabawki, pamiątki, jedzenie, ubrania i inne. Na Rynek wróciliśmy inną drogą. Około 11:00 zakończyliśmy zwiedzanie udając się do samochodu. W drodze do ZOO w Wilkowicach zajechaliśmy do hipermarketu Carrefour. 

Relacje z ZOO Wilkowice przeczytacie w poście poniżej. 

Po południu pojechaliśmy do Gliwic. Samochód zaparkowaliśmy blisko rynku. Do godziny 18:00 musieliśmy zapłacić za postój. Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od Rynku. Jak na Śląsk był bardzo ładny. Co prawda kamienice do siebie nie pasowały, ale wszystkie tworzyły jedną całość. Na środku stał zabytkowy ratusz. Na pewno jest to reprezentacyjne miejsce na planie miasta. Zbaczając z trasy doszliśmy do katedry, skweru, drugiego skweru. Na obiad poszliśmy do Mc Donald's. Po drodze widzieliśmy ciekawe kamienice przy głównej ulicy, po której kiedyś jeździły tramwaje. Dziś pozostały już tylko szyny. Nie rozumiem dlaczego miasto zrezygnowało z ekologicznego transportu publicznego. Dziś inne samorządy marzą o tramwajach, a oni je zlikwidowali. Po obiedzie poszliśmy do Palmiarni. Wstęp kosztował 7 zł. Zobaczyliśmy palmy, kaktusy, drzewa owocowe z egzotycznych krajów, rośliny mięsożerne, zioła, a także akwaria z rybami, jaszczurki, żółwie, papugi i inne ptaki. Ciekawe miejsce, które warto zobaczyć. Znajduje się ono w parku około kilometra od rynku. Około 19:00 udaliśmy się do sąsiedniego Zabrza. 

W Zabrzu byliśmy kilka minut po 19:00. Auto zaparkowaliśmy obok Teatru Nowego przy centrum handlowym Platan. W tym mieście nie ma rynku, dlatego poszliśmy na ulicę Wolności, która jest najstarszą i najładniejszą w mieście. Znajdują się tutaj kawiarnie, restauracje, sklepy, galeria lokalnych kupców, kamienice typowo śląskie. W Zabrzu nam się nie podobało tak jak w Gliwicach. Miasto ma zupełnie inny klimat. Ulicami Gliwic spacerowali ludzie, było tłoczno, w Zabrzu cisza i spokój. Od czasu do czasu przejechał tramwaj. Tutaj ich nikt nie likwidował. Na koniec poszliśmy do galerii. Z Zabrza wyjechaliśmy przed 21:00 i w Kielcach byliśmy na 22:30. 

Jak już kiedyś wspomniałem mam ogromny sentyment do Śląska. Mnie się tutaj podoba. Co roku odkrywam nowe zakątki tego regionu. 

Zapraszam do obejrzenia fotogalerii: 
Tarnowskie Góry kliknij TUTAJ.
Czeskie Lunaparki w Tarnowskich Górach kliknij TUTAJ.
Gliwice kliknij TUTAJ.
Palmiarnia Gliwice kliknij TUTAJ.
Zabrze kliknij TUTAJ.

Relacja z wycieczki do ZOO w Wilkowicach 2017.

Antylopa Eland Fot: Łukasz. 
Korzystając z ładnej pogody wczoraj z Łukaszem wybraliśmy się na wycieczkę do ZOO Wilkowice. Znajduje się ono kilka kilometrów za Tarnowskimi Górami. Zwiedzanie tego kompleksu zaczęliśmy po godzinie 12:00. Najpierw zaparkowaliśmy samochód na bezpłatnym parkingu. Później kupiliśmy bilet w cenie 10 zł i kukurydze do karmienia zwierząt w cenie 3 zł. W kasie otrzymaliśmy pieczątkę na rękę. Dzięki niej mogliśmy przez cały dzień wchodzić do ZOO i wychodzić. Po przekroczeniu kasy zobaczyliśmy wolierę papużek falistych. Później na ogromnym leśnym wybiegu wypatrywaliśmy jeleni wschodnich, jeleni szlachetnych, danieli i muflonów. Ciężko było, ale się udało. Gdy doszliśmy do stawów nakarmiliśmy łabędzie. Ogród posiada jednego czarnego i jednego niemego. Posiedzieliśmy chwilę i poszliśmy do głównego zwierzyńca. Tam czekały na nas owce grzywiaste arui, antylopy sitatunga, antylopy eland, antylopy nilgau, antylopy kob liczi, antylopy garna, antylopy gnu pręgowane, wielbłądy dwugarbne, lamy, walabie Benetta, mary patagońskie, pieski preriowe, kozy, owce, kuce, osły, nutrie, strusie emu, strusie nandu i pekari obrożne. W oddali było widać konie arabskie.

W strefie rekreacyjnej znajduje się plac zabaw dla dzieci, beczka, mała gastronomia, park linowy, plaża nad stawem, fontanna i łąka. W trzeciej strefie ZOO widzieliśmy kozy, gęsi, kaczki, indyki, perlice, świnie wietnamskie, kury, bażanty, surykatki, jeżozwierze, marmozety, uisititi, króliki, świnki morskie, szynszyle, ptaki, szopa pracza, żółwie. Po wyjściu z ZOO udaliśmy się do stadniny konnej, gdzie znajduje się także wybieg bydła szkockiego. Zwierząt jednak nie było na wybiegu.

Park Przygód i Atrakcji w Wilkowicach to idealne miejsce na spędzenie wolnego czasu. Bardzo nam się tutaj podobało. Miejsce ma ogromny potencjał, by w przyszłości stać się ZOO na jeszcze lepszym poziomie. Zwierzaki mają zagwarantowane odpowiednie warunki do życia, duże wybiegi, domki i profesjonalną opiekę. Sam Park jest zadbany, czysty, schludny. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tutaj wrócimy, bo naprawdę warto.

Fajną atrakcją było karmienie zwierząt. Kupiliśmy dwie torebki kukurydzy i nakarmiliśmy ptaki, osiołki, kozy, owce. Naprawdę fajne uczucie. Można też kupić marchewkę w cenie 1 zł za sztukę.

ZOO Wilkowice znajdują się w okolicach Tarnowskich Gór. Podróż swoim samochodem zajmuje około 10 minut. Trasa przebiega przez Zbrosławice. Niestety nie ma znaków prowadzących do ZOO.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.

niedziela, 3 września 2017

Relacja z wycieczki do Parku Rozrywki w Bałtowie.

Karuzela Statek Piratów. 
Mimo braku słońca postanowiliśmy z Łukaszem pojechać wczoraj do Parku Rozrywki w Bałtowie. Podróż z Kielc trwa zaledwie godzinę. Na miejscu byliśmy kilka minut po godzinie 11:00. Po drodze zatrzymaliśmy się na zakupy w Nowej Słupi. Bilet kupiliśmy wcześniej przez internet dlatego zaoszczędziliśmy sporo pieniędzy. Kupując bilet kompleksowy na wszystkie atrakcje przez internet zapłaciliśmy 52 zł i 50 gr, natomiast gdybyśmy chcieli taki sam bilet kupić na miejscu, w kasie musielibyśmy wydać 75 zł. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od JuraParku. Najpierw zobaczyliśmy Oceanarium Prehistoryczne i Muzeum. Później udaliśmy się do figur dinozaurów. Jest ich tutaj całkiem sporo. Wszystkie przedstawiają naturalną wielkość gadów, których dziś nie zobaczymy już na ziemi. Figury rozstawione są wśród zieleni i przepływającej rzeki. Fajnie się je ogląda w takiej scenerii. Na końcu zajrzeliśmy do nieistniejącej dziś  krainy geograficznej zwanej Gondwaną. Tutaj zobaczyliśmy wioskę, ludzi pierwotnych, stare samochody. Przed wyjściem zajrzeliśmy do sklepiku z pamiątkami i punktu gastronomicznego.

Wychodząc z JuraParku natrafiliśmy na łódkę. Można do niej wsiąść i samemu sterować. Dopłyniecie nią do pomostu. Jest na łańcuchu dlatego nie ma obaw, że uderzycie o brzeg. O godzinie 13:00 obejrzeliśmy krótki seans w kinie 5D. Obecnie wyświetlany jest film o łodzi podwodnej. Zobaczyliśmy morskie życie, zaatakowani zostaliśmy przez rekina, a później porwani przez ptaka. Na godzinę 14:00 zamówiliśmy sobie miejsce w autobusie, który wozi turystów po Górnym Zwierzyńcu. Korzystając z wolnej chwili zajrzeliśmy do Dolnego Zwierzyńca, gdzie podziwialiśmy pawie, bażanty, żurawie, łabędzie, kaczki, gęsi, papugi, gołębie, kury ozdobne, makaki magot, kozy, owce, osły, muflony, daniele, alpaki, krowy domowe, jenoty, wiewiórki, fretki, jeżozwierze, surykatki, ostronosy rude, kuce i sowy. Zdążyliśmy jeszcze na rollercoaster. Najpierw jest się wciąganym pod górę, a później następuje zjazd, który trwa około 3 minut. Wagonikiem steruje się samemu.

O godzinie 14:00 wraz z przewodnikiem pojechaliśmy do Zwierzyńca Górnego. Kursy realizowane są zabytkowymi autobusami szkolnymi z Ameryki. Pani przewodnik opowiedziała nam o zwierzętach mieszkających w zwierzyńcu, ich zwyczajach, kaprysach itd. Cały czas towarzyszył nam struś emu. Biegał za autobusem z nadzieją na jakiś kąsek. W Zwierzyńcu Górnym zobaczyliśmy wielbłądy dwugarbne, lamy, daniele, jelenie szlachetne, antylopy nilgau, żubry, jaki, krowy zebu, krowy watussi, dziki, strusie emu, strusie afrykańskie, kozy i owce. Zwierzaki mieszkają na dużych wybiegach z dala od centrum wsi. Na terenie zwierzyńca znajduje się wąwóz.

Po wycieczce do zwierzyńca wybraliśmy się do nowo otwartej restauracji "Zapiecek Bałtowski". Elegancka gospoda oferuje dania kuchni regionalnej jak i makarony, dziczyznę, zupy i desery. Do stolika prowadzą kelnerki. Za obiad dwudaniowy z sokiem zapłaciliśmy 40/42 zł. Jedzenie było pyszne, lokal idealnie urządzony, obsługa uprzejma.

Najedzeni poszliśmy zobaczyć miniatury polskich zamków, które niebawem staną na wzgórzu. Widzieliśmy m.in. Zamek Królewski w Warszawie i Sandomierzu. Zamek w Chęcinach, Opolu, Toruniu. Samych miniatur jest około 50. Popatrzyliśmy także na naukę jazdy konnej. Za dodatkową opłatą można samemu spróbować swoich sił na koniu.

Później poszliśmy zobaczyć Żydowski Jar. Jest to miejsce gdzie można obejrzeć ślady dinozaurów. Spacer wśród drzew zajmuje około godziny. Odwiedziliśmy także skansen pszczeli, gdzie oprócz uli znajduje się sklep gdzie można kupić miód prosto z pasiek. O godzinie 17:00 byliśmy już w Sabathówce. Jest to kraina pełna czarownic, pająków i upiorów. Miejsce idealne dla dzieci jak i dorosłych. W chatce Tekli odbywał się pokaz komiczny.

Na koniec zostawiliśmy sobie lunapark. Za dodatkową opłatą skorzystaliśmy z karuzeli łódź piratów. Niewinnie wyglądająca łódka sprawiła, że wszystkie narządy wewnętrzne czułem w gardle. Następnym razem usiądę po środku łódki, a nie na jej końcu. W salonie gier graliśmy na automatach.

Niestety nie udało nam się zajrzeć do domu do góry nogami. Wczoraj był czynny tylko do godziny 17:00. Nie trafiliśmy także do groty. Przed wyjazdem popływaliśmy łódką i poszliśmy na spacer nad rzekę. Z Bałtowa wyjechaliśmy po godzinie 19:00. W drodze do domu zajrzeliśmy także do Galerii handlowej w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Plan wycieczki był nieco inny. Mieliśmy najpierw jechać do Bałtowa, a potem do Kurozwęk i Szydłowa. Nie sądziliśmy, że cały dzień na zwiedzanie Bałtowa to za mało. Wycieczkę do wcześniej wymienionych miejsc musieliśmy przełożyć na inny termin. Bałtów to atrakcje na cały dzień. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Tak blisko nas jest tak dużo atrakcji. Do Bałtowa będziemy wracać, bo z każdym rokiem przybywa tutaj atrakcji.

Bilet pakietowy, który kupiliśmy w cenie promocyjnej upoważnia do korzystania bez limitu z następujących atrakcji:
-JuraPark
-Zwierzyniec Bałtowski
-Kino 5D
-Rollercoaster
-Żydowski Jar
-Sabathówka
-Park Miniatur
-Grota.

Za korzystanie z lunaparku trzeba dodatkowo zapłacić.

Obecnie utrudniony jest dojazd ze względu na przebudowę drogi na odcinku Ostrowiec Świętokrzyski - Solec nad Wisłą. W pierwszą stronę pojechaliśmy objazdem przez Ćmielów, a w drugą jechaliśmy zgodnie ze znakami. Jak się okazało droga jest już na ukończeniu i można nią spokojnie jechać. Jedynie w Bałtowie trzeba skręcić na Antoniów by ominąć wykopy.

Jeśli chodzi o gastronomię to na terenie kompleksu znajduje się kilka restauracji. Każda oferuje inne potrawy. Ceny są różne. W Zapiecku za obiad zapłacimy najdrożej. W JuraParku za dania typu fast-food płaci się do 20 zł.

Bałtów to naprawdę piękne miejsce. Polecamy i zapraszamy. Zimą dodatkową atrakcją jest stok narciarski. Jeśli nie macie pomysłu na weekend to koniecznie przyjedźcie do Bałtowa.

Bałtów oferuje następujące atrakcje:
Spływy kajakowe po rzece Kamienna, Spływy tratwą po rzece Kamienna, Park Dinozaurów, Zwierzyniec, Park Miniatur, Lunapark, Park Czarownic, Skansen Pszczeli, Salon Gier, Stadninę Konną, Dom do góry nogami, Żydowski Jar, Wąwozy, Grotę, przejazd kolejką (tylko w weekendy), Rollercoaster, Kino 5D, Statek na rzece, stok narciarski, bogatą gastronomię i inne.

Zdjęcia JuraParku dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia Zwierzyńca dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia Parku Rozrywki, Sabathówki i całego kompleksu dostępne są TUTAJ.

środa, 30 sierpnia 2017

Relacja z wycieczki do Chęcin 2017.

Rynek z widokiem na Kościół i Zamek. 
Po obiedzie wsiadłem w autobus komunikacji miejskiej i pojechałem do podkieleckich Chęcin. Podróż transportem publicznym trwała około 50 minut. To o 30 minut za długo. Jednak autobus na tej trasie jeździ okrężnymi drogami i dlatego jego czas przejazdu się wydłuża. Własnym samochodem do Chęcin dojechałbym w 15 minut. O godzinie 16:00 wysiadłem na przystanku obok Klasztoru Franciszkanów. Poszedłem w górę w stronę rynku po drodze mijając kolejny klasztor i Niemczówkę. Niemczówka to zabytkowy dom Walentego i Anny z Niemczów - Wrześniów. Budynek postawiono w 1570 roku. Według mnie jest to wizytówka miasta. Na rynku zrobiłem zdjęcia i poszedłem na Dolny Rynek. Jest to plac pełen kwiatów i ławek. Moją uwagę zwrócił drewniany dom, który różni się od wszystkich na tym placu. Ma swój urok i przypomina o starych biednych czasach tego regionu. Później wróciłem się na rynek gdzie zajrzałem do sklepu. Nie mieli nic ciekawego więc kupiłem tylko napój. Poszedłem w górę do głównego kościoła. Stąd jest blisko na szlak Mnicha, gdzie są ławeczki z panoramą na Zamek. Spędziłem tutaj około godziny wpatrzony w Zamek, w drzewa i okoliczne domy. W pewnym momencie z za drzew wyszedł gospodarz prowadzący dwa piękne konie do domu. Piękny widok. Siedząc rozkoszowałem się ciszą, pięknem przyrody, relaksowałem się.

Na wyżej opisanej przeze mnie ławce mógłbym siedzieć do wieczora. Jednak byłem ciekaw co znajduje się z drugiej strony Zamku. Poszedłem główną drogą po drodze mijając domy. W jednym z nich biegały kury - piały. Mimo, iż byłem w miasteczku miało się wrażenie, że jest się na wsi. Później zauważyłem rosnące słoneczniki. Dodawały uroku mieszkańcom jak i przechodniom. Gdy już dotarłem na Zamek poszedłem zielonym szlakiem wśród pól i łąk. Do centrum wróciłem tą samą drogą co szedłem. Zatrzymałem się na rynku, gdzie usiadłem obok fontanny. Szum wody był nie do opisania. Nie rozumiałem tylko tego, dlaczego w ciągu dnia fontanna świeciła. Nocą musi wyglądać zjawiskowo. Po kilku minutach poszedłem do sklepu. Oferta była uboga więc kupiłem tylko wafelka. Posiedziałem jeszcze chwilę na rynku i około godziny 18:00 poszedłem na Dolny Rynek skąd odjeżdżają busy. Tym razem podróż do Kielc trwała 20 minut.

Chęciny to niespełna pięciotysięczne miasteczko położone zaledwie 15 km na południowy zachód od Kielc. Główną atrakcją jest górujący nad miastem Zamek. Byłem tam we wrześniu ubiegłego roku. Z jego wież można podziwiać piękne widoki. W soboty o północy po zamkowych murach spaceruje Biała Dama, która w rzeczywistości jest mężczyzną. Legenda mówi, że w podziemiach zamkowych ukryty jest skarb Królowej Bony. Do dziś nikt go nie odkopał, ani nie zbadał podziemnych tuneli. Plotka głosi, że Zamek był połączony tunelem z klasztorem na Karczówce. Rynek choć skromny jest urokliwy. Po południu kręci się tam niewiele osób. Kamienice w centrum miasta nijak pasują do siebie. Każda jest inna. Jedna jest większa, druga mniejsza. Mimo chaosu miasto wygląda zjawiskowo. Myślę, że Chęciny idealnie nadają się na tło do jakiegoś filmu.

Gdy zaglądałem do sklepów sprzedawcy byli znudzeni. Każdy patrzył na to czy coś kupię. Na mieście o człowieka ciężko. Od czasu do czasu ktoś szedł do sklepu. Ogólnie jest tu cicho i spokojnie. Co prawda Chęciny wśród Kielczan mają niepoprawną opinię to według mnie jest to idealne miejsce do tego, by odpocząć od zgiełku miasta. Stąd niedaleko jest do Tokarni gdzie znajduje się Muzeum Wsi Kieleckiej. Zapraszam do Chęcin.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Relacja z wycieczki do Sandomierza i Ujazdu.

Sandomierski rynek. 
Wczoraj z rodzinką wybrałem się na wycieczkę typowo regionalną. Najpierw pojechaliśmy do Sandomierza, gdzie przywitał nas deszcz. Według prognoz miało nie padać. Opady deszczu trwały około dwóch godzin. Mimo wszystko nie byliśmy zniechęceni i ruszyliśmy zwiedzać miasto. Na początku poszliśmy na zamek, skąd podziwialiśmy panoramę na Wisłę. Jako dziecko miałem wrażenie, że rzeka jest zdecydowanie szersza niż w rzeczywistości. Mieliśmy iść na rejs statkiem, ale pogoda nie zachęcała do tego typu rozrywek. W jednym z kościołów oglądaliśmy obrazy. Nie dlatego, że były ładne, tylko przedstawiały śmierć. Każdy obraz to jeden miesiąc. Pozaznaczano na nim daty. Trzeba było szukać swojej i wtedy można było się dowiedzieć w jaki sposób straci się życie. Mnie ma ktoś zabić (śmiech). Później poszliśmy na rynek. Siedzieliśmy w podcieniach, a następnie udaliśmy się do Galerii Ojca Mateusza. Bilet wstępu kosztuje 13 zł. Możecie zobaczyć serialowy ołtarz, kuchnię Natalii, posterunek policji, więzienie, gabinet Ojca Mateusza. Dodatkową atrakcją są figury woskowe komendanta, policjanta, Natalii i Mateusza. Eksponatów nie wolno dotykać. Zainteresowanie wystawą jest spore, ale jak dla mnie jest przereklamowana. Zwiedzanie zajmuje 5 minut, gdyż wszystkiego jest mało. Co prawda my byliśmy z 30/40 minut bo często wracaliśmy się do danych eksponatów, by zrobić fajne zdjęcia.

Gdy wyszliśmy z galerii deszcz przestał padać. Poszliśmy na Mały Rynek, gdzie głównie handlują chińskimi badziewiami. Następnie udaliśmy się z siostrą do Bramy Opatowskiej. Wejście na jej szczyt kosztuje 4 zł. Obejrzeliśmy panoramę miasta i zeszliśmy na dół. W tym czasie pozostali uczestnicy wycieczki szukali restauracji. Zaprowadzili nas na rynek do Bazylii (Rynek 16-17). Jedzenie tam było okropne. Ziemniaki podano nam z przed tygodnia, sałatkę ze słoika, a mięso było polane sosem z proszku. Poza tym obsługa była niemiła, a ich strój firmowy nadawał się do prania. Nie polecam wam tej knajpy. Takiego świństwa już dawno nikt mi nie podał. Około godziny 16:00 mieliśmy dylemat co robić dalej. W zasadzie nic ciekawego nie było już w Sandomierzu do oglądania. Po chwili namysłu poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Ujazdu.

Ujazd to wieś położona w powiecie opatowskim. Z Sandomierza jest tutaj około 50 km. Znajdują się tu ruiny ogromnego zamku. Jego zwiedzanie zajęło nam ponad godzinę. Zwiedzającym wyznaczono kilka tras. Jedna z nich jest dla odważnych, gdyż prowadzi do najgłębiej położonych piwnic, gdzie nie ma oświetlenia. Zamek zrobił na nas ogromne wrażenie. Tak blisko Kielc, a my go odkryliśmy dopiero wczoraj. Jeśli będziecie w okolicach to przyjedźcie tutaj. Bilet wstępu kosztuje 10 zł. Wokół zamku znajdują się stragany i  łąki. W domu byliśmy przed 22:00.

Sandomierz jako miasto nie bardzo mi się podoba. Starówka nie jest tak urokliwa jak ta w Kazimierzu Dolnym. Turystów było sporo, ale wszyscy byli przejazdem. Sandomierz jest nudny i nie ma zbyt wielu atrakcji do zaoferowania turystom. Jedynie można jeszcze zobaczyć podziemną trasę turystyczną, o której sami zapomnieliśmy. Na sandomierskiej starówce byłem jakieś 20 lat temu. Dziś już wiem, że w przyszłości nie widzę sensu, by tam jechać. Miasto zostało rozsławione tylko dzięki serialowi. To za mało. Dodam, że w Sandomierzu kręcone są tylko sceny na mieście. Wszystkie te w pomieszczeniach grane są w hali produkcyjnej pod Warszawą.

Zdjęcia mojego autorstwa z Sandomierza dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia mojego autorstwa z zamku Krzyżtopór z Ujazdu dostępne są TUTAJ.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Relacja z wyzity w lunaparku Dadak Kielce 2017.

Break Dance
Dziś po obiedzie wybrałem się na Plac Wolności w Kielcach, gdzie trwają prace przy budowie urządzeń objazdowego wesołego miasteczka. Pamiętam z opowieści rodziców, że w latach 60/70/80 na tym placu rozstawiały się nie tylko lunaparki, ale i cyrki. Dopiero w latach 90 cyrki przeniosły się na Klonową, a lunaparki na al. IX Wieków Kielc. Obecnie na alei stoi mini dmuchane miasteczko. To właśnie przez nich miasto wydzierżawiło lunaparkowi betonowy plac w ścisłym centrum miasta.

O godzinie 15:00 trwały prace związane z budową AutoDromu, kolejki dla dzieci i EuroBungee. W ofercie lunaparku znajdziecie:
AutoDrom, Kamikaze, Break Dance, karuzelę Kaczory (łabędzie), kolejkę górską, karuzele Wenecką, samochodziki dla dzieci, kolejkę dla dzieci, strzelnicę i EuroBungee.

Wszystko wskazuje na to, że lunapark od jutra będzie mógł przyjąć pierwszych gości. Każdy, kto zdecyduje się skorzystać z atrakcji lunaparku będzie mógł zaparkować samochód na parkingu obok wesołego miasteczka. W dni powszednie jest płatny w godzinach 7-17, w weekendy bezpłatny.

Początkowo myślałem, że jest to jakiś polski lunapark, gdyż samochody zarejestrowane są w powiecie tatrzańskim i nowotarskim. Jednak kolega z branży lunaparkowej stwierdził, że jest to lunapark Dadak. Zazwyczaj do Kielc przyjeżdżali w październiku. Od ich ubiegłorocznej wizyty trochę się zmieniło. M.in. wzbogacili się o Break Dance. Na pewno lepiej się prezentują niż w latach ubiegłych. Jeśli znajdę czas to odwiedzę ich w weekend lub na tygodniu jak będą działały wszystkie urządzenia.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Relacja z wycieczki do Kazimierza Dolnego 2017.

Rynek w Kazimierzu Dolnym. 
Przedostatnią sobotę sierpnia postanowiłem z rodziną spędzić w Kazimierzu Dolnym. Pierwszy raz w tym mieście byłem w szkole podstawowej. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Choć przyznaję, że były takie miejsca, których nie poznałem. Samochód zaparkowaliśmy obok bulwarów nad Wisłą. Opłata całodzienna wynosiła 10 zł. Na początku zrobiliśmy sobie spacer wzdłuż rzeki. Później udaliśmy się na rynek, gdzie podziwialiśmy nie tylko kamienice, ale i obrazy. Niestety minusem były lokalne cyganki, które zaczepiają turystów. Jedną zwyczajnie opieprzyłem za nachalność. Władze miasta powinny zrobić porządek z tymi ludźmi. Kolejnym punktem wycieczki było sanktuarium i cukiernia. Kupiliśmy tradycyjnego kazimierskiego koguta. Jest on produktem regionalnym i będąc tutaj trzeba go kupić - dla zasady. Nie jest drogi - 6 zł. W cukierni zjedliśmy lody, które nie przypadły nam do gustu. Ogólnie w Kazimierzu nie znaleźliśmy miejsc, gdzie serwowano by dobre jedzenie.

Na Małym Rynku zrobiliśmy zdjęcia, obejrzeliśmy stragany. Idąc na zamek co krok zbaczaliśmy z drogi i zachwycaliśmy się pięknem mało uczęszczanych uliczek. Około godziny 13:00 udaliśmy się na Górę Trzech Krzyży. Na jej szczycie pobierana jest opłata w wysokości 2 zł. Nie mam pojęcia za co trzeba było płacić, chyba za podziwianie widoków? Stąd jest blisko na zamek. Bilet wstępu na zamek i basztę kosztował 5 zł. Tutaj też największą atrakcją były widoki. Z Baszty dodatkowo podziwiać można panoramę Puław. Trochę trzeba się wspinać, można się zmęczyć, ale dla widoków warto. Około 15:00 spadł deszcz. Przeczekaliśmy w podcieniach rynku. Nie trwał długo. Obiad zjedliśmy się w niewielkiej restauracji serwującej dania domowe i fast-food. Mieli dobre frytki, natomiast mięsa, pizza, czy sałatki już niekoniecznie. Ostatnim punktem naszej wycieczki był rejs statkiem po Wiśle. Obecnie poziom wody jest niski, dlatego nie kursują duże statki, a te małe nie zabierają kompletu turystów. Kurs kosztuje 17 zł.  W drodze do Puław zatrzymaliśmy się przy Spichlerzach, gdzie znajduje się m.in. Muzeum Przyrodnicze.

Przed godziną 19:00 byliśmy już w Puławach. Zrobiliśmy zakupy w Galerii Zielonej i Kauflandzie po czym udaliśmy się do domu.

Kazimierz jest pięknym miastem. Do dziś nie zbudowano tu żadnego marketu. Miasto wygląda tak jak w chwili kiedy je budowano. Nie jest tu nowocześnie, nie ma zbędnych reklam, po prostu raj dla turysty. Ceny też są normalne. Małe, urokliwe miasteczko jest także oazą artystów. Pięknie musi tu być jesienią. Warto przyjechać choć na jeden dzień, by poczuć niepowtarzalny klimat, którego nie ma żadne inne miasteczko w Polsce. Zachwycicie się tym miejscem tak jak ja. Jeśli zdecydujecie się zostać dłużej w Kazimierzu to nie będziecie mieć problemu ze znalezieniem noclegu. Wokół rynku znajdziecie wiele pokoi gościnnych.

Po mieście jeżdżą też turystyczne meleksy. Ceny uzależnione są od trasy. Za 40 minut jazdy trzeba zapłacić 12 zł, za 60 minut 17 zł. Przejazd bryczką konną 50 zł od kursu.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.