Co nowego na Blogu? Zdjęcia z ZOO w Ostrawie i Płocku (zakładka Fotogaleria ZOO), Zdjęcia z Ostrawy i Płocka (zakładka Fotogalerie Turystyka).

wtorek, 15 sierpnia 2017

Relacja z wycieczki do Ostrawy.

Okolice ostrawskiego rynku. 
Przedostatni dzień długiego weekendu spędziliśmy w czeskiej Ostrawie. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od 6 godzinnego spaceru po ZOO. 100 hektarowy ogród to nie tylko oaza zwierząt, ale i roślin. Warto wspomnieć, iż ostrawskie ZOO jest drugim pod względem wielkości ogrodem w Czechach. Pierwsze miejsce zajmuje ZOO Safari Chomutov, które jest większe o zaledwie 12 ha. Relacja z ZOO dostępna jest post poniżej. Około godziny 17:00 udaliśmy się do centrum miasta. Samochód zaparkowaliśmy na parkingu centrum handlowego Forum Nova Karolina. Pierwsze dwie godziny postoju są bezpłatne, za każdą następną trzeba dopłacić 30 koron. Nam udało się zmieścić w czasie, dlatego nie ponieśliśmy żadnych kosztów. Z galerii blisko jest do ścisłego centrum. Najpierw błądziliśmy ulicami miasta podziwiając stare kamienice, później poszliśmy na rynek, a wcześniej na placu przed rynkiem odbywał się koncert zespołów ludowych.

Później poszliśmy mini deptakiem do pomnika wielkiego czołgu i na zamek. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia i wróciliśmy inną drogą na rynek. Tam zjedliśmy lody. I na tym nasze zwiedzanie centrum Ostrawy się skończyło. Miasto choć duże to nie ma dużo atrakcji. Można co prawda iść do parku miniatur, ale nie jest to miejsce z rozmachem. Byłem tam dwa lata temu i szczerze mówiąc zobaczyłem zaledwie kilka miniatur. Minusem jest pobieranie opłaty za fotografowanie. Wieczorem pojechaliśmy do hipermarketu Albert w dzielnicy Poruba. Centrum starej generacji nie tętniło życiem. Ogólnie nie było co kupować, bo większość produktów dostępnych jest w Polsce. Poza tym produkty spożywcze w Czechach są zdecydowanie droższe niż w Polsce.

Ostrawa to miasto z klimatem. Wieczorami ulice pustoszeją, ludzie zamykają się w domach, jest cicho. Jedynie żuliki się drą, ale to szczegół. W każdym mieście się znajdzie ktoś kto zakłóci porządek. Choć miasto nie przypomina Pragę, to znajdziecie tutaj sporo ciekawych architektonicznie budynków.

Z Kielc do Ostrawy jest 250 km. Całą trasę pokonaliśmy w nieco ponad 3 godziny. Ruch był mały i spokojny.

Ostrawa to trzecie co do wielkości miasto w Czechach położone na Śląsku Morawskim tuż przy granicy z Polską. Miasto tworzy aglomerację, w którą wchodzą między innymi Frydek - Mistek, Karwina, Bohumin, Orlova.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.

Relacja z wycieczki do ZOO Ostrawa 2017.

Kułan - Fot: Łukasz. 
Wczoraj z Łukaszem pojechaliśmy do Ostrawy. Głównym punktem naszej wycieczki był tamtejszy Ogród Zoologiczny. Kilka minut po godzinie 10:00 przed kasą był już problem z parkowaniem. Wielu naszych rodaków postanowiło spędzić długi weekend w ZOO dlatego trzeba było swoje odstać w kolejkach do kasy. Za bilet jednorazowego wstępu zapłaciliśmy 110 koron. W sklepiku obok sprzedawano mapki w cenie 5 koron. Nie trzymaliśmy się głównej trasy zwiedzania. Na początku widzieliśmy sowy, kuce, osły, ptaki ozdobne, jelenie milu, jelenie syberyjskie oraz wielką domową farmę pełną krów, świń, owiec, kóz, królików i gęsi. Chwila odpoczynku przy wielkim placu zabaw i poszliśmy dalej. Tym razem podziwialiśmy strusie nandu, alpaki, sępy, taraje, binturongi, lwy, lamparty, jeżozwierze, pantery mgliste, rysie, sowy. Później dotarliśmy do żurawi, niedźwiedzi himalajskich, hulmanów, sik wietnamskich, lemurów, szympansów, koczkodanów, papug, zebr Grevy'ego, oryksów pręgobokich, wielbłądów dwugarbnych i owiec.

Zanim pojechaliśmy kolejką Safari Express na wspólnym wybiegu zobaczyliśmy żyrafy, antylopy eland i koby nilowe. Za dodatkową opłatą 30 koron można przejechać się ciuchcią, która wjeżdża na wybiegi zwierząt kopytnych, które nie są dostępne dla pozostałych zwiedzających. Najpierw wjechaliśmy na wybieg elandów, kobów i żyraf, później kułanów i gazeli preriowych, a następnie na wybieg bawołów indyjskich, antylop garna, antylop nilgau, kóz śruborogich, jeleni barasinga i jeleni aksis. Fajna przygoda, szkoda, że tak krótka. Po raz pierwszy widzieliśmy tak dużo zwierząt na jednym wybiegu i to na wyciągnięcie ręki.

O godzinie 14:00 odbywał się pokaz karmienia lemurów. Przez godzinę można było wejść na ich wyspę. Te przesympatyczne zwierzaki biegały obok nas. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko lemurów. Niesamowite przeżycie. Na wyspę nie można wejść z jedzeniem i zabawkami. Pokaz tłumaczony był na język polski.

Chwila przerwy i czas ruszać w dalszą drogę. Tym razem widzieliśmy słonie indyjskie, lemury, ptaki ozdobne, hulmany, mandryle, koczkodany, gibbony, hipopotamy nilowe, ryby, krokodyle, świnie rzeczne, strusie emu, nandu szare z młodymi, mary solniskowe, sępy, kondory, serwale, jaguarundi, koty argentyńskie, kruki, świnie wisajskie, króliki, jelenie aksis i jelonki bengalskie. W barze w cenie 98 koron zjedliśmy obiad. Na koniec została nam panda mała i flamingi. Zwiedzanie ZOO zajęło nam około 6 godzin.

Nie udało nam się zobaczyć wydry, kota rdzawego i kilku zwierząt nocnych.

Po raz pierwszy zobaczyliśmy na wspólnym wybiegu niedźwiedzie himalajskie i małpy hulmany. Miśki nie zwracały na współlokatorów uwagi. Odważne połączenie - gratulacje.

Na wspólnych wybiegach mieszkają także:
-żyrafy, elandy i koby nilowe
-strusie nandu i alpaki
-jelenie aksis i jelonki bengalskie
-kilka gatunków lemura
-garny, jelenie aksis, nilgau, bawoły, kozy śruborogie
-wielbłądy i owce
-mary solniskowe i ptaki
-różne gatunki ptaków

Od mojej pierwszej wizyty niewiele się zmieniło. Nie ma już tygrysa i niedźwiedzia tybetańskiego. Nowością były mary solniskowe, niedźwiedzie himalajskie, antylopy kob nilowy. Dwa lata temu nie jechałem Safari Express, dlatego nie wiem jakie zwierzaki były wtedy.

Na terenie ZOO są place zabaw dla dzieci, lokale gastronomiczne, punkty z pamiątkami, bezpłatne toalety. Informacje o gatunkach zwierząt, mapy tłumaczone są na język polski. Zaraz przy wejściu znajduje się plakat zachęcający do odwiedzin ZOO w Opolu.

ZOO Ostrawa to świetne miejsce na spędzenie długiego weekendu. Jeśli będziecie w okolicach to przyjedźcie tutaj i bądźcie blisko egzotycznych zwierząt.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Relacja z wycieczki do Płocka. 2017.

Stare Miasto w Płocku. 
Jak już wspomniałem w poprzednim poście wczoraj wybraliśmy się z Łukaszem do Płocka. Najpierw poszliśmy do ZOO, ale zanim kupiliśmy bilet pojechaliśmy do centrum kupić peleryny. Jak się później okazało nie przydały nam się na długo. Około 11:00 przestało padać, a po południu wyszło słońce. Zwiedzanie ZOO zajęło nam około 4 godzin. Więcej na ten temat przeczytacie w poniższym poście. Później udaliśmy się na ulicę Kościuszki gdzie zaparkowaliśmy samochód. Stąd blisko było na Wzgórze Tumskie. Zwiedziliśmy zabytki i poszliśmy na molo na rzece. Fajne miejsce, z pomysłem i w sam raz dla turysty. Na jego końcu znajduje się kawiarnia. Wróciliśmy się na Wzgórze Tumskie i wybraliśmy się na spacer ulicą Tumską, która pełni funkcję deptaka. Ulica nie zrobiła na nas dobrego wrażenia. Było pusto, nudno, a część kamienic w ogóle nie pasowała do pozostałych. Gdy zajrzało się w okoliczne bramy widać było rozwalające się budynki. W kwiaciarni pani poleciła nam karczmę, gdzie można zjeść dobry obiad. Posłuchaliśmy jej i okrężną drogą poszliśmy na rynek. Po drodze mijaliśmy zaniedbane kamienice, oraz budynki przeznaczone do wyburzenia.

Po drodze na rynek zaczepił nas jakiś gościu. Widać, że był na haju. Pytał się nas czy podoba nam się Płock? Powiedzieliśmy, że nie. Opowiadał o mieście, że turyści sobie chwalą itd. Jednak jego wypowiedź nie można było brać na poważnie. Gdy doszliśmy na miejsce zobaczyliśmy szereg zadbanych kamienic jak i te, które odstraszały. W jednej nie było okien, druga przeznaczona do rozbiórki zabita była dechami, trzecia miała tylko jedną ścianę reszta wyburzona. Tylko jedna budowla nam się podobała. Na Grodzkiej zjedliśmy obiad. Rosół był wodnisty, a pierogi rozgotowane. Ludzi tam sporo. Może inne dania mają dobre? I na tym można by skończyć naszą wycieczkę. Postanowiliśmy jednak skorzystać z dwóch atrakcji. Pierwsza to rejs statkiem po Wiśle, druga to przejażdżka kolejką po najciekawszych miejscach Płocka.

30 minutowy rejs po rzece statkiem Marianna kosztował nas 10 zł. 50 minut jazdy ciuchcią po mieście to wydatek 7 zł. Obie atrakcje są fajne i jeśli tutaj będziecie to z nich korzystajcie. Na statek weźcie jakiś sweter, gdyż od wody wieje zimny wiatr.

Statki odpływają obok molo, natomiast początkowy przystanek jak i końcowy ciuchci jest obok ZOO.

Płock to przede wszystkim ZOO, Wisła i kolejka. Miasto przypomina nam zaniedbany Radom. Nie podobało nam się tutaj. Jeśli jeszcze  kiedyś wrócimy to tylko dla wyżej wymienionych atrakcji. Płock, pierwsze miasto na Mazowszu dziś jest smutne, biedne i szare. Nie potrafilibyśmy tutaj mieszkać. Wszędzie niby dobrze, ale na ziemi kieleckiej najlepiej :)

P.S
Na terenie miasta stoją przenośne toalety. Jest ich sporo, a korzystanie z nich jest bezpłatne.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.

Relacja z wizyty w płockim ZOO 2017.

Lew w płockim ZOO. 
Wczoraj z Łukaszem pojechałem do Płocka, by zobaczyć między innymi tamtejszy ogród zoologiczny. Nigdy w nim nie byliśmy, dlatego stwierdziliśmy, że długi weekend będzie dobrą okazją, by wybrać się do Płocka. Gdy zajechaliśmy na miejsce padał deszcz. W takich warunkach zwiedzanie ZOO jest utrudnione. W kasie jak i w okolicznych sklepikach nie mieli peleryn. Pojechaliśmy zatem do centrum i tam je kupiliśmy. Zwiedzanie ZOO rozpoczęliśmy około godziny 11:00. Chwilę później przestał padać deszcz. Peleryny okazały się zbędne - to dobrze bo gdy pada to nie jest fajnie.

Zwiedzanie ogrodu rozpoczęliśmy od pawilonu marmozet, gibbonów, pancerników i ursona. Tego ostatniego nie udało nam się zobaczyć. Później poszliśmy do słoni, a następnie do pawilonu ptaków ozdobnych. Zajrzeliśmy do surykatek i ogromnego terrarium. Na poziomie zero można zobaczyć węże, krokodyle, jaszczurki, żaby, owady i leniwce. W podziemiach znajdują się akwaria. Widzieliśmy m.in. rekiny, koniki morskie, sumy, ryby raf koralowych, płaszczki, piranie i inne. Chwila odpoczynku i weszliśmy do woliery ibisów, warzęch i dzikich kaczek. Fajne miejsce, gdzie można z bliska podziwiać ptaki. Tego typu woliery są dziś przyszłością ogrodów zoologicznych. W Polsce niestety wciąż rzadkością. Kolejnym punktem zwiedzania była żyrafiarnia. W jej sąsiedztwie mieszkają pingwiny i sowy. Zajrzeliśmy także do strefy rekreacyjnej. Później wróciliśmy się w stronę ptaków i poszliśmy zobaczyć oryksy szablorogie, osły somalijskie, tragopany, bażanty, zebry, kondory wielkie. Zmieniając trasę poszliśmy jeszcze do fok szarych, osłów Poitou, pand małych, mini-zoo i orłów. Przerwę zrobiliśmy sobie obok wybiegu tapirów malajskich.

W sklepiku kupiłem pamiątkowy magnes na lodówkę w cenie 5 zł. Ogólnie pamiątki są tanie. Przed zwiedzaniem drugiej części ZOO udaliśmy się jeszcze do lwów i lampartów perskich. Później przyszedł czas na gofry. Popatrzyliśmy jeszcze na słonie i pawie.

Drugą część ZOO zaczęliśmy zwiedzać od danieli i reniferów, których nie było na wybiegach. W wolierze spacerowały żurawie mandżurskie. Później dotarliśmy do wybiegów wilków grzywiastych, makaków japońskich. W stawach mieszkały ryby, pelikany, a na wyspie gibbony. Lekka zadyszka pod górkę i już byliśmy obok kangurów rudych. W ich sąsiedztwie mieszkają gorale chińskie, cietrzewie, tygrysy i pantery śnieżne. Idąc w kierunku kasy mijaliśmy wolierę tragopanów i doszliśmy do danieli i reniferów. Tym razem daniele wyszły na dwór. Zanim opuściliśmy ZOO wróciliśmy się do pand małych, zebr, oryksów, żyraf, ursonów i pingwinów. O 14:00 odbywał się pokaz karmienia pingwinów. Po godzinie 14:00 opuściliśmy ZOO. Ze wszystkich zwierząt mieszkających w ZOO nie widzieliśmy ursona i renifera.

Płocki Ogród Zoologiczny jest placówką na najwyższym poziomie. Zwierzęta mają duże woliery jak i wybiegi. Wszystkie zostały starannie zagospodarowane w taki sposób, by przybliżyć zwierzętom naturę. Nie było też pustych niezamieszkałych przestrzeni. Jedynie jedna woliera sów była nieczynna z powodu remontu. Spacerując po ZOO ciągle coś się dzieje, człowiek się nie nudzi, tylko zachwyca pięknem tego miejsca. Fajnie zaprojektowano kosze na śmieci. Dla dzieci są place zabaw, na wzgórzu jest taras widokowy. Alejki są zadbane, w ZOO jest czysto. Piękne są również rośliny. Uważamy płockie ZOO za drugie po Opolu najlepsze tego typu miejsce w Polsce. Warto tutaj przyjechać mimo, iż, ZOO jest małe i mieszka tutaj niewiele zwierząt. Jako jedyni w Polsce posiadają tapira malajskiego, który aklimatyzuje się w ogrodzie. Do Płocka przyjechał całkiem nie dawno.

Wielkie wrażenie zrobiły na nas terraria i akwaria. Ze wszystkich jakie widzieliśmy dotychczas w polskich ogrodach zoologicznych te były najlepsze.

Bilet do ZOO dla osoby dorosłej kosztuje 18 zł. Parking jest bezpłatny. Na terenie ZOO są bezpłatne toalety, punkty gastronomiczne, sklepiki z pamiątkami, place zabaw i ścieżka edukacyjna.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Relacja z wizyty w ZOO Leśne Zacisze Lisów - sierpień 2017.

Osiołek przylepa :)
Wczorajsze popołudnie spędziliśmy w ogrodzie zoologicznym "Leśne Zacisze" w Lisowie. Około godziny 15:00 spotkaliśmy się z właścicielami prywatnego ZOO. Głównym tematem rozmowy były zwierzęta i zamiłowanie do ogrodów zoologicznych. Fajnie jest poznawać ludzi, którzy tak jak my mają zamiłowanie do zwierząt, ZOO itd. Miło będziemy wspominać wczorajsze spotkanie. Kilkanaście minut po godzinie 15:00 udaliśmy się na spacer po ogrodzie. Od naszej czerwcowej wizyty sporo się zmieniło. Przede wszystkim przybyły nowe zwierzęta. W ogrodzie trwają też prace przy budowie kolejnych wybiegów dla zwierząt kopytnych. Widać jak bardzo właściciele się starają, by ich ZOO było na jak najwyższym poziomie. My też jesteśmy zadowoleni z tego, że tak blisko domu mamy tak piękne miejsce jak "Leśne Zacisze".

Tradycyjnie spacer rozpoczęliśmy od wybiegu czarnych łabędzi, żurawi i gęsi. Później doszliśmy do zagrody, gdzie mieszkają konie, a następnie znaleźliśmy się w świecie zwierząt egzotycznych. Podziwialiśmy mundżaki chińskie, walabie Benetta, dzikie gęsi, koczkodany zielone, antylopy eland, bawoły indyjskie, strusie emu, osły nubijskie, osły domowe, kozy, surykatki i pieski preriowe. Pekari obrożne schowały się w domku, dlatego stwierdziliśmy, że odwiedzimy je wychodząc z ZOO. Samiec osła to bardzo sympatyczne zwierze. Gdy tylko nas zobaczył od razu przyszedł się przywitać. Jest strasznym pieszczochem i uwielbia gdy się go głaszcze.

Chwila  przerwy i czas iść dalej. W kolejnej części widzieliśmy wielbłąda dwugarbnego, kozy, dzikie gęsi, krowy zebu, kozy sumatrzańskie, strusie nandu, antylopy oryks szablorogi. Te ostatnie były za daleko, by zrobić im fajne zdjęcia. Ich sąsiadami są mary patagońskie. Niestety nie udało nam się ich zobaczyć. W trzeciej strefie podziwialiśmy ibisy czczone, modrzyka zwyczajnego, antylopy kob liczi, alpakę, osła Poitou, antylopy gnu brunatne, antylopy sitatunga, kangury rude. Sitatungi i kangury rude są nowością. Do swojej dyspozycji mają ogromne wybiegi i domki.

Kolejne zwierzęta jakie widzieliśmy to żurawie koroniaste, ibisy szkarłatne, muflony, gwanako, zebry stepowe. Na wybiegu nie było owiec grzywiastych arui i jeżozwierza. W dalszej części podziwialiśmy bawoła afrykańskiego leśnego, dziki ,daniele, krowy szkockie, kozy, owce, kuce, świnie mangalice, gęsi, kazarki rude, amerykańską świnkę miniaturową, bociana, skunksy, szopy pracze, ostronosy rude, papugi i bażanty. Nowością była samica bawoła afrykańskiego leśnego. Ten gatunek zwierzęcia widzieliśmy po raz pierwszy.

Na koniec postanowiliśmy wrócić się do zwierząt kopytnych, których wcześniej nie udało nam się zobaczyć. Tym razem mieliśmy szczęście i na wybiegach widzieliśmy owce grzywiaste arui i antylopy nilgau. Mary nadal siedziały w swoim domku. Antylopy oryks również postanowiły zrobić nam psikusa i się schowały. Odpoczęliśmy na drewnianej huśtawce i poszliśmy odwiedzić pekari. Mieliśmy szczęście, gdyż cała rodzinka wyszła na wybieg. Jeszcze raz poszliśmy zobaczyć elandy, bawoły indyjskie, mundżaki i walabie.

Przed wyjściem udaliśmy się do strefy rekreacyjnej, gdzie odpoczywaliśmy na hamakach. Ostatnim punktem naszej wycieczki były stawy dzikich kaczek i wybieg pawi. Przy wyjściu kupiłem pamiątkowy magnes na lodówkę w cenie 5 zł.

ZOO "Leśne Zacisze" w Lisowie to miejsce, które jest przyjazne zwierzętom. Mieszkają one na dużych przestronnych wybiegach, które zostały tak urządzone, by przypominać zwierzakom ich naturalne środowisko. Wokół wybiegów posadzono mnóstwo roślin, które zdobią ogród. Na terenie całego parku znajdują się ławki, huśtawki, tablice edukacyjne. Miejsce samo w sobie jest czyste, zadbane i prowadzone z pasją. Jeśli kiedyś odwiedzicie nasz region to koniecznie tutaj przyjeździe. Nie tylko zobaczycie piękne zwierzęta, ale i odpoczniecie i miło z rodziną spędzicie czas.

W części rekreacyjnej do dyspozycji gości są stoliki, grill, plac zabaw, siłownia, eurobungee, hamaki, huśtawki, szachy i inne. W lokalu gastronomicznym można urządzić sobie wesele lub bankiet.

Dojazd do ogrodu jest łatwy. Będąc w Kielcach kierujcie się na drogę krajową numer 73 w kierunku Buska Zdroju. Po przejechaniu 20 km w miejscowości Lisów należy skręcić w prawo zgodnie z oznakowaniem. Do ZOO prowadzi leśna droga przez około 2 km. Do dyspozycji gości jest bezpłatny parking. Ze względu na przebudowę mostu na rzece Nida w Morawicy zalecany jest objazd przez Łabędziów, Radomice. Od strony Buska Zdroju droga jest przejezdna. Do ZOO dojedziecie również autobusem komercyjnym linia numer 208 Kielce-Chmielnik i busami jadącymi w kierunku Chmielnika i Buska Zdroju.

Chcielibyśmy również serdecznie podziękować dyrekcji ogrodu "Leśne Zacisze" za gościnę, mile spędzony czas, słowa uznania odnośnie naszej pracy na Blogu. Motywują nas one do dalszej pracy. 

Do ZOO w Lisowie z pewnością przyjedziemy jesienią kiedy to na drzewach będą kolorowe liście. W tej scenerii ogród musi wyglądać bajkowo.  Jeśli ktoś chciałby nam towarzyszyć niech da nam znać na maila :)

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są  TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa Łukasza dostępne są TUTAJ.

ZOO "Leśne Zacisze" 
Lisów ul. Wygwizdów 6 
Gmina Morawica
Powiat Kielecki
Kliknij TUTAJ i zobacz oficjalną stronę ogrodu. 
Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 18 zł.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Relacja z wycieczki do Sabatu Krajno 2017.

Rzymskie Koloseum 
Sobotnie popołudnie spędziliśmy w podkieleckim Krajnie, gdzie znajduje się Park Miniatur - Sabat Krajno. Jednorazowy bilet wstępu na Aleję Miniatur kosztuje 20 zł. Od naszej ostatniej wizyty dwa lata temu niewiele się zmieniło. Owszem pojawiło się kilka nowych budowli, ale nie są one tak okazałe jak te, które już były w parku. Obecnie trwa budowa nowych dużych miniatur, w tym jedna będzie prawdziwym hitem. Po raz pierwszy na świecie w Krajnie zostanie pokazana makieta sztucznej wyspy, która na przełomie 2001/2009 roku została zbudowana w Dubaju. Wyspy palmowe z pewnością będą robić ogromne wrażenie na zwiedzających.

Z pośród wszystkich miniatur które zobaczymy w Krajnie mnie najbardziej podobają się makiety Placu św. Piotra w Rzymie, Wieży Eiffla. Koloseum w Rzymie, Katedry w Kolonii, Wulkanu Etna, Piramida, Wodospad Niagara.

Teren parku jest zadbany. Co prawda jest za mało koszy na śmieci to mimo wszystko czystość utrzymywana jest na najwyższym poziomie. Jedynie w miejscach gdzie są ławki można by sprzątnąć pety. Sabat położony jest na górze, dlatego, by zobaczyć wszystkie atrakcje trzeba się wspiąć na sam szczyt. Po drodze można się zmęczyć. Na szczycie znajduje się również mała gastronomia i bezpłatne toalety. Przez cały park płynie sztuczna rzeka, która nadaje uroku temu miejscu.

Sabat to nie tylko Miniatury. Dla dzieci i dorosłych przygotowano park linowy o różnym stopniu trudności. Szkoda, że nie można skorzystać z rollercoasteru, który tak naprawdę nigdy nie był czynny. Jest to wielka stojąca atrapa. Pani w kasie powiedziała, że to skomplikowana sprawa.

Przy wejściu do Sabatu znajdują się woliery papug, jedna z nich potrafi powiedzieć słowo cicho. Znajdziemy tutaj również kiosk z pamiątkami, małą gastronomię i kino 6D. Bilet na jeden seans kosztuje 10 zł, na dwa 15 zł. Skorzystaliśmy z opcji dwa filmy, a nasi znajomi skusili się tylko na jeden. Filmy były świetne choć naszym zdaniem za krótkie. W obu jeździliśmy kolejkami górskimi. Czuliśmy wiatr, opryskani zostaliśmy wodą, kołysaliśmy się. Można było poczuć prawdziwy klimat przejażdżki taką kolejką.

W Sabacie znajduje się również plac zabaw dla dzieci. Znajdziemy tutaj eurobungee, stację kosmiczną, AutoDrom, dmuchane piłki, dmuchane ślizgawki i inne.

Do Sabatu wrócimy wtedy jak zostanie zbudowana sztuczna wyspa.

Jeśli będziecie kiedyś w naszym regionie to przyjedźcie tutaj. Miejsce naprawdę fajne. Jest gdzie zjeść, co zobaczyć, pobawić się. Stąd blisko jest do Świętej Katarzyny. W miejscowości tej wchodzi się na szczyt Łysicy - najwyższej góry, Gór Świętokrzyskich (612 m.n.p.m.) My byliśmy tam na lodach.

Z Kielc do Krajna jest 15 km. Dojechać możecie busami lub autobusem komunikacji miejskiej - linia numer 47.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

niedziela, 30 lipca 2017

Relacja z wycieczki do Lublina 2017.

Rynek w Lublinie. 
Jak już wspomniałem wcześniej wczoraj z rodziną wybrałem się na wycieczkę do Lublina. Najpierw zatrzymaliśmy się w Wojciechowie, gdzie zwiedzaliśmy tamtejsze prywatne ZOO (relacja z wycieczki do ZOO znajduje się post niżej). W stolicy regionu lubelskiego byliśmy około godziny 13:00. Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu centrum handlowego Tarasy Zamkowe, które znajduje się tuż przy zamku. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od zamku, a następnie z mostu prowadzącego na stare miasto zauważyliśmy cyrkowe namioty. Jeden z nich należy do nieistniejącego dziś cyrku Arlekin. Na łące nic się nie działo, więc poszliśmy dalej. Spacerowaliśmy uliczkami starego miasta, zajrzeliśmy na Plac po Farze, Rynek. Nad rynkiem można było zobaczyć linoskoczków, którzy ze względu na wiatr mieli problem z przejściem z jednego końca na drugi. Wiele prób kończyło się upadkiem. W wybranych miejscach od czasu do czasu odbywały się jakieś scenki. Później poszliśmy na Krakowskie Przedmieście. Część ulicy pełni funkcje deptaka. Tutaj najwięcej ludzi spotkaliśmy przy fontannach. W ramach Carnavalu można było potańczyć i zaczerpnąć informacji o tym gdzie w Lublinie można podjąć naukę tańca.

Ciotka i rodzice nie bardzo chcieli iść dalej, dlatego zostali na placu, a my z siostrą poszliśmy Krakowskim Przedmieściem do Centrum Kultur. Ciekawy budynek, w którym sztukmistrzostwie mieli próby. Na dachu znajduje się taras widokowy, który jest bezpłatny. Później wróciliśmy się na plac i deptak, gdzie można było zobaczyć pokazy artystów ulicznych. Żeby cokolwiek widzieć trzeba by się przepchać przez tłum wielkich ludzi. Zobaczyliśmy żonglera, później miał być inny pokaz, ale jego rozpoczęcie się przedłużało. Trafiliśmy jeszcze na jedno show, ale nie miało ono ani składu, ani ładu. W sumie to nie było co oglądać, dlatego poszliśmy deptakiem z powrotem na stare miasto. Tłum ludzi sprawił, że nie chciało nam się czekać w dużej kolejce po lody. "Bosko", bo tak się nazywa najlepsza lodziarnia w mieście jest też i w Kielcach, dlatego odpuściliśmy sobie i poszliśmy na wieżę widokową. Jednorazowy bilet wstępu dla osoby dorosłej wynosi 9 zł. Nie wiem za co tyle trzeba płacić, ale jak się już jest no to trzeba zapłacić i korzystać z atrakcji. Widoki na Lublin były piękne. Widzieliśmy całe miasto. Jak na polskie miasta muszę przyznać, że jest ono dość spore. Z jednego końca miasta na drugi jest kilka kilometrów. Zdjęcia zrobione, to zeszliśmy z wieży i udaliśmy się na Plac po Farze. Odbywały się tam jakieś scenki. Ponownie spotkaliśmy się z pozostałymi uczestnikami wycieczki. Poszliśmy na lody i do Tarasów Zamkowych. Na szczycie galerii znajduje się ogród. Można poleżeć na leżakach, dzieci mają do swojej dyspozycji plac zabaw.

W galerii mieliśmy okazje podziwiać występ dwóch młodych akrobatek, które zaprezentowały pokaz gimnastyczny na szarfach i trapezie kołowym. Samo w sobie centrum handlowe nie jest fajne. Przede wszystkim brakuje w nim marketu spożywczego. Po chwili namysłu stwierdziliśmy, że pojedziemy do Atrium Felicity - największego centrum handlowego na Lubelszczyźnie. W galerii było mało ludzi., jednak oferta zdecydowanie lepsza od Tarasów. Około 21:20 wyjechaliśmy do Kielc. Po drodze mieliśmy objazdy, dlatego podróż nieco nam się przedłużyła.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o Carnavalu Sztuk-Mistrzów. Według mnie impreza jest chaotyczna. Ponadto nie ma tam niczego ciekawego co by przykuwało uwagę. Samych występów jest mało. Prawdopodobnie coś lepszego można obejrzeć pod namiotami, ale z tego co wiem są to spektakle biletowane. Na Carnavalu byłem pierwszy raz i szczerze mówiąc ostatni. Niczego ciekawego dla siebie tutaj nie znalazłem.

Pierwszy raz w Lublinie byłem w lipcu 2012 roku, a więc do miasta wróciłem równo po pięciu latach. Przez ten czas nic się nie zmieniło. Zastanawiałem się tylko nad tym, dlaczego ludzie mówią, że lubelska starówka jest największa w Polsce? Według mnie jest mała. Jedak wszystko co małe jest urokliwe i tak jest też i w tym przypadku. Lublin polecam zwiedzać poza Carnavalem. Jest mniej tłoczno :)

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.
Zdjęcia autorstwa mojej siostry dostępne są TUTAJ.

Relacja z wizyty w ZOO w Wojciechowie 2017.

Bawół indyjski. 
Wczoraj w drodze do Lublina postanowiliśmy pojechać do prywatnego ZOO w Wojciechowie. Na miejscu byliśmy kilka minut po godzinie 10:00. Samochód zaparkowaliśmy na łące obok wejścia. I nagle każdy zadawał sobie pytanie - gdzie jest kasa? Wszedłem z siostrą do obiektu, minęliśmy plac zabaw i zaczęliśmy zwiedzanie. Idąc po kolei zobaczyliśmy kozy, owce, osły, bawoły indyjskie, lamy, wielbłądy dwugarbne, alpaki, osły Poitou, antylopy eland, zebry, lisy, skunksy, jeżozwierze, białe lwy, pumy, strusie emu, dzikie gęsi, koczkodany, lemury, makaki japońskie. Tutaj spotkaliśmy bodajże właściciela obiektu. Chwilę pogadaliśmy i zaproponował byśmy u niego zapłacili bilet wstępu. Tłumaczył, że u nich opłatę pobiera się w różnych miejscach na terenie ZOO. Zapłaciliśmy 15 zł od osoby, pan opowiedział nam trochę o lwach, makakach i innych zwierzakach. Później ruszyliśmy w dalszą drogę, gdzie widzieliśmy pawie, myszołowy, tamaryny, szopy pracze, żurawie koroniaste, kaczki, łabędzie czarne, walabie Benetta, krowy szkockie, antylopy sitatungi i dalej zwierzaki, które już wcześniej mijaliśmy. Nie udało nam się wypatrzeć mundżaków i rysia.

Ogólnie ogród jest bardzo zaniedbany. Na wybiegach zalega kał, trawa w pasie zieleni nie została skoszona. Zwiedzających było mało. Wybiegi dla zwierząt kopytnych są w porządku. Jedynie brakowało mi na nich drzew. Woliery same w sobie były spore, ale ich stan techniczny do końca nie był taki jak powinien. Minusem było ogrodzenie całego ogrodu. Brązowa blacha sprawiła, że zwierzęta nie czuły się tak jak w naturze.

Czy warto tutaj przyjechać? Jeśli jedziecie do Lublina od strony Kielc, czy Radomia to możecie zajrzeć. Nie spodziewajcie się luksusów. Po prostu zobaczycie kilkanaście gatunków zwierząt z różnych stron świata. Po raz pierwszy dzięki temu ogrodowi udało mi się zobaczyć makaki japońskie. Przypomnę, że prywatne ZOO w Wojciechowie nie jest powiązane z ogrodami zoologicznymi. Osoby prywatne zbudowały sobie park na środku szczerego pola i pokazują dzikie zwierzęta.

Zdjęcia mojego i siostry autorstwa możecie zobaczyć TUTAJ.

wtorek, 25 lipca 2017

Relacja z wycieczki do Pragi 2017.

Widok na Hradczany z Mostu Karola. 
Jak już wspomniałem w poprzednim poście, w piątek wieczorem wybrałem się w podróż do Pragi. Początkowo trasa była spokojna, do czasu gdy na dworcu w Krakowie wsiedli nie zbyt ciekawi ludzie. Pili alkohol, śpiewali itd. Kierowca tracąc cierpliwość zagroził im, że wysadzi ich w Katowicach. Nie wiele to pomogło. Dopiero po 2 w nocy się uspokoili. W czeskiej stolicy byłem około 6:30. Autobus zatrzymał się na dworcu międzynarodowym Florenc. Gdy już się ogarnąłem poszedłem z siostrą kupić całodzienny bilet na komunikację miejską. W automatach można płacić tylko monetami. Nie mieliśmy drobnych, dlatego szukaliśmy kiosku. Nie było łatwo, ale daliśmy radę. Około 7:30 byliśmy już na Moście Karola. Z rana jest tam pusto, dlatego ma się wrażenie, że cały most należał do nas. Z mostu podziwiać można piękną panoramę miasta. Most zdobią pomniki ważnych czeskich osobistości i nie tylko. Popatrzyliśmy na rzekę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejnym punktem zwiedzania był ogród zoologiczny. Relacja dostępna jest w poście poniżej. Zwiedzanie ZOO zajęło nam około 6 godzin. Po południu pojechaliśmy na Hradczany. Szliśmy mało uczęszczanymi szlakami, gdzie podziwiać można przepiękne kamienice. Największe wrażenie zrobił na mnie parlament i otaczające go budynki. Przed wejściem trzeba przejść kontrolę policji. Stróże prawa świetnie mówią po polsku i zaznaczyli, że po angielsku w Czechach nie bardzo się dogadamy. Na Hradczanach mieści się ulica miniaturowych kamienic i pomnik sikającego mężczyzny. Robi on ogromną furorę wśród turystów. Minusem Hradczan są ceny. Za 0,5 l pepsi i innych popularnych napojów trzeba zapłacić 100 koron (17 zł). Ogólnie na starym mieście jest bardzo drogo. Najlepiej zaopatrzyć się w prowiant w centrum handlowym, a te są na obrzeżach centrum.  Zwiedzanie Hradczan zajęło nam o koło 2 godziny. Piękna dzielnica, musicie tutaj zajrzeć. Później przenieśliśmy się na Małą Stramę. Piękne kamienice, zadbane place, pomniki, mała architektura. Po prostu raj na ziemi. W tym miejscu pokochałem Pragę i obiecałem sobie, że jeszcze kiedyś tutaj przyjadę. Mam nadzieję, że w nie długim czasie. Na koniec dnia poszliśmy nad Wełtawę. Znajdziecie tam muzeum, gdzie przed wejściem stoją pomniki bobasów. Po rzecze pływają statki, rowerki wodne, kajaki. Wełtawa została wykorzystana w stu procentach. Tak naprawdę w Pradze nie ma niezagospodarowanych miejsc. Nawet na łąkach pomiędzy dzielnicami rosną winorośle, czy warzywa. Na koniec dnia pojechaliśmy do hotelu. Spaliśmy na obrzeżach centrum, ale dzięki sprawnej komunikacji miejskiej dojazd zajął nam zaledwie kilkanaście minut.

Drugiego dnia zaraz po śniadaniu wybraliśmy się metrem, a następnie tramwajem do tańczącego domu. Z rana niewielu tam turystów. Najlepiej zdjęcia robić sobie z mostu. Później poszliśmy na Wyszehrad.  Znajdziecie tam kościół, park, muzea, galerie sztuki i taras widokowy na miasto. Nie jest tutaj może rewelacyjnie, ale jak już się jest w Pradze to trzeba zajrzeć i tutaj. Przed 12:00 wybraliśmy się z powrotem na Małą Stramę. Tym razem kolejką Lanovka wjechaliśmy na szczyt góry Petrin. Znajduje się tam ogród, mury obronne i wieża widokowa. Wejście na nią to koszt 150 koron. Skusiliśmy się dla tych widoków. By dostać się na taras widokowy trzeba pokonać 349 schodów. Można się spocić (śmiech). Gdy już dotrzecie do mety nie panikujcie - wieża się kołysze. To normalne przy tego typu konstrukcjach. Na dole znajdziecie lokale gastronomiczne. Można zjeść tam kołacze węgierskie, które u nich nazywają się inaczej. Ciekawe skąd pochodzi przysmak, który tak lubię. Przejazd kolejką Lanovka odbywa się co 10 minut. Obowiązuje bilet komunikacji miejskiej. Później poszliśmy na lody. Za jedną gałkę trzeba było zapłacić 6 zł i 80 gr. Drogie i dobre. Po godzinie 14:00 byliśmy już na starym mieście. Błądziliśmy pięknymi uliczkami, zajrzeliśmy na Rynek, a na końcu pojechaliśmy na Plac Waclava. Po kilkugodzinnym zwiedzaniu udaliśmy się na zakupy do galerii Flora. Znajduje się ona przy stacji metra Flora. Kupicie tutaj produkty w dużo niższych cenach niż na starym mieście. Na koniec pojechaliśmy zobaczyć wieżę telewizyjną. W okolicy znajdują się liczne knajpki, gdzie miło spędzają czas mieszkańcy miasta. Prażanie rzadko zaglądają na starówkę. Ceny jakie tam obowiązują są nie do zaakceptowania przez mieszkańców czeskiej stolicy. Zdzierają z turystów ile się tylko da. Około 21:00 byliśmy z powrotem na dworcu Florenc. Tym razem pasażerowie byli spokojni. Mimo wszystko w drodze do domu nie udało mi się zasnąć. W Kielcach byłem o 6:40 w poniedziałek.

Praga jest piękna pod każdym względem. To miasto w mojej ocenie jest ideałem. Żadna polska metropolia nie równa się z czeską stolicą. Dziesiątki kilometrów pięknych kamienic robi wrażenie. Miasto jest czyste, na ulicach nie widać policji, a i ludzie są normalni. W miniony weekend do Pragi przyjechało dużo ludzi z Polski. Momentami miałem wrażenie, że nadal jestem w swoim kraju.  Nasi rodacy chętnie jeżdżą do Czech bo jest blisko i jest co oglądać.

Komunikacja miejska w Pradze jest na bardzo wysokim poziomie. Do dyspozycji są trzy linie metra, które kursują średnio co 5 minut i 30 sekund, kilkanaście linii tramwajowych i autobusowych. Łatwo i szybko dostaniecie się w każdy rejon miasta. Bilet dobowy kosztuje 110 koron.

Duże wrażenie zrobiło na mnie metro. Większość stacji zbudowano głęboko pod ziemią. Na każdej linii słyszymy inny głos osoby zapowiadającej stacje. Przy wejściu na perony wieje wiatr. Na samych stacjach już nie, chyba, że nadjeżdża pociąg to wtedy chce głowę urwać. Przy takim upale metro było zbawieniem.

Miasto zbudowane jest na kilku wzgórzach. Patrząc z góry miałem wrażenie, że stare miasto w Pradze jest wielkości całego mojego miasta, czyli 200 tysięcznych Kielc.

Polecam wam Pragę tutaj nie będziecie się nudzić.

Zdjęcia mojego i siostry autorstwa znajdziecie:
Album 1 kliknij TUTAJ.
Album 2 kliknij TUTAJ.
Album 3 kliknij TUTAJ.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Relacja z wizyty w praskim ZOO 2017.

Sajmiri w praskim ZOO. 
W piątek wieczorem wybrałem się z siostrą w podróż do Pragi. W czeskiej stolicy byliśmy w sobotę około godziny 6:30. Zanim pojechaliśmy do ZOO poszliśmy zobaczyć Most Karola. Przed godziną 9:00 udaliśmy się do metra i dalej autobusem do ogrodu. Po godzinie 9:00 do kasy ustawiła się gigantyczna kolejka. Głównie zwiedzającymi byli turyści - wśród nich nie brakowało naszych rodaków.

Będąc w praskim ogrodzie zoologicznym miałem okazję zobaczyć wiele rzadkich gatunków zwierząt, w tym też takie, których nie ma żadne polskie ZOO. Co prawda nie wszystkie zwierzęta udało mi się zobaczyć to i tak jestem bardzo zadowolony. Praskie ZOO jest czyste, zadbane, zwierzaki mają duże wybiegi, które zbliżone są do ich naturalnego środowiska, woliery dla ptaków zostały otwarte dla gości. Dzięki takiemu rozwiązaniu orły, sępy, ibisy, warzęchy i inne ptaki latały nam nad głową. Największe wrażenie zrobiły na mnie warany z Komodo i salamandry. Widziałem je tutaj po raz pierwszy. Na terenie ogrodu znajdują się liczne punkty gastronomiczne, place zabaw, wieża widokowa, z której podziwiać można panoramę ZOO jak i miasta. Wstęp na wieżę jest bezpłatny. Dodatkową atrakcją jest kolejka linowa. Przejazd w jedną stronę kosztuje 25 koron. Momentami jest naprawdę stromo, a przejazd trwa około 5 minut. Jeśli będziecie w tutejszym ZOO to koniecznie przejdźcie się wyciągiem.

W praskim ZOO zobaczyłem m.in. słonie indyjskie, żyrafy, hipopotamy nilowe, bizony, żubry, anoa, łosie, renifery, jelenie, mundżaki, sarny, zebry, takiny, nahury, tary, kozice, owce grzywiaste arui, wielbłądy dwugarbne, gwanako, wikunie, konie Przewalskiego, kangury parma, walbie Benetta, antylopy bongo, antylopy addaks, antylopy szablorogie, antylopy eland, antylopy blesbok, antylopy oryks szablorogi, antylopy oryks południowy, antylopy addaks, antylopy kob, uchatki, niedźwiedzie polarne, lwy, tygrysy, pantery mgliste, wilki europejskie, wielki grzywiaste, lamparty, hieny, karakale, jaguarundi, otocjony, mangusty lisie, ursony, mrówniki, pandy małe, kułany, tapiry anta, tapiry malajskie, orangutany, goryle, magoty, koczkodany, lemury, sajmiri, tamaryny, pieski preriowe, surykatki, rosomaki, psy kongijskie, dzioborożce, marabuty, ibisy, papugi, sowy, sępy, orły, warzęchy, pawie, żurawie, pingwiny pelikany, flamingi, dzikie kaczki, dzikie gęsi, tokko, salamandry, gawiale, anakondy, legwany, warany z komodo i inne. Wiele zwierząt widziałem po raz pierwszy. Nie udało mi się rozszyfrować gatunków. Większość z nich to małe ssaki drapieżne. W ogrodzie jest też mrówkojad, panda mała, ale ich nie widziałem. Po raz pierwszy zobaczyłem tutaj ursona, magota, warana z Komodo, salamandrę, psy kongijskie i inne małe ssaki drapieżne. Po długiej przerwie ponownie podziwiałem najmniejsze bydło świata - anoa i antylopy szablorogie.

Ogród dzieli się na dwie części. Strefa Afryki gdzie na jednym wielkim wybiegu mieszkają żyrafy, strusie, elandy, oryksy, blesboki i koby znajduje się po drugiej stronie ulicy. Dojście tylko dzięki mostkowi.

Wszystkie pawilony są zadbane i nowoczesne. Największe wrażenie zrobiły na mnie wybiegi kozowatych. U zboczu gór stworzono im iście górskie warunki do życia.

Bilet do ogrodu dla jednej osoby dorosłej kosztuje 200 koron czeskich. Dodatkowo proponuję kupno mapki w cenie 5 koron czeskich. Obsługa w kasie do najuprzejmiejszych nie należy. Dojazd jest łatwy. Wsiadacie w metro linia czerwona stacja Florenc, wysiadajcie na stacji Nadrazi Holeszowice. Następnie przesiadka do autobusu linii 112 kierunek ZOO i jesteście na miejscu. Dobowy bilet na transport publiczny kosztuje 110 koron czeskich. 1 korona to 17 gr, 100 koron 17 zł.

Zdjęcia mojego i siostry autorstwa znajdziecie:
Album 1 dostępny jest TUTAJ.
Album 2 dostępny jest TUTAJ.

wtorek, 18 lipca 2017

Relacja z wycieczki do Krakowa 2017.

Rynek Główny
Jak już wspomniałem w poniższym poście pierwszą część dnia spędziłem w ogrodzie zoologicznym. Po południu wsiadłem w autobus linii 134 i dojechałem do dawnego hotelu Cracovia. Stamtąd pojechałem autobusem do Wawelu. Przeszedłem się wzdłuż Wisły, doszedłem do smoka wawelskiego, później udałem się  na Wawel. Turystów było dużo, zwłaszcza obcokrajowców. I tutaj lekkie zdziwienie, gdyż anglików było jak na lekarstwo. Głównie byli Niemcy, Hiszpanie, Węgrzy. Zrobiłem sobie kilka pamiątkowych zdjęć i poszedłem dalej. W tym roku stwierdziłem, że odwiedzę Stradom i Kazimierz. Na Stradomiu poszedłem na Plac Nowy. Jest to charakterystyczne miejsce na mapie Krakowa, gdyż każdego dnia ustawiają się tam tłumy ludzi po zapiekanki. Prawdopodobnie to tutaj można je kupić najlepsze. Charakter tego placu jest czysto handlowy. Wokół niego znajdują się punkty z pamiątkami, kluby, kawiarnie. Stąd niedaleko jest na Plac Wolnica, który znajduje się na Kazimierzu. Tutaj z kolei serwują pyszne lody. Co prawda ich nie jadłem, ale długa kolejka mówiła sama za siebie. Nie chciało mi się stać i tracić czas, dlatego poszedłem dalej.  Gdy doszedłem do zabytkowego szpitala udałem się do głównej drogi, gdzie wsiadłem do tramwaju. Dojechałem na Prokocim, poszedłem do Tesco i kupiłem słodycze. Wróciłem do centrum, wysiadłem obok Wawelu i poszedłem na Rynek.

Wcześniej spacerowałem ulicą Grodzką, zboczyłem w przecinające deptak ulice. W każdym zakamarku starego miasta można zobaczyć coś wyjątkowego. Na rynku tradycyjnie był tłum ludzi. Większość to obcokrajowcy. Miejsce to jest mi doskonale znane, dlatego popatrzyłem i poszedłem Floriańską do barbakanu. Tutaj podobnie jak na rynku - tłumy ludzi chodzących tam i z powrotem. Z Barbakanu udałem się do Pałacu Czartoryskich. Pamiątkowe zdjęcia i kierunek dworzec PKP. Zajrzałem również do Galerii Krakowskiej. Na dworcu w lokalnej cukierni kupiłem dobre bułki słodkie. Blisko biedronki, dlatego traficie.

Lubię Kraków. To miasto ma specyficzny klimat. Mieszkańcy są dumni z tego, że są Krakusami. Widać to na każdym kroku, co mnie denerwuje. Powinni spuścić z tonu i przestać się wywyższać. Nie próbujcie z nimi rozmawiać o Warszawie. Nie lubią naszej stolicy i do dziś mają za złe, że Kraków nie jest już miastem stołecznym.  Myślę, że tytuł stolicy nie jest im potrzebny, gdyż przyciągają do siebie zdecydowanie więcej turystów niż Warszawa.

Jadąc tramwajem na Prokocim (linia numer 13) odkryłem nowe ciekawe miejsce Krakowa, gdzie trudno o turystę. Na tak zwanym Podgórzu znajdziecie piękne kamienice i place. Jest tutaj cicho i spokojnie. Przyjezdni się tutaj nie zapuszczają, a szkoda. Kraków to wielkie miasto i za każdym razem można odkrywać coś nowego.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

Relacja z wizyty w krakowskim ZOO 2017.

Żółw
W niedzielę wybrałem się na spacer po krakowskim ogrodzie zoologicznym. Tym razem nie byłem pierwszym klientem, gdyż znalezienie z rana otwartego kiosku w pobliżu dworca graniczy z cudem. W ogrodzie byłem przed godziną 11:00 Do kasy ustawiła się spora kolejka ludzi. W tym roku postanowiłem zmienić trasę zwiedzania i poszedłem w odwrotnym kierunku. Na początku zobaczyłem słonie, gady, ryby, małpy, hipopotamy karłowate, wikunie, konie Przewalskiego, arui, antylopy kob liczi, lamy i antylopy addaks. Później udałem się w kierunku wolier przy pawilonie zwierząt nocnych. Tutaj widziałem rysie, chausy, ostronosy, żbiki i szopa pracza. W noktarium udało mi się wypatrzeć nietoperze, leniwce, kuskusy i wielkomysz filipińską. Pozostałe zwierzęta gdzieś się pochowały. Później poszedłem w stronę wolier dla sów i żurawi. Po chwili doszedłem do nowo wybudowanych wielkich wolier dla lwów i jaguarów czarnych. W pozostałych wolierach mieszkały pantery chińskie, śnieżne i tygrysy. Z krainy wielkich kotów udałem się do mini-zoo, a następnie podziwiałem mundżaki, jelenie milu, osły, jelenie barasinga, daniele, antylopy nilgau i żyrafy. Wróciłem się jeszcze na górny chodnik, by zobaczyć kondory, wielbłądy, lemury, antylopy eland, strusie emu, strusie afrykańskie, walabie Benetta, orły i sępy. Dłuższą przerwę zrobiłem sobie obok wybiegów wielbłądów i żyraf.

Gdy już odpocząłem poszedłem zobaczyć jelenie europejskie, kułany, markury, żyrafy, tapiry, zebry, antylopy kob śniady, pingwiny, takiny, renifery, antylopy sitatunga, uchatki, pandę małą, marabuty. Wróciłem się na dolny chodnik, by podziwiać serwale, karakale, jaguarundi, otocjony, oceloty, borsuki, jeżozwierze, hirary, koty arabskie, wiewiórki trójbarwne, skunksy, wydry, ptaki wodne, ptaki ozdobne. Niestety większość wymienionych przeze mnie zwierząt była pochowana. Na koniec zostawiłem sobie surykatki, aguti, flamingi i ptaki ozdobne. Z ogrodu wyszedłem po godzinie 14:00. Frekwencja tego dnia była bardzo wysoka. Momentami ciężko było się dostać do jakiegoś wybiegu. Jak dla mnie za dużo ludzi, przez co zwierzęta się płoszyły, było za głośno co dodatkowo je stresowało. 

Od mojej ostatniej wizyty trochę się zmieniło. W ogrodzie nie zobaczymy już jaguarów cętkowanych, hien, wilków grzywiastych i gwanako. Nowością był lis polarny, którego nie widziałem. Wybudowano dwie wielkie woliery dla lwów azjatyckich i czarnych jaguarów. Na miejscu dawnej woliery lwa zamieszkały pantery śnieżne, a po panterach śnieżnych - pantery chińskie.Rysie zostały przeniesione do wolier przy nocnym pawilonie. Większą przestrzeń zyskały zebry. Ich wybieg został powiększony kosztem likwidacji sąsiedniego wybiegu dla strusi. Ich dom jest obecnie remontowany. Stare woliery kotowatych, które znajdują się na przeciwko małpiarni, wkrótce zostaną zlikwidowane. W ptaszarni było zdecydowanie mniej ptaków, zwłaszcza papug. Również w stawach wodnych było mniej zwierząt.

Krakowskie ZOO jest zadbane, rośnie tutaj dużo kwiatów, jest sporo ławek do odpoczynku i przede wszystkim czysto. Ogólnie placówka jest zadbana, ale ma tez swoje minusy. Większość wybiegów jest za ciasna. Przydałoby się je powiększyć tak jak zebrom. Woliery mimo, iż dobrze zagospodarowane są za małe. Najbardziej żal mi małp, zwłaszcza szympansów. Ich klatki są ciasne, zwierzęta się nudzą. Uważam, że nowa małpiarnia jest za mała. Ogród powinien pomyśleć nad ponownym jej wybudowaniem, ale tym razem trzeba pamiętać by tym przesympatycznym zwierzakom stworzyć duże przestrzenie do zabawy.

Gdy wychodziłem z ZOO do kasy ustawiła się gigantyczna kolejka. Otwarto trzy stanowiska, by szybciej obsłużyć klientów. Później musiałem dość długo czekać na autobus, gdyż wjazd do ZOO został zablokowany. Autobusy przy dużym natężeniu ruchu nie kursują zgodnie z rozkładem jazdy/ W tym roku do ogrodu jeżdżą niskopodłogowe solarisy najnowszej generacji, które wyposażone są w bagażnik do przewozu rowerów. Za jednorazowy bilet wstępu zapłaciłem 18 zł.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.