30 października 2020

Podsumowanie sezonu 2020.

Zamek Mirów. Fot: Edyta

Chyba nikt z nas nie spodziewał się takiego sezonu. W marcu ogłoszono sztuczną pandemię, która uziemiła wszystkich miłośników podróży. Przez dwa miesiące granice były zamknięte, obowiązywała kwarantanna narodowa, zakaz przemieszania się między miastami. To wszystko było nie do zniesienia. W głowie układałem od nowa plan na ten rok. Niestety nie udało nam się zrealizować wszystkich zamierzonych celów. Zazwyczaj kolejne wyprawy planujemy zimą. Tak też było i tym razem. Mieliśmy pojechać do Czech, na Słowację, Węgry i do Austrii. Oczywiście nie zapomnieliśmy także o Polsce. Niestety w jednej chwili nasze plany legły w gruzach. Musieliśmy zrezygnować ze wszystkich zagranicznych wycieczek. Nie chcieliśmy ryzykować, że w jakimś kraju będziemy musieli przechodzić kwarantannę. Stwierdziliśmy, że wyżej wymienione kraje poczekają na lepszy czas. Dziś już wiemy, że w sezonie 2021 również zrezygnujemy z podróży po świecie. Zostaniemy w Polsce, gdzie atrakcji jak i zabytków nie brakuje. Po tym jak musieliśmy zmienić nasze plany, narodziły się nowe. Niczego nie żałujemy. Wróciliśmy do kilku miast, które zwiedzaliśmy przed laty, poznaliśmy również dużo nowych miejsc. Ten sezon zainspirował nas do tego, by na nowo poznawać nasz kraj. Plan na 2021 rok już jest. Mam nadzieję, że nic się nie zmieni i będzie można go zrealizować. Wraz z Łukaszem i rodzinką chciałbym zwiedzić jak najwięcej miejsc, które obecnie znam tylko ze zdjęć. Poniżej zamieszczam szczegółowy opis naszych tegorocznych wycieczek. Do tej pory dzieliliśmy je na kraje, a dziś zrobimy to na województwa.

Sezon 2020 - Cyrk 
Jak nigdy byliśmy tylko w jednym cyrku, ale za to trzy razy. W marcu pojechaliśmy do Radomia na premierę spektaklu cyrku Arena. Tydzień później cyrkowcy przyjechali do Kielc. Zamknięcie gospodarki sprawiło, że cyrkowcy musieli zjechać na bazę. W czerwcu odbyła się druga premiera Areny, która miała miejsce w Skarżysku Kamiennej. Pod koniec lipca do Strawczynka przyjechał Cyrk Metropol. Program nas nie zachwycił, dlatego zamiast do cyrku, to pojechałem do krakowskiego ZOO. We wrześniu do Kielc przyjechał Cyrk Zalewski. Uznaliśmy z Łukaszem, że cena 50 zł za bilet jest nieadekwatna do jakości oferowanych usług. Program nas niczym nie zachwycił, dlatego odpuściliśmy. 

Sezon 2020 - ZOO
Ten sezon nie był obfity w ogrody zoologiczne. Mieliśmy w planach kilka zagranicznych placówek, ale sztuczna epidemia zmusiła nas do zmiany planów. Postawiliśmy więc na Polskę. 

W tym sezonie mieliśmy okazję zobaczyć następujące ogrody zoologiczne:
Świętokrzyskie - Leśne Zacisze x4 
Małopolska - Kraków 
Śląskie - Chorzów 
Mazowieckie - Płock, Warszawa 

Do Płockiego ZOO wróciliśmy po trzech latach. W planach zamiast Chorzowa była Łódź, ale ostatecznie zmieniliśmy kierunki. Ja chciałem do Łodzi, Łukasz nie chciał tam jechać, więc samemu udałem się do Chorzowa. Myślałem też o prywatnym zwierzyńcu w Wilkowicach, ale zabrakło nam czasu. 

Sezon 2020 - Turystyka (wycieczki) 
Mimo zmiany planów jesteśmy bardzo zadowoleni ze wszystkich tegorocznych wycieczek. Udało nam się zobaczyć wiele miejsc, których do tej pory nie widzieliśmy. Postawiliśmy na Zamki, Skanseny, Klasztory i Starówki. Po każdej wycieczce apetyt na kolejną rósł coraz bardziej, jednak zbliżająca się jesień krzyczała, że co masz zobaczyć na siłę, w tym roku, zobacz na luzie w przyszłym sezonie. I tak też zrobiliśmy. Daleko nie jeździliśmy, bo jak się okazuje, blisko też jest fajnie. W tym roku dominowały dwa województwa - świętokrzyskie i małopolska. 

W sezonie 2020 mieliśmy okazję zwiedzić:
Świętokrzyskie - Kielce Południe, Gmina Strawczyn, Wilków, Ciekoty, Huta Szklana, Święty Krzyż, Brody, Nowa Słupia, Opatów, Ujazd, Kopiec, Busko Zdrój, Ostrowiec Świętokrzyski, Starachowice, Zakrucze, Podzamcze Piekoszowskie, Chęciny. 
Małopolska - Kraków, Korzkiew, Czerna, Rudno, Lipowiec, Chrzanów, Lanckorona, Kalwaria Zebrzydowska, Sucha Beskidzka, Nowy Sącz, Stary Sącz, Wola Krogulecka, Nowy Wiśnicz, Dobczyce. 
Śląskie - Katowice, Złoty Potok, Mirów, Bobolice, Morsko, Ogrodzieniec. 
Podkarpackie - Rzeszów, Kolbuszowa.
Lubelskie - Lublin. 
Mazowieckie - Warszawa, Płock, Wiączemin Polski, Dobrzyków, Radom, Szydłowiec.

W sezonie 2020 mieliśmy okazję zwiedzić następujące Zamki i Pałace: 
Świętokrzyskie - Chęciny - Zamek, Krzyżtopór  (Ujazd) - Zamek, Podzamcze Piekoszowskie - ruiny Pałacu Tarłów 
Małopolska - Zamek Tenczyn w Rudnie, Zamek Korzkiew, Zamek Nowy Wiśnicz, Kraków - Wawel, Zamek Dobczyce, Zamek Lanckorona, Zamek Lipowiec, Zamek Suski w Suchej Beskidzkiej 
Śląskie - Zamek Bobolice, Zamek Mirów, Zamek Bąkowiec w Morsku, Zamek Ogrodzieniec, Pałac Krasickich i Raczyńskich w Złotym Potoku. 
Lubelskie - Zamek Lublin 
Podkarpackie - Zamek Lubomirskich w Rzeszowie 
Mazowieckie - Zamek Szydłowiec, Pałac na Wodzie Łazienki Królewskie Warszawa, Pałac Kultury i Nauki Warszawa 

W sezonie 2020 mieliśmy okazję zwiedzić następujące Skanseny i Osady: 
Świętokrzyskie - Osada Neolityczna w Kopcu, Osada Średniowieczna w Hucie Szklanej 
Małopolska - Skansen Dobczyce, Skansen Nowy Sącz 
Śląskie - Gród na Górze Birów w Ogrodzieńcu 
Podkarpackie - Skansen Kolbuszowa
Lubelskie - Skansen Lublin 
Mazowieckie - Skansen w Wiączeminie Polskim, Skansen w Radomiu 

W sezonie 2020 mieliśmy okazję zwiedzić następujące Klasztory, Sanktuaria i Ważniejsze Kościoły:
Świętokrzyskie - Klasztor Karczówka Kielce, Klasztor Ojców Oblatów Święty Krzyż, Sanktuarium Maryjne i Klasztor Karmelitów Bosych w Piotrkowicach
Małopolskie - Sanktuarium Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej, Klasztor Karmelitów Bosych w Czernej, Klasztor Klarysek w Starym Sączu, Kościół Nawiedzenia NMP wraz z klasztorem w Suchej Beskidzkiej. 
Mazowieckie - radomskie kościoły i bazylika katedralna, Kościół Farny w Szydłowcu. 

W sezonie 2020 mieliśmy okazję zwiedzić Obóz Koncentracyjny Lublin Majdanek 

W sezonie 2020 po raz pierwszy zwiedzaliśmy następujące miejscowości: 
Świętokrzyskie - Starachowice, Kopiec, Zakrucze, Podzamcze Piekoszowskie
Małopolska - Korzkiew, Rudno, Lipowiec, Czerna, Chrzanów, Sucha Beskidzka, Lanckorona, Kalwaria Zebrzydowska, Nowy Wiśnicz, Dobczyce, Nowy Sącz, Stary Sącz, Wola Krogulecka 
Śląskie - Złoty Potok, Ogrodzieniec, Mirów, Bobolice, Morsko 
Podkarpackie - Kolbuszowa 
Mazowieckie - Szydłowiec, Wiączemin Polski, Dobrzyków 

Co roku regularnie odwiedzamy:
Świętokrzyskie -  Leśne Zacisze
Małopolska - Kraków 
Śląskie - Katowice 

Po rocznej przerwie odwiedziliśmy:
Mazowieckie - Warszawa 

Po kilku latach wróciliśmy do:
Świętokrzyskie - Opatów, Ujazd, Busko Zdrój, Ostrowiec Świętokrzyski, Chęciny, Święty Krzyż
Podkarpackie - Rzeszów 
Lubelskie - Lublin 
Mazowieckie - Radom, Płock 

Statystyka Bloga:
Ilość postów: 40, w ubiegłym roku było ich 36 
Ilość galerii zdjęć: 72, w ubiegłym roku było ich 53 

Nikt z nas nie wie co nas czeka w przyszłym roku. Patrząc na to co się teraz dzieje można wywnioskować, że odbudowa turystyki potrwa latami. Myślę, że większość Polaków zdecyduje się na zwiedzanie naszej ojczyzny. Podobnie będzie w innych krajach. Dziś obcokrajowiec u nikogo nie jest mile widziany. Swoimi wycieczkami wspomogliśmy polską turystykę. Kupowaliśmy bilety wstępu, bilety kolejowe, jedliśmy w restauracjach. Nasze pieniądze zostały dobrze wydane i nie żałujemy każdej wydanej złotówki. Jak już wspomniałem, w przyszłym roku również zostajemy w Polsce. Nasz kraj również zachwyca i ma wiele miejsc, których jeszcze nie widzieliśmy, a wiemy, że są urokliwe. Po raz drugi postawimy na Polskę. Na ten moment nie wiem kiedy zdecydujemy się na zwiedzanie naszych ulubionych krajów. Najpierw obejrzymy to co nasze, a później to co cudze. 

Z tego miejsca chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy nas ugościli. Szczególne podziękowania należą się rodzinie Zawadzkich, z ZOO Leśne Zacisze, oraz rodzinie Złotorowiczów, z cyrku Arena. 

Przed nami kolejny rok pełen wrażeń. Wierzymy, że po raz kolejny zainspirujemy Was do podróży. Wszystkim naszym czytelnikom życzymy zdrowia i udanych wycieczek. Dziękujemy za każdą chwilę spędzoną z nami. Pamiętajcie, że zimą również możecie nas oglądać. Mam nadzieję, że nasze propozycje wycieczek na tyle was zainspirują, że w przyszłym roku pojedziecie naszym szlakiem. Do zobaczenia na trasie wiosną 2021 :) 

29 października 2020

Relacja z wizyty w ZOO Leśne Zacisze - październik 2020.

Nowymi mieszkańcami ZOO są samice daniela. Fot: Erwin 

Rano rodzice jechali na cmentarz do Piotrkowic, więc postanowiłem się z nimi zabrać i pojechać do ogrodu zoologicznego Leśne Zacisze. Po przekroczeniu bramy ZOO udałem się na spotkanie z panem Pawłem – właścicielem ogrodu. Tradycyjnie rozmawialiśmy na tematy związane z bieżącą sytuacją w ZOO. Około godziny 11:00 rozpocząłem zwiedzanie. Tym razem poszedłem od końca. Najpierw zajrzałem do ptaków wodnych, żurawia białoszyjego, lwa, serwala, szopów praczy i ptaków ozdobnych. Później udałem się do mini – zoo, gdzie podziwiałem kilkudniową ośliczkę. Ze zwierzyńca skierowałem się do strefy leśnej, gdzie mieszkają jeleniowate, bawół i nilgau. Dalej dreptałem w kierunku zebr, muflonów, arui, jeżozwierzy. Później musiałem się wrócić do antylop. Dalsze zwiedzanie kontynuowałem od blesboków i kierowałem się w stronę elandów, garn, gwanako, ibisów, mar patagońskich, pekari obrożnych, emu, wielbłądów, surykatek i strusi afrykańskich. Na koniec zajrzałem do bawołów indyjskich, mundżaków chińskich, legwana. Spacer zajął mi 4 godziny. Kiedy wychodziłem zaczął padać deszcz. Zanim opuściłem ogród porozmawiałem z Karoliną, córką właścicieli. Na temat zwierząt możemy dyskutować bez końca. Spacer w deszczu po lesie dobrze mi zrobił. Zapach przyrody był naprawdę piękny. Do domu wróciłem autobusem linii numer 208. 

Za każdym razem kiedy jestem w Zaciszu zauważam wiele zmian. Tak samo było i tym razem. Papuga ara zamieszkała wspólnie z dzioborożcami trąbowymi. Osioł Poitou przeprowadził się do mini – zoo. Zanim trafi na swój wybieg obok bydła szkockiego pomieszka chwilę z krowami i kozą. Dawny wybieg dzików został zmodernizowany i obecnie zajmują go siki wietnamskie. Stado danieli powiększyło się o trzy samice. Dawny wybieg antylop nilgau zajmuje młody samiec antylopy sitatunga. Jak dorośnie dołączy do dorosłego dziś samca i samicy. Strusie emu mieszkające na dawnym wybiegu elandów zostały przeniesione na dwa inne wybiegi. Para tych australijskich nielotów przeniosła się obok wybiegu drugiej pary emu. Dawniej ten wybieg zajmował struś afrykański. Trzeci emu zamieszkał z walabiami Benetta. Na dawnym wybiegu elandów, który przez jakiś czas zajmowały emu, obecnie mieszka para strusi afrykańskich. Nie dawno do ZOO przyjechała samica, tych największych ptaków na ziemi. Strusie nandu zostały przeniesione na nowy wybieg obok oryksa szablorogiego, na wprost wielbłądów. Biała samica nie mieszka już sama, lecz z trójką szarych małolatów (śmiech). Lemury białolice opuściły swoją wolierę i udały się do pawilonu zimowego. Wybieg bernikli obok baru zajmuje młody żuraw białoszyi. Upragnionego potomstwa doczekały się surykatki. 

Jeżeli chodzi o inwestycje, to gotowe są już nowe wybiegi. Pierwszy znajduje się obok antylop nilgau. Zlokalizowany jest w lesie, więc jest idealny dla zwierząt żyjących na takiej przestrzeni.  Drugi jest obok wspomnianego i graniczy z wybiegiem bawoła. Tutaj są skałki, dlatego można się spodziewać zwierzaka żyjącego w klimacie górskim. Obok wybiegu jeżozwierza indyjskiego, powstał kolejny średniej wielkości wybieg. Obecnie trwa budowa kolejnego, znajdującego się obok niego, czyli na wprost muflonów. W strefie leśnej wymieniono ogrodzenia, na drewniane. Świetnie to wygląda. Obok wybiegu wielbłądów stanęła wielka tablica edukacyjne poświęcona nieświszczukom, znanym nam bliżej jako pieski preriowe. Pojawiły się także nowe tablice z napisem kierunek zwiedzania.

Tym razem nie udało mi się wypatrzeć wspomnianych lemurów białolicych, tradycyjnie ostronosów rudych, dzioborożców trąbiących, jeżozwierzy indyjskich, żółwi pustynnych.

Jesienią ZOO Leśne Zacisze wygląda zjawiskowo. Kolorowe drzewa, szumiące liście, zapach lasu i odgłosy zwierząt to istny raj na ziemi. Czułem się jak wielka gwiazda, gdyż wszystkie zwierzęta mnie obserwowały z ukrycia jak jakiegoś celebrytę. W ZOO gości było mało, co jest normalne o tej porze roku. Choć w ciepłe dni polecam wam spacer po Leśnym Zaciszu. Na pewno będziecie zadowoleni. Patrząc na ogrom prac już nie mogę doczekać się wiosny. Jestem ciekaw czym zaskoczą mnie właściciele ogrodu. W Leśnym Zaciszu czuje się jak u siebie w domu. Dobrze mi tu, dlatego chętnie tutaj wracam. Mam nadzieję, że zdjęcia zachęcą Was do wizyty w ZOO. Jeżeli nie teraz, to wiosną.

Chciałbym również serdecznie podziękować Państwu Zawadzkim, za gościnę, dobre słowo i miłe pogawędki. Do zobaczenia wiosną 2021.

Zdjęcia mojego autorstwa znajdziecie TUTAJ.

11 października 2020

Relacja z wycieczki do Katowic - październik 2020.

Wizytówką miasta jest Spodek. Fot: Erwin 

W sobotę wybrałem się na wycieczkę do Katowic. Z Kielc wyjechałem pociągiem o godzinie 6:19. Na miejscu byłem przed godziną dziewiątą, Pierwszym i najważniejszym punktem tej wyprawy była wizyta w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym. Spacer po ZOO zajął mi ponad sześć godzin. Więcej na ten temat przeczytacie w poście poniżej. Na zwiedzanie miasta miałem jedynie półtorej godziny. Ponieważ zapadał zmrok musiałem zdecydować gdzie pójść. Ponieważ Katowice już dobrze znam i większość centrum już widziałem, dlatego postanowiłem pójść pod Spodek. Odbywał się tutaj festiwal Food Trucków. Obok Spodka znajduje się Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Specyficznej architektury budowla posiada taras widokowy skąd można zobaczyć panoramę ścisłego centrum. Niestety w jednym punkcie widok psuje wysoki wieżowiec. Obecnie Spodek i Centrum Kongresowe stanowią miejscówkę młodych mieszkańców miasta. Lubią tutaj przesiadywać, spożywać alkohol, burgery i inne. Później poszedłem pod gmach Filharmonii Śląskiej. Zobaczyłem fontanny i udałem się w kierunku skweru, gdzie stoi pomnik generała Jerzego Ziętka. Na koniec kierunek Rynek, gdzie odbywała się druga część festiwalu jedzenia na kółkach. Przed pójściem na dworzec zrobiłem zakupy w Galerii Katowickiej. Pociąg kolei regionalnych wyjeżdża o godzinie 19:04 i w Kielcach jest na 21:27. 

Jak nigdy moja wycieczka po stolicy województwa Śląskiego nie była jeszcze tak skromna. Jednak jesienią pociąg ma inne godziny kursowania i ma się mniej dnia na zwiedzanie. Poza tym słońce zachodzi tak szybko. Mój wyjazd był spontaniczny. Po prostu chciałem przed zimą zaliczyć jeszcze wizytę w ZOO. 

W niedzielę do Katowic pojechała moja siostra. Była zachwycona Muzeum Śląskim. Mam nadzieję, że ta cała sraczko pandemia się już skończy i za rok bez maski na spokojnie będę mógł zobaczyć to miejsce. Katowice to bardzo bliskie memu sercu miasto. Znam tu wiele miejsc, czuję się jak w domu. Nic nie jest mi obce. Jednak sąsiednie miasta nie przykuwają już tak bardzo mojej uwagi. Może dlatego, że ich rozwój się zatrzymał? Katowice przyciągają inwestorów, rozwijają się, to jest normalne dla stolicy regionu. Jednak tak blisko są miasta, które bez wsparcia inwestorów nadal będą straszyć szarością i ruinami.  

Tak naprawdę już w czasie wakacji planowałem wrześniowy wypad do ZOO Wilkowice i Bytomia. Ponieważ Śląsk zrobił się żółty i czerwony moje plany wycieczkowe legły w gruzach. Nie chciałem trafić na bezpodstawną kwarantannę. Później narodził się plan wycieczki do ZOO w Chorzowie i Mikołowa. Też go nie zrealizowałem. Mam nadzieję, że te dwa miasta zaliczę w przyszłym roku przy sprzyjających turyście okolicznościach. 

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

Relacja z wycieczki do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego w Chorzowie - październik 2020

Samica antylopy kudu wielkie. Fot: Erwin 

Wczoraj wybrałem się na spacer do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego w Chorzowie. Zanim wszedłem na teren ogrodu zrobiłem sobie śniadanie na świeżym powietrzu. Około godziny 10:00 kupiłem bilet w cenie 20 zł. Dodatkowo poprosiłem o tegoroczną mapkę. Zapłaciłem za nią 1 zł. Śląskie ZOO na tle innych wyróżnia się tym, że jest tanie. Za książkowy przewodnik płaci się 10 zł, za przewodnik jubileuszowy 15 zł. Przed wejściem osoba kontrolująca prosi i dezynfekcję dłoni. Dokładnie patrzy czy klienci stosują się do tych zaleceń. Na terenie ZOO jest kilkanaście dozowników z płynem. Mało kto już z nich korzystał. Ludzie dotykali dosłownie wszystkiego – poręcze, szyby, ławki itd. Nikt po nich niczego nie dezynfekował. Zwiedzanie ogrodu zacząłem od klatek z małymi ssakami. Później udałem się w kierunku ptaków, osłów, emu, gepardów i egzotarium. W pawilonach są limity osób, w jednym czasie. Nikt z obsługi nie stoi i nie liczy ile osób przebywa w pomieszczeniu, w danym momencie. Następnie poszedłem. w kierunku gibbonów, nandu, wilków grzywiastych, bizonów, wielkich kotów i niedźwiedzi. Idąc dalej doszedłem do antylop, surykatek, małp, pingwinów, pand małych, żyraf. Na dużym stawie pomiędzy żyrafami, a słoniami nie ma już pelikanów. Po wyjściu ze słoniarni udałem się do alpak, jeleni, nilgau, kucyków. Ostatnim punktem były wybiegi antylop, lemury wari, flamingi i marabut. Później wróciłem się jeszcze do pingwinów i dalej w kierunku wejścia od strony ulicy Złotej. Po wyjściu z toalet kierowałem się do gepardów, osłów, małych ssaków i do wyjścia. Spacer zajął mi ponad 6 godzin. 

Zapewne jesteście ciekawi jak wygląda zwiedzanie ogrodu w czasach pandemii. Zwłaszcza teraz kiedy w całym kraju jest reżim. Na szczęście nie jest źle jak to pisano na oficjalnym profilu ogrodu. Jeżeli chodzi o frekwencję do do godziny 11:00 były pustki, później zrobiło się tłoczno. Około godziny 15:00 zaczęło się robić luźniej, a później była już tylko garstka osób. Połowa odwiedzających nosiła maseczki, druga połowa nie. Ludzie komentowali, że nie po to przyszli na tereny zielone, by się dusić. Również nie chodziłem w masce. Taka sama sytuacja jest wśród personelu. Z pośród osób, które spotkałem na swojej drodze ponad połowa nie nosiła maseczek. Zresztą teraz trudniej jest o spotkanie z opiekunami zwierząt. Był taki moment, że przez 2 godziny nikogo nie widziałem. Na pewno spacer w maseczce jest ogromnym utrudnieniem i nie pozwala delektować się pięknem przyrody. Maski parują, robią się wilgotne, nie pozwalają swobodnie oddychać. Można je włożyć na chwilę, ale nie na godzinę. Każą nam nosić maseczki, a nikt nie dezynfekuje miejsc dotykanych przez gości. Ludzie palcami dotykali ogrodzenia, szyb, siadali na ławkach, dotykali mapy i tablice edukacyjne. Co to jest za walka skoro zatykamy nos, a wszystko inne nie. Podobno wirus na samych dłoniach żyje 7 godzin. Parodia tego wirusa wykańcza ludzi i na pewno jako naród wyjdziemy z tego mocno poszarpani.

Teraz napiszę o tym, na co najbardziej czekacie. Jak co roku można dostrzec zmiany jakie zaszły w ZOO. Od mojej ostatniej wizyty. w czerwcu ubiegłego roku sporo się zmieniło. Żurawie mandżurskie opuściły wybieg obok flamingów i zamieszkały w wolierze, którą kiedyś zajmował orzeł. Patrząc na tabliczki orzeł przeniósł się do drugiego orła obok kondora. Klatkę zajmowaną kiedyś przez skunksa zajmuje teraz serwal. Skunks mieszka, w klatkach małych ssaków przy wejściu głównym. Otwarty został wybieg dla pingwinów. Znajduje się on tuż obok starej żyrafiarni na wprost pand małych. Nowa inwestycja jest ok. Tutaj dobrze pomyślano nad tym, by można było podglądać ptaki pod wodą. Na wprost basenu ulokowano kilka ławek. Wybieg jeleni milu został pomniejszony. Wydzieloną część zajmują kozy i owce. Antylopy eland obecnie zajmują wybieg obok żyraf. Żyrafy mieszkają same, a zebry na swoim dotychczasowym wybiegu. W ogrodzie nie zobaczymy już antylopy gnu brunatnej. Jej wybieg stoi pusty, choć jest tabliczka, że zajmują go addaksy. Dwie wikunie zamieszkały na wybiegu obok kobów deffassa. Drugą połówkę w kierunku zebr rzekomo zamieszkuje addaks, ale nie ma tam żadnego zwierzęcia. Nowy duży wybieg stanął tuż przy wejściu głównym. Zajmuje go para rosomaków. Miko czarne mieszkają teraz w pawilonie małp, a nie antylop. Mini ZOO było już nieczynne. Około godziny 16:00 część zwierząt zamknięto już w pawilonach. Późnym popołudniem zwiedzający nie wiele już zobaczą. ZOO czynne jest do godziny 18:00, ale najlepiej zwiedzać je z rana. 

W pawilonie pazurkowców przydałoby się umyć szyby. Na zdjęciach widać, że zamiast zwierzaka są plamy.

W ZOO zainwestowano też w nowe ogrodzenia. Wymieniono płot na wybiegu wikunii, sik wietnamskich, kudu wielkich i postawiono na wybiegu oryksów szablorogich, obok bizonów. Nowe ogrodzenie jest estetyczne, ale niefunkcjonalne. Zamiast zwierząt widzi się kratę, bo tak małe oczka zrobili. Jeszcze jest sporo ogrodzeń, które należałoby wymienić. Mnie najbardziej podobają się drewniane. Takie są w sąsiednim Krakowie.

Obecnie naprzeciwko wybiegu bizonów, obok toalet powstaje nowy wybieg dla panter śnieżnych. Widziałem też słynną na cały kraj pumę o imieniu Nubia. Zwierzę spało na oponie.

W ZOO jest zdecydowanie mniej zwierząt i to widać na każdym kroku. Nie ma już dużych stad antylop. Jedynie nial grzywiastych było ponad dziesięć. Podczas spaceru widziałem dwa elandy, cztery addaksy, cztery kudu wielkie bez samca, dwa koby liczi (a było ogromne stado), dwa oryksy szablorogie, 6 kobów defassa, z czego 3 to młode, trzy nilgau, jedną samicę sitatungi (było ogromne stado). Mniej było wielbłądów, lam, alpak, sik wietnamskich. Widziałem trzy zebry bezgrzywe, do których zwiedzający mają ograniczony dostęp. Coraz mniejsza ilość zwierząt to nie tylko problem Chorzowa, ale też innych ogrodów zoologicznych. Zapewne pamiętacie moją relację z Płocka, gdzie pisałem o zmniejszonej liczebności stad. Teraz podczas sztucznej pandemii, kiedy gospodarka się wali, ogrody zoologiczne otrzymają od samorządu dużo mniejsze środki na utrzymanie. Ponieważ wykarmienie zwierząt nie jest tanie, to ogrody będą zmuszone ograniczyć ich liczebność. To jest oczywiście czarny scenariusz, ale jakże realny. 

Podczas spaceru naszło mnie bardzo dużo myśli. Ogólnie czułem smutek tego miejsca. Brakowało mi tej radości, werwy, chęci do życia. Ludzie oglądali zwierzęta w ciszy, same zwierzęta były bardzo znudzone. Część z nich nie wyszła nawet na wybieg. Może taki dzień, a może jesienna chandra, a może znudzenie? Doszedłem do kilku uwag. Uważam, że serwal powinien zostać przeniesiony do dwóch większych klatek po rysiu, który niedawno odszedł na drugą stronę życia. Klatka po skunksach jest dla niego za mała. W słoniarni mieszka żółw sępi, który ma ciasne terrarium. Gad jest ogromny i nie bardzo ma jak się ruszać. Tutaj dałbym mu większe terrarium. W słoniarni jest jedno wolne, można by je do tego wykorzystać lub przesiedlić jakieś małe jaszczurki.

Przed laty Śląskie ZOO było moim ulubionym ogrodem zoologicznym. Zbiegiem lat czuję do niego sentyment i przyzwyczajenie. Ogród potrzebuje ogromnego zastrzyku gotówki, by wyremontować wszystkie stare obiekty, które swoje lata świetności mają już dawno za sobą. Na wybranych odcinkach należałoby wymienić nawierzchnię alejek.

Podczas spaceru uważajcie na wiewiórki. Nie raz dostałem od nich kasztanem z drzewa. Jest ich bardzo dużo i wariują na drzewach (śmiech). Wśród dziesiątki rudzielców udało mi się zobaczyć jedną czarną.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ

03 października 2020

Relacja z wycieczki na Zamek Korzkiew, Klasztoru w Czernej, Zamku Tenczyn, Zamku Lipowiec i Chrzanowa - październik 2020.

Ruiny Zamku Tenczyn w Rudnej. Fot: Erwin 

Zamek Korzkiew 

Dziś wybrałem się z Łukaszem na wycieczkę, w okolice Krakowa i Chrzanowa. Z Kielc wyjechaliśmy o 7:30 i po niespełna półtorej godzinie byliśmy już na Zamku w Korzkwi. Znajduje się on na Szlaku Orlich Gniazd, nieopodal Krakowa. Wybraliśmy drogę przez Jędrzejów, Książ Wielki, Gołczę. Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym dolnym parkingu. Za darmo staniecie także przed samym Zamkiem. Zobaczyliśmy sobie budowlę od wewnątrz, a następnie udaliśmy się do kasy biletowej. Bardzo miła Pani poinformowała nas, że w dniu dzisiejszym wejściówki są tańsze, ponieważ przewodnik był chory. Każde z nas zapłaciło 10 zł za wstęp. Dodatkowo kupiłem magnes, w cenie 10 zł. Pani kasjerka zaprosiła nas na dziedziniec Zamku i opowiedziała o jego historii. Obecnie Zamek jest w rękach prywatnych i oprócz ekspozycji stałej dla gości jest też możliwość wynajmu pokoi hotelowych. Jednorazowo w hotelu może spać 10 osób. Na dziedzińcu jest dużo roślinności. Sam Zamek otoczony jest parkiem. Miejsce idealne na rodzinny spacer. Indywidualnie zwiedziliśmy wszystkie udostępnione sale. Widzieliśmy zwierzęce trofea, meble, kominki, porcelanę, szable, dywany. Na koniec wspinaliśmy się na basztę widokową. Toalety dla gości są bezpłatne. Wychodząc porozmawialiśmy z panią kasjerką. Naprawdę przemiła osoba, miłośniczka podróży i Zamku. Jak będziecie kiedyś, w tym miejscu to nie bójcie się zagadać do miłej pani. Korzystając z okazji serdecznie pozdrawiamy :) Zamek nam się podobał, ma swój klimat, cały czas jest odbudowywany. Kiedy świat nie oszalał z powodu fikcyjnej pandemii, to na Zamku organizowano liczne imprezy historyczne. Sam Zamek możecie wynająć na imprezy rodzinne jak i firmowe. Na pewno kiedyś jeszcze tutaj wrócimy i Wam serdecznie polecamy to miejsce. 
Dodam jeszcze, że dzięki uprzejmości pewnego Pana widzieliśmy bardzo głęboką studnię. 
Na koniec zrobiliśmy sobie spacer po parku i zajrzeliśmy do ośrodka harcerskiego. Stoją tam dwa interesujące budynki. 

Klasztor Karmelitów Bosych w Czernej

Około 11:30 opuściliśmy Korzkiew i udaliśmy się do wsi Czerna, która znajduje się kilka kilometrów na północ od Krzeszowic. Po około pół godzinie byliśmy już na miejscu. Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu, obok samego Klasztoru. 
Klasztor Karmelitów Bosych zrobił na nas spore wrażenie. Najpierw widzieliśmy studnię i domy pielgrzyma, a później sam Klasztor. Zwiedziliśmy dwie kaplice i główny kościół. Wszystko znajduje się obok siebie, w jednym ciągu korytarza. Kościół był zdecydowanie skromniejszy, od tych widzianych już w tym roku, ale nam się bardzo podobał. Jest nie duży i ma swój klimat. 
Na przeciwko wejścia znajduje się skaliste wzniesienie, gdzie można wejść i podziwiać widoki. Wokół jest bardzo dużo zieleni. Na skałkach kończy się szlak drogi krzyżowej. Każda ze stacji przedstawia drogę Jezusa do zmartwychwstania. Widzieliśmy też cmentarz, gdzie chowani są mnisi. Nie byliśmy w muzeum diecezjalnym. Zwiedzanie Klasztoru zajęło nam godzinę. Miejsce godne polecenia. Cisza, spokój, przyroda, dużo zieleni. 

Zamek Tenczyn, w Rudnie

Przed godziną 14:00 udaliśmy się do Rudna, gdzie znajdują się ruiny Zamku Tenczyn. Do pokonania mieliśmy 12 km. Samochód zaparkowaliśmy na prywatnym parkingu. Opłata całodniowa wynosi 7 zł. Drożej, bo aż 10 zł zapłacicie najbliżej Zamku. Bilet wstępu każdego z nas kosztował 10 zł. Do tego dokupiłem magnes, w cenie 15 zł, choć są też i tańsze, ale mniej efektowne. Obecnie zachowały się jedynie ruiny Zamku. Goście mogą spacerować po dziedzińcu zamkowym, wejść na niewielką basztę, oraz na wieżę widokową, skąd tych widoków za wiele nie ma, bo przeszkadzają mury. Liczyłem na coś więcej. Na zdjęciach, czy filmach Zamek prezentował się efektowniej. Byłem przekonany, że niczym nie różni się od tego w Ogrodzieńcu. Jednak zwiedzanie go na żywo robi zupełnie inne wrażenie. Owszem, Zamek był duży, na pewno piękny, ale obecnie nie wiele tam zrobiono. Co można robić wśród ruin? Siedzieć na ławce, lub obejrzeć komiczną scenkę przedstawiającą mieszkańców Zamku. Odbywa się ona po wizycie przewodnika. Zamek można zwiedzać samemu lub o każdej pełnej godzinie z przewodnikiem. 
Zamek czynny jest tylko i wyłącznie w weekendy oraz dni świąteczne. 
Zrobiliśmy sobie jeszcze spacer wokół Zamku. Im dalej, tym wygląda lepiej. Ogólnie polecam to miejsce, ale jest mocno przereklamowane. Turystów było sporo jak na tą porę roku. 

Zamek Lipowiec 

Mając dużo czasu wolnego zdecydowaliśmy się na zwiedzanie Zamku Lipowiec. Znajduje się on tuż obok Skansenu pomiędzy wsiami Lipowiec i Wygiełzów. Wiedzieliśmy, że Zamek jest nieczynny, ale liczyliśmy na spacer wokół jego ruin. I tutaj lekko się przeliczyliśmy. Zamek znajduje się na szczycie góry, którą otaczają lasy. Więc poza murami i basztą nic nie zauważyliśmy. Zrobiliśmy sobie spacer wśród drzew, poczuliśmy zapach lasów, aktywnie spędziliśmy czas. Samochód zaparkowaliśmy obok cmentarza, więc kawałek drogi do przejścia było. 
Ogólnie nie polecam Wam tego zamku. Jest bardzo mały i na dzień dzisiejszy niedostępny dla gości. Myślę, że niewiele różni się od tego w Tenczynie. Na pewno jest dużo mniejszy, jednak jego stan jest prawie taki sam. Skansen również był nieczynny. Nie rozumiem decyzji władz gminy, że zamknęli swoje atrakcje. Nie sprzyja to promocji obu wsi, jak i dalszemu rozwojowi tych miejsc. Jako turyści, naprawdę nie macie tu po co przyjechać, bo pocałujecie tylko klamki. Przejazdem widząc kawałek Skansenu muszę przyznać, że to może być ciekawe miejsce na wycieczkę. Jednak prędko nie wrócę wte okolice. 

Chrzanów 

Po powrocie do samochodu ustawiliśmy nawigację do Kielc. Łukasz już nie miał siły na dalsze zwiedzanie. Było jeszcze widno, więc coś jeszcze bym zobaczył. Chciałem klasztor w Alwerni, ale GPS poprowadził nas do Chrzanowa. Ostatecznie zaparkowaliśmy obok Media Expert i udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Za wiele tutaj nie było. Po kilku minutach byliśmy na odrestaurowanym rynku. Część kamienic była odnowiona, część nie. Pewien dom handlowy bardzo szpecił to miejsce. Trochę ludzi siedziało na ławkach lub pod parasolkami. Niestety nieczynne były fontanny. Byliśmy także w kościele św. Mikołaja. Niestety była msza, wiec tylko popatrzyłem przez szybę. Obok na placu Tysiąclecia znajdował się pomnik chrzanowskiego orła, oraz niewielka lokomotywa. Sam plac nie grzeszy urodą, zwłaszcza gmach kina. 
Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy na kolacje do Mc Donald's. Później Łukasz musiał zaliczyć jeszcze Tesco, więc zrobiliśmy zakupy w hipermarkecie i udaliśmy się do domu. Tym razem nawigacja poprowadziła nas przez Olkusz, Miechów i Jędrzejów. 

Chrzanów, to bardzo smutne i depresyjne miasto. Rozwój się tu zatrzymał bardzo dawno temu. Turysta tutaj nic ciekawego nie znajdzie. Gdyby nie przypadek i ciekawość, to nigdy bym nie wpadł na pomysł, żeby zwiedzić Chrzanów. Mimo wszystko zajrzyjcie tu, by zobaczyć życie w mało interesującym mieście. Być może ludzie zaciekawią was na tyle, że postanowicie tutaj zostać. 

O 20:30 byłem już w domu. Z wycieczki tradycyjnie jestem zadowolony. Poniżej zamieszczam linki do zdjęć. 
Zdjęcia z Zamku Korzkiew, kliknij TUTAJ
Zdjęcia Klasztoru w Czernej, kliknij TUTAJ
Zdjęcia Zamku Tenczyn, kliknij TUTAJ
Zdjęcia Zamku Lipowiec, kliknij TUTAJ
Zdjęcia miasta Chrzanów, kliknij TUTAJ

22 września 2020

Relacja z wycieczki do Starego Sącza, Nowego Sącza i Woli Kroguleckiej - wrzesień 2020

Ratusz na Rynku w Nowym Sączu. Fot: Erwin

Stary Sącz 

W niedzielę wraz z rodziną wybrałem się na wycieczkę do Starego i Nowego Sącza. Z Kielc wyjechaliśmy o godzinie 6:00 i po około trzech godzinach byliśmy już na miejscu. Do pokonania mieliśmy 190 km. Wybraliśmy drogę przez Busko Zdrój, Nowy Korczyn, Szczurową, Brzesko i Tęgoborze. Najpierw dotarliśmy do Starego Sącza. Samochód zaparkowaliśmy przy ulicy 11 Listopada, nieopodal rynku. W weekendy parkowanie w ścisłym centrum jest bezpłatne. Pierwsza rzecz jaka nie spodobała mi się na rynku to ruch samochodów oraz parking. Jestem zdania, że główny plac w mieście i przylegające do niego ulice, powinny być wolne od pojazdów mechanicznych. Na rynku dominuje niska zabudowa, w stylu galicyjskim. Mieści się tu także Muzeum Regionalne, którego nie mieliśmy okazji zwiedzić. Nawet nie wiem, czy było otwarte. Na Rynku dominują sklepy, jest także restauracja. 

Z Rynku udaliśmy się do Klasztoru Sióstr Klarysek, gdzie mieści się Kościół św. Trójcy i Klary. Przed wejściem znajduje się Brama Seklerska i wieża. W 2018 roku obiekt ten został wpisany na listę pomników historii, w ramach akcji "100 pomników historii, na setną rocznicę odzyskania niepodległości". Klasztor, zrobił na nas dobre wrażenie. Bardzo ładne wnętrze kościoła, ciekawa architektura. Miejsce godne odwiedzin. Zrobiliśmy sobie też spacer wokół murów obronnych, do których przylega baszta. Blisko niej jest źródełko, gdzie miejscowa społeczność przychodzi po wodę. Z Klasztoru udaliśmy się do Kościoła św. Elżbiety Węgierskiej. Skromniejszy od klasztoru, ale sama budowla jest ładna. Wokół Kościoła dominuje niska zabudowa. Ulicą Kazimierza Wielkiego doszliśmy do Rynku. Zwiedzanie miasta zajęło nam półtorej godziny. Stary Sącz otaczają przepiękne góry Beskidu Sądeckiego. Mieliśmy okazję podziwiać także panoramę Tatr Wysokich. 

Sądecki Park Etnograficzny 

Ze Starego Sącza udaliśmy się do Sądeckiego Parku Etnograficznego, w Nowym Sączu. Do pokonania mieliśmy 14 km. Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu. Za wstęp zapłaciliśmy 8 zł od osoby dorosłej. Posiadacze karty dużej rodziny płacą 4 zł. Bilet upoważnia do wstępu na teren Skansenu, natomiast z powodu sztucznej pandemii wszystkie chatki są zamknięte. Niestety okna też są pozamykane, dlatego trudno jest zobaczyć wnętrze domków. Otwarte były Cerkiew i Kościół. Skansen znajduje się w lesie i przedstawia zabudowę, kulturę i tradycję górali sądeckich oraz Łemków. Cały park ma 21 ha i jego zwiedzanie zajmuje około 2 godziny. Przy niektórych chatkach były panie przewodniczki. Od jednej z nich dowiedziałem się, że przez małe okienka, w domach można było wypatrzeć wilki, które chętnie przychodziły do domostw, w poszukiwaniu jedzenia. 

Warto zwrócić uwagę na architekturę poszczególnych chatek. W tych rejonach Polski, budowano domy z całych bali, a nie z desek. Zazwyczaj domy były czarne. Kto chciał malował je na biało. Mnie urzekła ekspozycja sądeckich cyganów. Mieszkali oni w górach i tworzyli tam obozowiska. Świetnie to wygląda. W Skansenie nie zobaczycie zwierząt gospodarskich. Ogólnie miejsce to jest piękne, niby ma swój klimat, ale nie czuć tej wsi. Klimat, z dawnych lat trzeba po prostu sobie wyobrazić. Przed domkami nie ma opisów, dlatego w kasie poproście o mapkę, gdzie te opisy już są. Na terenie Skansenu nie zauważyłem toalet jak i punktów gastronomicznych. Nie godny zaufania bar znajduje się przy wejściu. Miejsce to nie cieszy się zbytnio popularnością. Zwiedzających nawet trochę było, w tym grupy zorganizowane. Mnie osobiście Skansen się bardzo podobał, jedynie nie rozumiem dlaczego nie można wejść do chatek. W czasach kiedy już mało kto wierzy w wirusa i kiedy inne skanseny są otwarte, to sądecki musi się czymś wyróżniać. Szkoda, że zamknięciem obiektów przed zwiedzającymi. Jedyny plus, to obniżona cena biletów. 

W skansenie można zobaczyć Ratusz, atelier fotografa i zegarmistrza, dwór szlachecki z Łososiny Górnej, pracownię garncarską, replikę budynku Ochotniczej Straży Pożarnej z Lipinek, koło Gorlic, kapliczkę św. Floriana, rekonstrukcję żydowskiej karczmy, sklep i warsztat sznycerza, z Krościenka, replikę gabinetu stomatologicznego z Lanckorony, sklep kolonialny, magiel, pocztę, zakład fryzjerski, szkołę, kościół katolicki, cerkiew prawosławną i wiele innych. 

Uwaga!!!

Kupując bilet warto go zachować, gdyż można opuścić skansen i pójść do Miasteczka Galicyjskiego i ponownie wrócić do Skansenu. 

Miasteczko Galicyjskie 

Podczas zwiedzania Skansenu udaliśmy się do Miasteczka Galicyjskiego. Tego dnia odbywał się tam zlot fanów starych samochodów i motocykli. Ludzi było bardzo dużo. Za wstęp zapłaciliśmy 5 zł. Magnesy kupicie od 6 do 12 zł. Toalety są bezpłatne. W Miasteczku Galicyjskim możecie zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Podczas spaceru widzieliśmy Ratusz, aptekę z gabinetem stomatologicznym, drukarnię, zakład fotograficzny, pracownie szewca, zakład fryzjerski, zakład krawiecki, wystawę figurek świętych i wiele innych. Miasteczko przypomina rynek miejski. Jest plac centralny, kamienice z prawej i lewej strony, ratusz górujący nad rynkiem, oraz karczma. Zwiedzanie karczmy zajęło nam półtorej godziny. Jak będziecie w Nowym Sączu koniecznie tutaj zajrzyjcie. Bilety ogólnie są droższe. Nam się udało skorzystać z promocji. Z okazji imprezy obniżono ceny dla wszystkich. Takie rozwiązanie jest bardzo fajne. W poszczególnych kamienicach byli przewodnicy, którzy chętnie opowiadali o historii danego miejsca i zastosowaniu danych przedmiotów. I tutaj jest mały absurd. W Miasteczku Galicyjskim można wszędzie wejść, natomiast w Skansenie nie, a oba miejsca przylegają do siebie. Gdzie tu sens i logika? Po zwiedzaniu Miasteczka Galicyjskiego, wróciliśmy do Skansenu i dokończyliśmy zwiedzanie. 

Nowy Sącz 

Kolejnym punktem naszej wycieczki, było ścisłe centrum Nowego Sącza. Samochód zaparkowaliśmy na Rynku. Tata zaprowadził nas do Ratusza, gdzie znajduje się restauracja. Zjedliśmy obiad i ruszyliśmy w dalszą podróż. Na Rynku dominuje niska zabudowa. Kamienice są odnowione, kolorowe i zadbane. Na środku Rynku stoi przepiękny Ratusz. Zapewne jest on dumą miasta. Budowla robi ogromne wrażenie. W niedzielę na Rynku odbywał się także konkurs piosenki dziecięcej. Sądecki Rynek jest naprawdę ładny i ma swój klimat. Do Rynku przylega ulica Jagiellońska, która pełni funkcję deptaka. Znajdują się tam piękne, choć zaniedbane kamienice. Mieszkańcy miasta lubią to miejsce. Deptak ma około 500 metrów. Zbyt wielu lokali gastronomicznych tam nie ma, ale miejsce jest idealne na spacery. 

Przy ulicy Tadeusza Kościuszki podziwialiśmy Kościół pod wezwaniem św. Kazimierza. Wnętrze nie powalało. Kościół jak na dzisiejsze czasy był skromny. Może to i lepiej, przynajmniej złoto nie raziło w oczy. Kolejnym obiektem sakralnym jaki zobaczyliśmy, to była Bazylika św. Małgorzaty - Sanktuarium Przemienienia Pańskiego. Kościół jest obecnie w remoncie. Jego wnętrze także było skromne, w porównaniu do innych kościołów jakie widzieliśmy, w tym roku. Wróciliśmy na Rynek i udaliśmy się w kierunku ulicy Piotra Skargi. Zwiedzaliśmy tu Jezuickie Centrum Edukacji. Myślę, że wnętrze kościoła było najładniejsze ze wszystkich widzianych w tym mieście. I na tym nasza wycieczka po mieście się skończyła. Ojciec stwierdził, że nic więcej ciekawego tutaj nie ma. Dopiero pisząc ten post zauważyłem, że w mieście jest Zamek. Żałuję, że go nie widziałem. 

Nowy Sącz, to bardzo ładne miasto, które wam polecam. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Jest dużo zabytków, piękny Rynek, deptak, Zamek, kościoły, Skansen, Miasteczko Galicyjskie. Okolica również zachęca do zwiedzania. Jedyne co mi się w Nowym Sączu nie podoba to ruch samochodowy na Rynku i przylegających ulicach. W Kielcach już dawno zrobili z tym porządek i po rynku mogą chodzić tylko piesi. Wyjątkiem są taksówki, ale mają wyznaczone miejsce postoju. Nowy Sącz, to idealne miasto na jednodniową wycieczkę. 

Wola Krogulecka 

Z Nowego Sącza udaliśmy się do Woli Kroguleckiej. Wieś położona jest 15 km na południe od miasta, w kierunku Piwnicznej Zdroju. To właśnie tutaj na szczycie góry Dzielnica (539 m.n.p.m), znajduje się platforma widokowa "Ślimak". Korzystanie z niej jest bezpłatne. Na gości czekają ławeczki, miejsce na ognisko lub grill, bezpłatna toaleta i przede wszystkim przepiękne widoki na Beskid Sądecki. Stąd wypatrzycie też Zamek Rytro jak i wierzchołki najwyższych tatrzańskich szczytów. W dolinie płynie rzeka Poprad. W weekendy jest tu bardzo dużo ludzi. 300 metrów od Platformy znajduje się bezpłatny parking. Droga na taras widokowy jest pod górę i momentami jest sporo ostrych zakrętów. Także trzeba jechać wolno. 

W tych widokach jakie podziwiać można z Platformy Widokowej, można się tylko zakochać....

Po zachodzie słońca opuściliśmy Wolę Krogulecką i udaliśmy się do domu. Tym razem GPS poprowadził nas przez Gródek nad Dunajcem, Wojnicz, Szczucin, Busko Zdrój. Kilometrów było więcej. W domu byliśmy na 23:30. 

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są: 
Stary Sącz, kliknij  TUTAJ 
Sądecki Park Etnograficzny, kliknij  TUTAJ
Miasteczko Galicyjskie, kliknij TUTAJ
Nowy Sącz, kliknij TUTAJ
Wola Krogulecka, kliknij TUTAJ

15 września 2020

Relacja z wycieczki do Osady Średniowiecznej w Hucie Szklanej, Muzeum Przyrodniczego ŚPN, Świętego Krzyża i Nowej Słupi - wrzesień 2020.

Święty Krzyż widziany od strony wschodniej szlaku drogi krzyżowej. 
Osada Średniowieczna w Hucie Szklanej 

W tym roku wrzesień nas bardzo rozpieszcza. Słoneczne i ciepłe dni zachęcają do podróży. W poniedziałek wybrałem się na Święty Krzyż. Z Kielc wyjechałem busem (przewoźnik Oparka, odjazd godzina 10:55, z pod dworca PKP, bilet normalny 7 zł, kierunek Huta Podłysica), i po około 40 minutach byłem już na miejscu. Bus zatrzymuje się w Hucie Szklanej i nie podjeżdża pod samą bramę Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Pierwszym punktem na mojej trasie była Osada Średniowieczna. Droga do niej prowadzi przez drewnianą karczmę, która serwuje dobre, regionalne potrawy. Bilet normalny kosztował mnie 12 zł, za magnes zapłaciłem 9 zł. Pani w kasie jest bardzo uprzejma, rozmowna i chętnie opowie o Osadzie. Z tego miejsca serdecznie panią pozdrawiam i mówię do zobaczenia, wkrótce. Zwiedzanie odbywa się we własnym zakresie. Na terenie Osady znajdują się drewniane chatki, miejsce do wypoczynku, kwiaty, mała architektura. Z powodu sztucznej pandemii okrojono liczbę pracowników, dlatego nie zobaczycie spacerujących Bab Jag, ani przewodników we wszystkich szałasach. Część szałasów nie ma żadnego wyposażenia – aż chciałoby się tam przenocować. W jednej chatce przeczytacie informacje na temat gwary świętokrzyskiej. Najwięcej uwagi poświęciłem jednak tym ekspozycjom, gdzie były przesympatyczne panie przewodniczki. W chatce garncarskiej, pani pokazała mi jak wyrabia się naczynia z gliny. Opowiedziała mi o procesach wytwarzania naczyń i wyjaśniła skąd się biorą ich kolory. W chatce pani zielarki dowiedziałem się wielu interesujących rzeczy.

Pani zielarka powiedziała, że jeżeli chcemy żyć długo i szczęśliwie, to powinniśmy korzystać z tego co dała nam natura. Dlatego na wszelkie dolegliwości najlepiej pić zioła, zamiast napojów i soków, wybrać kompot i wodę. Dowiedziałem się wielu ciekawych informacji na temat zastosowania ziół, ich właściwości leczniczych itd. Na miejscu można kupić herbatkę, kwiat uzdrawiający, którego nazwę zapomniałem, miętę, czy piołun. Bardzo miła pani pokazała mi, jak można żyć w zgodzie z naturą i korzystać z darów naszej ziemi. Nie trzeba kupować wyszukanych produktów chemicznych, w sklepach, ponieważ nasza ziemia oferuje nam samo bogactwo. Pamiętajmy, że szczęśliwi czujemy się wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi, leccy i najedzeni.

W ogrodzie na tyłach osady jest ławka – huśtawka. Zrobiłem sobie odpoczynek, zobaczyłem krowę, która niestety była sztuczna, słuchałem pianie koguta, delektowałem się przepięknymi widokami.

Osada jest nie duża. Przeciętnie można ją zwiedzić w 15 minut, jednak mnie zajęło to ponad dwie godziny. Po wyjściu zagadałem jeszcze z panią w kasie i obiecałem przesłanie tego tekstu. Z czystym sumieniem polecam Wam osadę. Na pewno przeżyjecie tu niesamowite chwile. Jestem pod wrażeniem tego miejsca i na pewno kiedyś tu wrócę. Jeszcze raz dziękuję za miłą gościnę.

Muzeum Przyrodnicze Świętokrzyskiego Parku Narodowego 

Po wyjściu z Osady udałem się w stronę przystanku dla meleksów. Dawniej na szczyt Łysej Góry woziła kolejka, dziś są to ekologiczne meleksy. Za przejazd zapłaciłem 10 zł. Jak zawsze nie obyło się bez przygód. Z turystów można się pośmiać. Po 10 minutach byłem już na Łysej Górze. Po drodze mijałem Gołoborze (w sezonie płatne 8 zł normalny, 4 zł ulgowy), i wielką wieżę satelitarną. Jak są burze, to pioruny w nią walą. Na Świętym Krzyżu byłem kilkakrotnie, ale nigdy nie udało mi się zobaczyć Muzeum. Postanowiłem to zmienić i zwiedzanie Klasztoru zacząłem właśnie od tego miejsca. Bilet normalny na wystawę przyrodniczą kosztuje 10 zł, na wystawę więzienną 3 zł. Kupiłem bilet, na obie. Najpierw pani zaprowadziła mnie do korytarza prowadzącego do cel. Zwiedzanie odbywa się we własnym zakresie. Zobaczyłem tutaj cele. W jednej jest wystawa, gdzie możecie przeczytać bardzo cenne informacje na temat tego miejsca. Okazuje się, że przed laty działało tu więzienie. Najpierw rosyjskie, a później polskie. Miało ono status o zaostrzonym rygorze. Więźniowie w celach nie mieli okien. Na noc zapalano im światło, by nie próbowali uciec z więzienia, choć zastanawiałem się nad tym jak to niby mieli zrobić, skoro wszędzie ściana, a drzwi były solidne. Ponadto miało to zapobiegać brutalnym atakom na tle seksualnym. Więźniowie wykonywali też różne prace rzemieślnicze. Ogólnie miejsce to nie wyglądało najlepiej. W kolejnej celi zobaczyłem manekiny więźniów śpiących na podłodze. Początkowo się ich wystraszyłem. Pierwsza myśl – zabalsamowane trupy. Koniecznie musicie to zobaczyć. Na wystawie więziennej byłem sam.

Ekspozycja przyrodnicza jest bardzo bogata. Zobaczycie tutaj wypchane zwierzęta, w ich naturalnym rozmiarze. Wszystkie gatunki występują na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Można tu podziwiać jelenie, sarny, dziki, borsuki, kuny, łasice, sowy i wiele innych. Zwierzęta przedstawione są zgodnie ze swoim środowiskiem naturalnym. Bardzo ładnie to wygląda. Sztuczna przyroda, a wygląda jak prawdziwa. Najbardziej podobała mi się inscenizacja gołoborza. Pięknie ją skopiowano. Nie brakuje tutaj również tablic informacyjnych, ciekawostek historycznych. Warto zwrócić też uwagę na rolę człowieka, w gospodarce leśnej i rolnej. Jedna sala przeznaczona jest do celów edukacyjnych. Muzeum również zwiedzałem sam. Szkoda, bo pielgrzymów było naprawdę dużo. W poniedziałki Muzeum czynne jest od godziny 10:00 do 17:00. Warto tu przyjechać i je zobaczyć.

Święty Krzyż 

Zanim zacząłem zwiedzać Klasztor, udałem się do Jadłodajni Mnicha. Zamówiłem żurek z kiełbasą, schabowy, bigos, ziemniaki i kompot. Za całość zapłaciłem 30 zł. Dostałem duże porcje pysznego jedzenia. Żurek mistrzostwo świata, schabowy rozpływał się w ustach, ziemniaki były ok. Jedynie kompot był wodnisty i bigos trochę za ubogi. Z czystym sumieniem polecam wam tutaj obiad. Zwiedzanie Klasztoru zacząłem od dziedzińca, a następnie Muzeum Misyjnego. Wstęp jest bezpłatny, ale skarbona stoi. Zobaczycie tutaj wiele ciekawych pamiątek przywiezionych z dalekich krajów. Łącznie eksponaty zajmują trzy sale. Później napisałem intencję, choć wiem, że to głupie, ale chciałem. W kaplicy byli turyści, więc od razu poszedłem do kościoła. Jak na taki klasztor, to jest naprawdę bardzo skromny. Udało mi się wejść na wieżę widokową. Za wstęp zapłaciłem 5 zł. Czynna jest do godziny 17:00. Z jej tarasu można podziwiać całą okolicę, w tym miasta powiatowe takie jak Opatów, Ostrowiec Świętokrzyski i Starachowice. Widoki zapierają dech w piersiach. Świętokrzyskie, to naprawdę przepiękna kraina.

Dzięki uprzejmości pewnej pani udało mi się jeszcze wejść do grobowca. Obecnie można zobaczyć tam odsłoniętą trumnę z ciałem Jeremiego Wiśniowieckiego, oraz mnichów Świętego Krzyża. Wstęp do grobowca jest płatny. Opłata jest symboliczna 2 zł. Niestety czas biegł nieubłaganie i nie mogłem sobie pozwolić na odwiedzenie grobów pomordowanych podczas II Wojny Światowej. Znajdują się one na północnym zboczu góry. Szlakiem drogi krzyżowej dotarłem do Nowej Słupi. Pod karczmą Mnicha jakby cicho. Trudno jest mi też powiedzieć, czy Pielgrzym Emeryk zmienił swoje położenie. Zgodnie z legendą od mojej ostatniej wizyty przesunął się o dwa ziarenka piasku. Jak dojdzie na Święty Krzyż, to nastąpi koniec świata. W Nowej Słupi widziałem Dom Pielgrzyma. Przez płot zajrzałem też do osady średniowiecznej. Tutaj też muszę przyjechać. Obok, w budowie jest centrum legend i hutnictwa. Niebawem nasz region, będzie miał kolejną atrakcję turystyczną. Szlak ze Świętego Krzyża do Nowej Słupi jest kamienisty, śliski i momentami stromy. Trzeba uważać i mieć odpowiednie obuwie. Kapliczki drogi krzyżowej są drewniane. Jest też punkt z altanką na piknik. W lesie cisza, nawet ptaki nie śpiewały. Na drzewach zero oznak jesieni. Czułem tylko zapach roślin. Jednym słowem rozkosz dla ciała i ducha.

Nie zdążyłem na autobus linii 207, który odjeżdża z rynku w Nowej Słupi do Kielc. Zabrakło mi 3 minut. Na szczęście o godzinie 19:20 realizowany jest kurs do Kielc, z Ostrowca Świętokrzyskiego. Bilet normalny kosztuje 7 zł. Po 40 minutach byłem już na dworcu w Kielcach, a po kolejnych 10, w domu. Z wycieczki jestem zadowolony. Polecam Wam to miejsce. Zimą, przy śniegu jest tu uroczo, a cisza wręcz boska. Przyjeżdżajcie.

Zdjęcia mojego autorstwa:
Osada Średniowieczna w Hucie Szklanej, kliknij TUTAJ.
Muzeum Przyrodnicze Świętokrzyskiego Parku Narodowego, kliknij TUTAJ
Święty Krzyż i Nowa Słupia, kliknij TUTAJ.

14 września 2020

Relacja z wycieczki do Suchej Beskidzkiej, Lanckorony i Kalwarii Zebrzydowskiej - wrzesień 2020.

Renesansowy Zamek Suski w Suchej Beskidzkiej. Fot: Erwin 
Sucha Beskidzka 

W sobotę wraz z rodziną wybrałem się na wycieczkę do Suchej Beskidzkiej, Lanckorony i Kalwarii Zebrzydowskiej. Droga z Kielc do Suchej Beskidzkiej zajęła nam około trzech godzin. Wybraliśmy trasę przez Jędrzejów, Miechów, Słomniki, Kraków, Mogilany. Do pokonania mieliśmy 180 km. Samochód zaparkowaliśmy na darmowym parkingu obok Zamku. Ponieważ czynny był od godziny 10:00, to postanowiliśmy pójść najpierw na miasto. Droga na Rynek zajęła nam 5 minut. W między czasie spoglądałem na przepiękne góry. Zanim doszliśmy do Rynku musieliśmy przejść most na rzece Stryszawka. Z rana na mieście nie było dużo ludzi, natomiast ruch samochodów jak na tak małe miasto, był naprawdę spory. Na rynku znajdują się mniej urodziwe kamienice, fontanna i zabytkowa drewniana Karczma Rzym. Obiekt powstał w XVIII wieku i przez całe swoje istnienie nie zmienił swojego przeznaczenia. Niestety było zbyt wcześnie, by iść na obiad, dlatego nie dowiem się jakie dania tam serwują i czy są dobre. Karczma wchodzi w skład szlaku małopolskiej architektury drewnianej. Z Rynku udaliśmy się do zespołu kościelno - klasztornego pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. Kompleks składa się z dwóch kościołów. Jeden jest większy, drugi mniejszy. Oba są otwarte dla wiernych i zwiedzających. Wnętrza kościołów są bardzo ładne i skromniejsze od pozostałych obiektów sakralnych jakie widzieliśmy w tym roku. Warto dodać, że pierwszy kościół, czyli ten największy jest zbudowany z cegieł. Zapewne budowniczy musieli poświęcić sporo czasu na jego budowę.

Wychodząc z kościoła poszliśmy zobaczyć co ciekawego dają na ulicy Adama Mickiewicza. Widzieliśmy tam stary gmach sądu. Przez Rynek wróciliśmy się do Zamku. Najpierw zrobiliśmy sobie spacer po części parkowej. Moją uwagę zwróciły ruiny oranżerii. Tego dnia restauracja była nieczynna z powodu zarezerwowanej wcześniej imprezy. Renesansowy Zamek jest własnością samorządu. Jak dobrze zrozumiałem był on wykupowany dwa razy. Pierwszy raz od Państwa, drugi od Spadkobierców. Miasto uznało, że tak piękny budynek nie może zostać skomercjalizowany. O dziwo sam Zamek nie jest położony na wzgórzu, tylko równo z pozostałą częścią miasta. Zwiedzanie Zamku jest we własnym zakresie. Bilet normalny kosztuje 15 zł. Za magnes zapłaciłem 7 zł. Najpierw zwiedza się wystawę archeologiczną, która zajmuje dwie sale na dole. Na pierwszym pietrze podziwiać można stare meble, obrazy, wyposażenie domu, pianino. Jest też sala rycerska i kaplica. Można spacerować po Zamkowym tarasie. Z jednej strony Zamek przypomina ten na Wawelu. Zwiedzanie Zamku zajmie wam około godziny.

Kilka minut po godzinie 12:00 byliśmy już gotowi na kolejną podróż. Tym razem do Lanckorony.

Lanckorona 

Z Suchej Beskidzkiej do Lanckorony jest 26 km. Odcinek ten pokonaliśmy, w mniej niż pół godziny. Samochód zaparkowaliśmy tuż przy rynku. W miasteczku nie pobiera się opłaty za postój w jakiejkolwiek jego części. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Muzeum Pamiątek. Znajduje się na Rynku w drewnianej chacie. Można tu zobaczyć salę szkolną, ubrania gospodarcze, wyposażenie wiejskiej chaty. Taka namiastka eksponatów ze skansenów. Łącznie do zwiedzania są trzy sale. Myślę, że 15, 20 minut wystarczy na pobyt w tym miejscu. Bilet normalny kosztuje 5 zł, ulgowy 4 zł. Najciekawsze eksponaty są w sklepiku. Można je kupić, tylko zastanawiałem się po co? Na Rynku znajdują się drewniane i murowane chaty. Sam Rynek jest bardzo zielony. Na każdym kroku można kupić lokalne produkty rzemieślnicze, magnesy itp. Rynek przypomina Skansen. Jest naprawdę piękny, a z górnej jego części można podziwiać górską panoramę. Bardzo ciekawe budynki znajdują się także przy ulicy Świętokrzyskiej, która przylega do Rynku. W piekarni kupiliśmy chleb, ale nie był rewelacyjny. Warto również zwrócić uwagę na architekturę białej chaty, gdzie obecnie mieści się mini bistro. Za nim jest dom wczasowy. Myślę, że nocleg w takim miejscu to raj. Wróciliśmy się na Rynek, gdzie udaliśmy się do bistro Niebieska Kawiarenka. Wystrój robi wrażenie, ceny również. Miejsce to jest drogie, jednak nie mając innych propozycji zdecydowaliśmy się zjeść tu obiad. Wybór marny. Jedno danie główne, pierogi, kilka rodzajów zup i tortilla. Zdecydowałem się na danie główne, czyli gulasz z chlebem i sałatką. Zapłaciłem 28 zł. Jak wszedłem do lokalu głodny, tak i z niego wyszedłem. Za tą cenę porcję są bardzo małe. Jedzenie ani dobre, ani nie dobre. Możecie tutaj zajrzeć, ale nie spodziewajcie się rarytasów.

Po mało sytym obiedzie poszliśmy do kościoła Narodzin św. Jana Chrzciciela. Niestety jest on zamknięty przed turystami jak i wiernymi. Stąd też jest szlak na szczyt góry Lanckorońskiej. Do pokonania mieliśmy około 500 metrów. Droga męcząca przez las. Na szczycie znajdują się ruiny zamku. Niewiele z niego już zostało. Na piękne widoki nie ma co liczyć. Drzewa zasłaniają widok. Szkoda, bo okolica jest przepiękna. Z Zamku udaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Kalwaria Zebrzydowska 

Z Lanckorony do Kalwarii Zebrzydowskiej jest około 7 km. Droga zajęła nam 10 minut. Zanim jednak tu dotarliśmy zatrzymaliśmy się pod Lanckoroną na widoczki. Samochód zaparkowaliśmy pod samym sanktuarium. Parking jest bezpłatny. Zanim pójdziecie do kościoła zajrzyjcie na stragany. Można tam kupić magnesy na lodówkę. Plac przed kościołem jest okazały, natomiast samo Sanktuarium zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Kościół jest ogromny i pełen bogactw. Warto przyjrzeć się zdobieniom, malowidłom, konfesjonałom. Ogólnie jest piękny. Dużo ładniejszy od tego w Częstochowie. Pielgrzymów było sporo, w tym grupy zorganizowane. Zrobiliśmy sobie spacer korytarzami klasztornymi. Byliśmy na tyłach ołtarza, gdzie jest przepiękna kaplica. Będąc na dziedzińcu wejdźcie do kaplicy. Znajdziecie tu ciszę. Drugi dziedziniec jest bardzo duży. Otacza go Dom Pielgrzyma, Kawiarnia i hotel. Jest tu zieleń, figurki, kiosk i inne. W kawiarni kupiliśmy ciasto (każdy wziął coś innego), herbatę i kawę. Porcje duże, ceny niskie, smak doskonały. Torcik owocowy, sernik i napoleonka to raj dla podniebienia. Za porcje zapłacicie od 4 do 6 zł. Toaleta jest płatna. Podsumowując na terenie Sanktuarium Pasyjno Maryjnego znajduje się Klasztor Ojców Bernardynów, Bazylika Matki Boskiej Anielskiej, Jadłodajnia, Dom Pielgrzyma, Kawiarnia, Hotel, Kiosk.

Z Sanktuarium udaliśmy się na szczyt okolicznej góry, gdzie znajdują się Pustelnia św. Heleny, Kościół Ukrzyżowania, oraz kaplica III upadku. Małe obiekty sakralne zrobiły na nas ogromne wrażenie. Przepiękne wnętrza, malowidła. Takie małe kościoły. Jak będziecie tu z pielgrzymką, to do każdego z kościołów na trasie Jezusa i Maryi pójdziecie modląc się. My oczywiście zwiedzaliśmy, a nie zajmowaliśmy się kultem religijnym. Zeszliśmy z góry i poszliśmy do Kaplicy Płaczących Niewiast. Mała, skromna, piękna. Podczas spaceru po wcześniej wymienionych szlakach podziwialiśmy także Kaplicę II upadku, Kaplicę I upadku, Ratusz Piłata (przepiękny), Kaplicę Serca Maryi, Stację 15, Cyreneusz 18, Kapliczkę, Kościół Wieczernika, Kościół Domu Matki Bożej, Kaplicę Domu Kajfasza, Pałac Heroda, Stację 20. Niestety nie wszystko udało nam się zobaczyć, gdyż słońce zachodziło już za horyzont. Na Kalwarię trzeba jednak poświęcić więcej czasu niż nam się wydawało. Wspomniane zabytki znajdują się na terenie Kalwarii Zebrzydowskiej i Bugaja. Na trasie widzieliśmy dużo pięknych drewnianych domów. Okolice miasta są przepiękne. Na łące zbieraliśmy kanie. O 19 wyjechaliśmy z Kalwarii. Do Kielc mieliśmy 160 km. Do domu jechaliśmy przez Skawinę, Kraków Tyniec, Kraków Balice, Kraków, Słomniki, Miechów i Jędrzejów. Przed 22 byliśmy już na miejscu. Po drodze był postój na kolację. Ruch w Małopolsce był spory, w Świętokrzyskiem nie.

Wszystkie trzy miasta były super. Jesteśmy zadowoleni z wycieczki i już planujemy następną. Do zobaczenia na kolejnym szlaku.

Poniżej linki do zdjęć mojego autorstwa.
Sucha Beskidzka kliknij TUTAJ.
Lanckorona kliknij TUTAJ.
Kalwaria Zebrzydowska kliknij TUTAJ

04 września 2020

Relacja z wycieczki do Pałacu Tarłów w Podzamczu Piekoszowskim - wrzesień 2020.

Pałac Tarłów w Podzamczu Piekoszowskim. Fot: Erwin 
Dziś popołudniem Łukasz zaproponował wycieczkę za miasto. Zaledwie 10 km od Kielc znajdują się Ruiny Pałacu Tarłów w Podzamczu Piekoszowskim. Z Kielc wyjechaliśmy przed 17 i na miejscu byliśmy po 15 minutach. Wybraliśmy drogę przez Szczukowskie Górki i Szczukowice. Przed Pałacem nie ma parkingu. Obecnie miejsce to jest opuszczone. W internecie można przeczytać, że obiekt ma aż 13 właścicieli. Niestety żaden nie zdecydował się na jego remont. Wejście do pałacu jest bezpłatne. Musicie tylko uważać na śliską nawierzchnię i sypiące się mury. Nikt nie pilnuje bezpieczeństwa tego miejsca. Pałac znajduje się pomiędzy domostwami, a polem uprawnym. Doskonale widać go od strony ulicy. Budynek jest zbudowany na wzór kieleckiego Pałacu Biskupów Krakowskich. Obecnie zachowały się mury frontowe, baszty, piwnice. Samemu można stwierdzić, gdzie kiedyś były piece. Jest też spory dziedziniec. Niestety z powodu braku nadzoru nad Pałacem jest on zdewastowany. Na ścianach jest pełno wulgarnych malowideł. Po podłodze walają się rozbite butelki, pełno tu śmieci itd. Ogólnie nie wesoło tu jest. Jednak nie to jest najgorsze. Pałac stał się ulubionym miejscem zabaw lokalnych dzieci. Małoletni bez nadzoru rodziców wspinają się nielegalnie po murach, często je niszcząc. Sami nie zwracają też uwagi na swoje zdrowie i bezpieczeństwo. Zwróciłem uwagę, że to co robią jest karygodne, ale to wszystko po nich spłynęło. Ponieważ nie jesteśmy obojętni na to co widzieliśmy, o sprawie poinformujemy lokalne władze. Zwiedzanie pałacu zajęło nam godzinę.

Kilka słów o Pałacu.
Jego budowę rozpoczęto w 1649 roku. Po 6 latach był już gotowy do zamieszkania. Około 1860 roku budowla została zniszczona i od tamtej pory nigdy nie wróciła do swoich pierwotnych zabudowań. Pałac budowo w stylu barkowym. Pierwszymi właścicielami pałacu była rodzina Tarłów z herbu Topór.  Był to jeden z najbogatszych rodów magnackich w Polsce. Z dokumentów wynika, że jego budowę zarządził Jan Aleksander Tarło. Obiekt miał być godny jego drugiej żony księżniczki Anny Czartoryskiej. Obiekt zaprojektował włoski architekt barkowy Tomasz Poncino. Jest on również autorem kieleckiego Pałacu Biskupów Krakowskich. Koszty budowy Pałacu były tak duże, że Tarło musiał sprzedać aż 30 wsi. Pałac w rękach rodziny Tarłów pozostał do 1842 roku. Później jego właścicielem stał się Kazimierz Sosnowski. Kiedy go nabył budynek był zaniedbany, a przez dach lała się woda. Około 1860 roku Pałac spłonął. Po pożarze kolejnym właścicielem obiektu stał się Aleksander Kozłowski. Zdążył wyremontować tylko część Pałacu, ponieważ szybko zakończył swój żywot. Po śmierci Kozłowskiego Pałac przejęła rodzina Dobrzańskich. Po zakończeniu II Wojny Światowej Pałac stał się własnością Państwa.

Legenda głosi, że w Pałacu został ukryty skarb. Dokładniej chodziło o złoto konfederatów, którzy sprzeciwiali się rządom Augusta III Sasa. Złoto jednak zostało wywiezione i do dziś nie odnalezione.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są: TUTAJ.

31 sierpnia 2020

Relacja z wycieczki do Chęcin - sierpień 2020.

Widok na Basztę środkową i wschodnią. Fot: Erwin 
Niedzielne popołudnie wraz z Łukaszem spędziłem w Chęcinach. Stwierdziliśmy, że dawno nie byliśmy na Zamku. Z Kielc wyjechaliśmy po godzinie 15:00 i na miejscu byliśmy po 15 minutach. Do pokonania mieliśmy 15 km. Droga do Chęcin jest prosta. Wystarczy z Kielc wyjechać na ulicę Krakowską i jechać nią cały czas prosto. Jeżeli zdecydujecie się na komunikację miejską to od 1 września z nowego dworca autobusowego odjeżdżać będzie linia numer 31. Pod sam Zamek was nie zawiezie, ale będziecie mieć już blisko. Samochód zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu zamkowym. Po drodze mijaliśmy kramy i bary. Zanim kupiliśmy bilet podziwialiśmy z góry panoramę miasta. Droga na Zamek wymaga trochę wysiłku, gdyż góra jest stroma. Za bilet każdy z nas zapłacił 13 zł. Najpierw zwiedziliśmy basztę zachodnią, skąd podziwiać można widoki na Zamek i okolicę. Później posiedzieliśmy na ławce, następnie udaliśmy się na basztę zachodnią, mijając środkową, która nie jest dostępna zwiedzającym. Po drodze mijaliśmy armaty. Zajrzeliśmy też do skarbca. Warto zwrócić też uwagę na herby.

Po wejściu na basztę zachodnią od razu z niej uciekliśmy. Takiego roju owadów nigdy jeszcze nie widzieliśmy. Wyszedłem stamtąd zły. Pani przewodnik powiedziała, że z tymi owadami to mają problem każdego roku. Przylatują o tej porze i przez dwa tygodnie dokuczają. Podobno żaden oprysk na nie nie działa. Kiedyś była tam inwazja os. Wróciliśmy więc w okolice studni. Siedzieliśmy na ławce i nic nie robiliśmy. Przed 18:00 odbył się pokaz tańca dawnego. Liczyłem na coś fajnego, a tu po 5 minutach było już po wszystkim. Panie przewodniczki zatańczyły dwa tańce do wolnej muzyki folkowej. Później miały zagrzmieć armaty, ale dwie nie wystrzeliły. Dopiero trzecia dała huk.  Przed wyjściem zauważyliśmy, że na baszcie pełnej owadów są ludzie i się nie oganiają z niej. Zadecydowaliśmy ponową wspinaczkę i tym razem owady siedziały na murku, nie latały, nie dokuczały, więc mogliśmy w spokoju podziwiać panoramę najbliższej okolicy. Około 18:20 opuściliśmy Zamek udając się w kierunku parkingu. Po drodze mijaliśmy drewniane posągi królów, królowych i rycerzy oraz armaty.

Zamek w Chęcinach to dość popularna atrakcja turystyczna naszego regionu. Podczas naszej wizyty było mnóstwo ludzi. Każdego roku miejsce to odwiedza kilkaset tysięcy osób. Niestety do dziś zachowały się tu tylko ruiny i trzy baszty. Doszliśmy do wniosku, że cena 13 zł za bilet jest przesadzona. Nie ma tu komnat, pamiątek, zabytków itd. Poza tym co wspomnieliśmy jest jeszcze sklepik, punkt z pamiątkami, miejsce na grill. Jednym słowem za wiele tutaj nie ma. W ubiegłym tygodniu w Dobczycach w Małopolsce za wstęp na Zamek i Skansen płaciłem 10 zł. Na Zamku były komnaty, dużo eksponatów do obejrzenia. Skoro Dobczyce mogą brać 10 zł za coś co jest bogatsze, a Chęciny 13 zł za same ruiny to coś tu jest nie tak. Dlatego ta cena powinna być dużo niższa. Toalety znajdują się przy kramach i są płatne 2 zł od osoby.

Jeżeli chodzi o korona ściemę to tutaj nie ma wirusa. Wszyscy chodzą bez masek, nie ma odstępu społecznego, na basztę mogą wejść tłumy i nikomu to nie przeszkadza. Mnie też, bo jak mówię korona to ściema. Ogólnie panuje tu miła atmosfera. Mimo, że za wiele tu nie zobaczycie, to dla widoków warto tu być. Liczyłem też na fajny festyn, bo tak go reklamowano, a na żywo wyszło jak wyszło, czyli nic nie wyszło. Tutaj byłem zawiedziony. Jeżeli chodzi o turystów to na parkingu widziałem samochody na radomskich, szydłowieckich, miechowskich, śląskich blachach. Z dalekich krain nikt nie przybył, a szkoda. Warto śledzić informacje zamkowe, gdyż zdarzają się nocne imprezy zwiedzania Zamku z ogniskiem i rekonstrukcjami. W soboty o północy po murach zamkowych spaceruje duch królowej Bony, czyli Biała Dama. Osobiście nigdy jej nie widziałem. O Zamku krąży wiele legend. Jedna to taka, że posiadał on tunel, który prowadził do klasztoru na Karczówce. Jedni mówią o historii Królowej Bony, inni twierdzą, że nigdy jej tam nie było.

Niestety zabrakło nam czasu na zwiedzanie Niemczówki i rynku, dlatego jest szansa, że jeszcze w tym roku ponowie będziemy w Chęcinach. Mamy tutaj bardzo blisko, a sam Zamek widać z różnych zakątków Kielc. Przy pięknej pogodzie najczęściej z rana lub wieczora jest szansa na to, że uda wam się wypatrzeć stąd Tatry.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

30 sierpnia 2020

Relacja ze spaceru do ogrodu botanicznego w Kielcach - sierpień 2020.

Ogród francuski znajduje się tuż przy kasie. Fot: Erwin
W piątek po południu wybrałem się na spacer do ogrodu botanicznego. Znajduje się on niecałe dwa kilometry od mojego domu. Nigdy tam jeszcze nie byłem, a słyszałem pozytywne opinie, dlatego się przełamałem i zrobiłem sobie taki spacer. Przyznam, że nigdy w życiu nie byłem w tego typu miejscu, więc nie wiedziałem czego się mogę spodziewać. Za bilet zapłaciłem 9 zł. Przy kasie dostałem mapkę z opisem. Jednak nie trzymałem się jej, tylko samemu wyznaczyłem sobie trasę. Najpierw górna część, potem dolna. W ogrodzie można zobaczyć roślinność, która dominuje w naszej strefie klimatycznej. Można tu podziwiać kwiaty, warzywa, owoce rosnące na ziemi świętokrzyskiej. Rolą ogrodu jest przede wszystkim pokazanie ludziom jak wyglądają podstawowe rośliny, drzewa, czy krzewy, które gdzieś tam widzimy na co dzień. Egzotyki tutaj nie znajdziecie. Jest kilka fajnych dodatków, typu mała architektura, wodospad, ogród japoński, ogród francuski itd. Dodatkową atrakcją jest możliwość zrywania owoców i spróbowania ich na miejscu. Nikt nikomu nie zwróci uwagi za deptanie trawnika. Wręcz zachęca się do wypoczynku na trawie.

Górna część ogrodu to kwiaty i drzewa owocowe, które spotkacie na każdym wiejskim podwórku. Rosną tu śliwki, orzechy, gruszki, jabłka, cukinie, zioła, cynie, astry, piwonie i inne. Środkowa część to przede wszystkim plac centralny z punktem widokowym i strefa róż. W dolnej części są oczka wodne, ogór japoński, osuwisko skalne, oraz kawiarnia. Ta ostatnia mieści się przy alpinarium tuż obok kasy. Lokal jest nowocześnie urządzony, ale zarazem skromny. Można zjeść tutaj lody, gofry, ciasta, tosty, napić się lemoniady, kawy, czy herbaty. Siostra, która dołączyła do mnie w trakcie zwiedzania zamówiła tosty z salami. Były pyszne. W cenie 8 zł dostajecie dwa duże tosty z pomidorkiem cherry. Jeżeli chodzi o mnie to wybrałem gofra z bitą śmietaną. Cena 8 zł, polecam. 

Toalety na terenie ogrodu są bezpłatne, czyste i zadbane. Przed wejściem do ogrodu nie ma parkingu. W planach jest budowa palmiarni. Prawdopodobnie stanie ona na przeciwko ogrodu pomiędzy botanikiem, a Świętokrzyskim Centrum Onkologii. Z ogrodu botanicznego blisko jest do klasztoru na Karczówce. Zwiedzanie parku zajęło mi 4 godziny. Ponieważ nie znałem tego miejsca, to nie znalazłem czasu na słodkie lenistwo. Można brać leżaki i ustawiać gdzie się chce, jest dużo ławek. W razie deszczu lub silnego słońca można się schronić pod daszkiem. Ogród położony jest na wzniesieniu dlatego można podziwiać piękną panoramę Kielc i okolic, w tym najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich - Łysicę.

Sam park bardzo mi się podobał. Jest czysty, zadbany, panuje tu cisza i spokój. Idealne miejsce na słodkie lenistwo. Jednak przyznam, że spodziewałem się czegoś więcej. Liczyłem na trochę egzotyki, a nie na rośliny, które otaczają mnie każdego dnia. Mimo wszystko nie żałuję tej wizyty i wam też polecam to miejsce. Kawiarnia wam wynagrodzi wszystko. Ogród czynny jest do 31 października. Zimą jest nieczynny i ponownie dla gości otwiera się w kwietniu. Załapałem się jeszcze na zwiedzanie wakacyjne, dlatego botanik był czynny do 20:00, natomiast we wrześniu do 18:00.

W kawiarni możecie wziąć za darmo do domu nowy miesięcznik kielecki. Znajdziecie tam wiele informacji na temat tego co się dzieje w mieście.

Zdjęcia mojego autorstwa dostępne są TUTAJ.

28 sierpnia 2020

Relacja ze spaceru po Kielcach - sierpień 2020

Dworzec Autobusowy w tle Kościół św. Krzyża. Fot: Erwin 
Otwarcie Dworca Autobusowego 

W dniu dzisiejszym wybrałem się na spacer po Kielcach. Jak doskonale wiecie mieszkam tu od urodzenia i na co dzień nie dostrzegam tego, co widzą turyści. Jednak od czasu do czasu robię sobie taką wycieczkę po centrum miasta. Z domu wyszedłem kilkanaście minut po godzinie 16:00. Dojście na Dworzec Autobusowy zajęło mi 10 minut. Dziś było oficjalne otwarcie dworca po remoncie. Punktualnie o godzinie 17:00 zaczęto wpuszczać gości do wnętrza spodka. Ludzi było dużo, zwłaszcza emerytów. Niestety ich zachowanie bardzo mnie zbulwersowało. Przepychali się, wchodzili jeden na drugi, zgniatali się. Zrozumiałbym jakby dawali coś za darmo, a to tylko otwarcie dworca było. Oczywiście zwiedzanie odbywało się w maseczkach. Na zewnątrz nikt nie zwracał uwagi na sztuczną pandemię. Ludzie zdjęli maski, nie trzymali dystansu społecznego, dotykali wszystko co się da. I słusznie, bo nie wiem jak wy, ale ja nie wierzę w tą ściemę z wirusem. Jednak nie o tym dziś mowa. Dworzec Autobusowy w Kielcach to specyficzna budowla, o której w dniu otwarcia mówiła cała Polska. Kilkadziesiąt lat temu w centrum Kielc otwarto dworzec, który jak na tamte czasy był bardzo nowoczesny. Swoją architekturą przypomina Ufo. Po latach zaczął niszczeć i zamiast być dumą miasta, to je szpecił. Miasto sprzedało dworzec prywatnemu inwestorowi. Miał go wyburzyć i postawić od nowa wraz z dużym centrum handlowym. Pomysł ten nie spodobał się radnym i ówczesnemu prezydentowi miasta. Zdecydowano się na odkupienie dworca i wyremontowanie go. Jak dobrze pamiętam przebudowa dworca trwała dwa lata.

Dziś zmieniło się całe otoczenie dworca. Od strony ulicy Czarnowskiej powstał piękny plac z roślinami, drzewkami, ławkami, fontannami i pomnikiem kultowego ogórka. Myślałem, że pomnik jest duży, niestety okazał się mały. Mimo wszystko wygląda świetnie. Z okazji otwarcia dworca przygotowano koncerty lokalnych artystów. Mnie osobiście ich muzyka się nie podobała. Wewnątrz dworzec wygląda ładnie. Niby jest nowocześnie, ale jak na dzisiejsze czasy mimo wszystko skromny. Na pierwszym poziomie znajduje się nocna poczekalnia, kasy biletowe, toalety i kwiaty. Te ostatnie raczej są sztuczne. Na drugim poziomie jest wyjście na perony, lokale gastronomiczne i szczerze mówiąc nie wiem co jeszcze. Tak naprawdę nikt nie otworzył na dworcu swoich punktów. Jedynie były automaty z jedzeniem. Na trzecim poziomie były stoliki. Co tam jest, to nie wiem, bo tam nie było wstępu. Zajrzałem na perony. Wszędzie multimedialne tablice informacyjne. Przy jednym ze stanowisk stał nowy autobus hybrydowy należący do miasta oraz stary ikarus odkupiony od MPK przez Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej. Ogólnie miejsce mi się podoba. Mam nadzieję, że będą sensowne trasy i będę mógł podróżować komunikacją publiczną. Na pewno kielecki dworzec jest oryginalny i ciekawy. Myślę, że każdy turysta powinien tutaj przyjść. W końcu poza Katowicami nikt nie ma w swoim mieście „prawdziwego” Ufo. 

Spacer po centrum Kielc 

Po wyjściu z dworca udałem się na spacer po mieście. Poszedłem na Sienkiewicza. Na deptaku ruch był mały. Większość ludzi była na dworcu. Poza tym pogoda nie sprzyjała. Na deptaku zobaczycie kilka perełek architektury, plac Artystów, Plac Cztery Pory Roku, zbudowany na styl włoski, Teatr im. Stefana Żeromskiego, domy handlowe, sklepy, restauracje i inne. Warto przyjrzeć się zdobieniom wielu kamienic. Na co dzień mieszkańcy miasta ich nie dostrzegają. Nie jestem tutaj wyjątkiem. Później zajrzałem do Parku Miejskiego im. Stanisława Staszica. Czuć było już jesień. Z parku znikły woliery dla ptaków. Kwiaty powoli przekwitały, a liście zaczynają się złocić. Od strony parku znajduje się baszta Plotkarka, która przylega do muru Pałacyku Tomasza Zielińskiego. Dziś w Pałacyku mieści się restauracja, Dom Środowisk Twórczych, miejsce imprez kameralnych. Miejsce jest fajne, piękna zabudowa, tylko drogie. Z parku udałem się na Wzgórze Zamkowe, gdzie znajduje się Muzeum II Wojny Światowej, centrum Dizajnu. Na głównym dziedzińcu stoi armata. Muzeum jest godne odwiedzin. Najciekawsze są oczywiście lochy.

Ważnym dla turysty punktem na mapie miasta jest Pałac Biskupów Krakowskich. Obecnie jest w remoncie, ale możecie zwiedzać jego wnętrza. Mieści się tam Muzeum Narodowe. Głównie eksponowane są meble i obrazy. Sam pałac jest dumą Kielc i według mnie najpiękniejszym zabytkiem miasta. Naprzeciwko Pałacu znajduje się Katedra. Niestety była już zamknięta i nie zrobiłem Wam zdjęć od wewnątrz. Przed Katedrą stoi Wieża. Ponownie wróciłem na Sienkiewicza. Za chwilę miał zapaść zmrok więc starałem się przyśpieszyć spacer. Dotarłem także do Kieleckiego Centrum Kultury. Nocą podświetlana jest tam fontanna. W upały chętnie chłodzę sobie tam nogi. Przed zmrokiem dotarłem także na rynek. Miejsce to żyje cały dzień i długo w nocy. Mieszkańcy chętnie przesiadują w knajpkach, wypoczywają na ławkach, korzystają z wolnej przestrzeni. Na Rynku znajduje się Ratusz, gdzie urzęduje prezydent miasta. Będąc na Rynku zwróćcie uwagę na stary kiosk, pręgierz, mury miejskie i studnię. Niedaleko Rynku znajduje się Muzeum Historii Kielc, oraz Muzeum Przyrodnicze z wypchanymi zwierzętami. Osobiście polecam Wam Muzeum Zabawek na Placu Wolności. Jest to największe i najstarsze tego typu miejsce w Polsce.

Po zmroku ponownie dotarłem na dworzec. Zrobiłem sobie kolację na świeżym powietrzu. Finałowym punktem imprezy był pokaz świateł. Mnie w ogóle nie urzekł, ale byli tacy co się zachwycali. Autobusy na dworzec wrócą we wrześniu. Podczas spaceru nie udało mi się zajrzeć we wszystkie zakamarki centrum, ale obiecuję, że kiedyś wybiorę się szlakiem mniej popularnym i zrobię wam zdjęcia. Kielce, to fajne miasto, dlatego przyjeżdżajcie. Jesień jest ku temu dobrą okazją.

Zdjęcia mojego autorstwa znajdziecie TUTAJ.